Teściowej sprawiłam taki prezent, iż aż jej się słabo zrobi! I za każdym razem, gdy na niego spojrzy, będzie dostawać dreszczy.

newskey24.com 19 godzin temu

Teściowej podarowałem taki prezent, iż od razu jej się zrobiło słabo! Będzie ją trzepać za każdym razem, gdy tylko na niego spojrzy. Ale nie wyrzuci, nie odważy się! Będzie go musiała postawić na widocznym miejscu. I tak właśnie o to mi chodziło. Zasłużyła sobie na to, Wiesława Władysławowna, moja wredna teściowa! Przez wszystkie piętnaście lat mojego małżeństwa z Andrzejem, ani razu nie powiedziała mi dobrego słowa. Milczek. Inne chociaż zgrzytają zębami, ale coś wyduka. Ta tylko patrzy swoimi ciemnymi oczyskami. Staram się do niej nie jeździć, odwiedzam ją raz w roku na pięć minut opowiadałem mojej koleżance Małgosi.

Małgosia pokiwała z entuzjazmem głową. Też miała trudną relację ze swoją teściową, Marią, więc zawsze „trzymała ze mną sztamę”.

Zebrało nas się jak zawsze, we trójkę, w sobotę taka nasza tradycja od dzieciństwa, spotykamy się raz na dwa tygodnie. Ja jestem fryzjerem i zawsze podcinam im włosy, poprawiam fryzury. Tego dnia miałem mało czasu, bo za chwilę czekały na mnie klientki. Małgosia, która jest kucharką, przyniosła ogrom przepysznych rzeczy mój syn, Igor, zawsze mówi na to „góra pyszności”.

Z nami była też trzecia przyjaciółka Lena. Pracuje jako pielęgniarka i niedawno przeszła do nowej pracy. Gdzie dokładnie, jeszcze nie powiedziała, chciałem ją podpytać, ale najpierw zrobiła się rozmowa o teściowych.

Nie mogę jej znieść! Dla mnie to nikt. Jakby jej nie było zacząłem znowu narzekać.

W tym momencie cicho do tej pory siedząca Lena nagle się odezwała, przerywając mi.

I co, Tomek? Myślisz, iż by ci od razu ulżyło? rzuciła z przekąsem.

Może tak westchnąłem i nagle zamilkłem.

Przypomniałem sobie dzisiejszy poranek. Jak niosłem teściowej prezent, zapakowany w piękny papier, uśmiechając się pod nosem. Wręczyłem jej to, a ona jak dziecko zaczęła od razu rozpakowywać, niemal podskakując z radości. Ale ostrzegłem ją: otworzyć dopiero, gdy wyjdę. I już miałem satysfakcję, iż jej zepsułem święto!

Dziewczyny, pytałyście, gdzie teraz pracuję zaczęła Lena.

Obie od razu się ożywiły.

W prywatnej klinice? zgadłem.

Ale będziesz teraz kasę trzepała! zaśmiała się Małgosia.

W hospicjum odpowiedziała spokojnie Lena.

Zapadła cisza.

Serio? Dlaczego? jedynie Małgorzata zdołała wydusić.

Przecież tam są ciężko chorzy Nie boisz się? A pieniądze? kręciłem głową.

Cały czas tylko: „pieniądze, pieniądze”. Tomek, wybacz, ale muszę ci coś powiedzieć: jesteś głupi powiedziała cicho Lena, ze smutkiem w oczach.

Kto, ja? Moja teściowa jest głupia? zirytowałem się.

Ty jesteś głupi, Tomku. To co robisz i mówisz wobec niej to podłość. Nie znam dobrze twojej Wiesławy Władysławowny. Mówisz, iż nigdy ci nie powiedziała dobrego słowa? A kto wam sprzedał mieszkanie w centrum, gdy was nie było stać, żeby powiększyć swoje lokum? Twoja teściowa. Bez szemrania. Gdy Igor ciężko zachorował, kto woził go do profesora, który wyrwał go z objęć śmierci? Ten profesor to był syn przyjaciółki z młodości twojej teściowej. Uratowali Igora, a inni nie mieli tyle szczęścia! A jak po zjeździe klasowym obudziłeś się u koleżanki, pijany jak bela? Andrzej by ci tego nie wybaczył, wiesz o tym. Kto przyszedł wtedy z pomocą? Wiesława Władysławowna powiedziała, iż tam nocowałeś. Tomek, gryziesz rękę, która cię karmi i głaszcze. Wszystko, czym nas częstujesz, ogórki, powidła, leczo to wszystko jej zasługa. Ty byś pomidora od ogórka nie odróżnił! To ona dla was robi. Są ludzie, którzy nie potrafią pięknie mówić. Ale okazują miłość czynami. A inni gadają pięknie, a nic za tym nie stoi! Lena mówiła podniesionym głosem.

Dzięki, przyjaciółko rzuciłem z wyrzutem. Myślałem, iż mnie wesprzesz, a ty od razu, iż jestem głupi!

Gdzieś w sercu coś zaczęło mnie gryźć. Ten „robaczek”, który cieszył się razem ze mną z wyprowadzki Wiesławy, złośliwie obmyślał zemstę, nagle zaczął się kręcić niespokojnie. Chciałem go uciszyć, zignorować słowa Leny, ale nie mogłem. Robaczek nie dawał spokoju.

Małgosia, obserwując naszą kłótnię, zjadła w tym czasie pięć kapuśniaków (ona zawsze je, gdy się denerwuje). I milczała.

Powinienem był się obrazić, krzyknąć, wyjść i rzucić drzwiami. Już miałem to zrobić.

Ale ten robaczek przykuł mnie do krzesła.

Zapomnieliście chyba, iż ja nie mam już mamy, tak? A żyję z tym już piętnaście lat. Jak ty, Tomek, tyle samo. Tylko ty cały czas jęczysz na swoją teściową, która naprawdę cię kocha. Ja przez te lata tęsknię, aż boli. Kiedy chcę zadzwonić, mam jeszcze numer mamy w komórce. Co jakiś czas doładowuję jej konto. Czasem zostawiam telefon w pokoju obok i wybieram „Mama”. Na chwilę widzę jej zdjęcie i słyszę ciszę. Rozmawiam z tą ciszą. Krzyczę, jak bardzo za nią tęsknię. Otulam się jej kocem i wyobrażam, iż mnie przytula. Masz mamę i teściową, Tomek, a źle ją traktujesz. Po co wywyższasz się nad starszą kobietą? Pamiętasz, jak ją kiedyś „wiejską babą” nazywałeś? Jeszcze pytanie: wszystkim nam fryzury robisz, dziękuję ci za to. A kiedy ostatnio podciąłeś włosy Wiesławie Władysławownie? Lena nie odpuszczała.

Robaczek ścisnął się, aż straciłem oddech. I usłyszałem swój własny, cichy głos:

Nigdy.

Żartujesz? Serio? Nie można tak! Ja swoją teściową zawsze częstuję! I serniki jej piekę na święta, pierogi, ciasta Uśmiecha się wtedy, takie ma pulchne ręce, jak poduszeczki, jak aniołek! rozpromieniła się Małgorzata.

Robaczek w środku zamilkł. Wstałem, bo zrozumiałem, iż już mnie nie trzyma.

Przed oczami przemknął mi dzisiejszy poranek. Jak to Małgosia mówiła? Pulchne rączki

A moja teściowa miała inne. Naśmiewałem się, iż ma „szpony” duże, spracowane, z żyłami, brzydkie, tak mi się wydawało. Twarz Nazywałem ją w myślach „ziemniaczana głowa”. Co ja o niej wiedziałem, o Wiesławie Władysławownie?

Tak naprawdę nic. Nie interesowałem się jej życiem.

A ona zawsze była obok, gdy potrzebowałem pomocy. Andrzej kiedyś wspominał, iż miał dwie siostry. Obie długo chorowały, jedna po drugiej odeszły. Wiesława Władysławowna ratowała najpierw córki, potem męża. Została sama z synem, Andrzejem, moim mężem.

A ja Andrzeja kocham najbardziej na świecie. Piękny, mądry, pracowity.

Taki jest, bo matka go tak wychowała! Mógłby cię bić, pić, zdradzać a nie robi tego. Nie wszystkim tak się udaje! A ty jej nigdy dobrego słowa nie powiedziałeś. Wszystkich strzyżesz, a jej nigdy. Czemu się z niej śmiejesz i kąsasz jak wąż, głupcze! znów odezwał się robaczek w mojej duszy.

Aż podskoczyłem.

Tomku, dobrze się czujesz? Lena pochyliła się ze zmartwieniem.

Pokręciłem głową, żeby się nie rozpłakać. Wszystko naraz uderzyło jak grom.

Musiałem zmienić temat, wyjść stamtąd jak najszybciej.

Lena, jak tam w pracy? zapytałem.

Dziewczyny, nigdy nie zapomnę tych oczu. Często cierpią, ale w nich jest światło, dobro i nadzieja. Słyszę rozmowy o wieczności, o rzeczach, których nie zdążyli zrobić. Widziałam tyle łez, gdy rodziny żegnają się z bliskimi.

Jeden młody biznesmen, bardzo zajęty, po złoto dla matki by sięgał, a ona prosiła tylko, by pojechał z nią na wieś jej dzieciństwa. Nigdy nie znalazł czasu. Kiedy pani zmarła, klęczał przy niej i krzyczał: „Mamo, wróć! Teraz pojedziemy, gdzie tylko zechcesz. Kupię ci dom, wszystko ci dam! Błagam, zostań!” Drugi, starszy pan, żegnał córkę. Pokazywał jej zdjęcia, codziennie przynosił grzebienie i spinki, choć już nie miała włosów. Każdy prezent przyjmowała jak skarb, oczekiwała tych wizyt. On wiedział, iż jej nie uratuje, ale śmiał się dla niej, głaskał te jej grzebyki, mówił, iż jak odrosną włosy, to sam jej zaplecie. Po śmierci rozdał wszystko innym. W jego oczach był suchy ból, a powiedział tylko: „Teraz mama ją zaplecie w niebie.” I czemu wam to mówię? Trzeba doceniać! Jedni szlochają nad trumną, inni walczą z chorobą, a trzeci marnują życie na kłótnie i żale. Wszystko w rękach Boga. Nikt tu nie jest panem własnego losu.

Małgosia odłożyła talerz na bok, napisała gwałtownie mężowi SMS-a, iż dzisiaj domowe spotkanie rodzinne, zaprasza też teściów na nocleg.

Lecę, muszę wszystko przygotować! Na razie! wymknęła się z kuchni.

Ja też wstałem. Trzęsącymi się rękami przeszukiwałem torbę. Wysypało się wszystko na podłogę. Lena pomagała zbierać bez słowa.

Tak samo bez słów się pożegnaliśmy.

Czekał mnie cały wieczór zaplanowany dla klientek. Tylko Gdzieś na obrzeżach miasta właśnie teraz starsza kobieta, którą uważałem za swojego wroga, patrzy na mój prezent. Ten, którym chciałem jej „dokuczyć”. A gdyby mi ktoś podarował to samo?

Pewnie bym się rozczarował i urodziny z głowy.

Odwołałem wszystkich klientów, przeprosiłem, obiecałem rabat następnym razem i wsiadłem do auta, jadąc do teściowej.

Telefon Andrzeja milczał.

Zrobiło mi się gorąco w ręce. Co on powie? To przecież jego mama

Był już wieczór. W małym domku na obrzeżach świeciły się światła. Nagle te kiczowate firanki w stokrotki i pelargonie na parapecie wydały mi się przytulne i bliskie.

Muszę przeprosić. Co powiedzieć? Może inny prezent dorzucić Ale nie mam już czasu. Obiecam, iż coś kupię. Co narozrabiałem myślałem, idąc przez furtkę do domu.

Drzwi były otwarte. W dużym pokoju na stole stała wielka, malowana misa z pierogami. Chłodnik z kefirem, ulubiony przez Andrzeja. Naleśniki faszerowane. Stałem w progu, patrzyłem na stół. Andrzej rozmawiał z Igorem, a ten ze smakiem pałaszował gołąbki babcine. Sama teściowa, w granatowej sukience z koronkowym kołnierzykiem, długim warkoczem, stała pod ścianą. Obok dwie starsze sąsiadki i dziarski staruszek chyba też gość.

Zobaczcie, jaka piękność, co nie? rozpływała się teściowa, pokazując prezent ode mnie.

I mówiła dalej:

To moja Kasia, żona Andrzeja. Prawdziwa królewna! Jasna, delikatna, piękna. Jak na nią patrzę, wszystko mi w środku śpiewa. Stworzył Pan Bóg taką urodę! Teraz Kasieńka zawsze będzie przy mnie. Artysta ją namalował. Rozpłakałam się ze szczęścia, jak zobaczyłam ten portret. Nic piękniejszego nie mogłam dostać!

Twórca prezentu Portret mnie samego. Przez te wszystkie lata myślałem, iż skoro teściowa nie chwali, to na pewno mnie nie lubi, wręcz nie znosi. I postanowiłem jej zagrać na nerwach tym portretem. Ale wyszło inaczej

Kasieńka to takie cudo, iż aż wstyd mi do niej cokolwiek powiedzieć. Jak lalka! Wielkie, błękitne oczy, rysy jak z obrazka. Nie to, co ja stara babka, niezdarna, dwóch słów nie mogę złożyć. I pięknie mówić, nie umiem. Wiele razy, gdy nocowała, poprawiałam kołdrę, głaskałam jej włosy, jak spała. Bóg zabrał mi córki. Dał jednak inną żonę mojego syna. Moją Kasię! Andrzejowi zawsze powtarzam, iż ma złotą żonę!

Żyj teraz z tym! robaczek w środku prychnął i zniknął na zawsze.

Nawet nie zdążyłem mu obiecać, iż wszystko naprawię. Czasu jeszcze mam dużo. A oni już mnie zauważyli. Podbiegł syn, Andrzej wstał.

Co ty tu robisz? Przecież masz pracę? Mama mówiła, iż już dzisiaj ją odwiedziłeś szepnął.

Odwołałem. Wiesławo Władysławowno Mogę do pani mówić mamo? Jak do swojej mamy. Z wszystkiego najlepszego! głos mi się łamał.

Najchętniej uklęknąłbym jak ten mężczyzna z historii Leny. Przed mądrością, dobrocią, wybaczeniem.

Kasieńka! Znalazłaś jeszcze czas, by wpaść do starej! O, moja Kasiunia! Przyjechała! mówiła z dumą i czułością teściowa.

Dziadunio-gość pokiwał głową z uznaniem, patrząc to na mnie, to na portret.

Wszyscy się rozpromienili zaczęliśmy się śmiać, żartować.

Cieszyłem się, iż żyję, iż mam rodzinę. Moi rodzice już jechali z życzeniami. Mam cudownego męża, syna, dobrą teściową, fajną pracę. Jestem bogaczem!

Zapraszam do stołu! pokrzykiwała teściowa.

A potem zrobimy dzień piękności! Chcecie wszystkim wam zrobię fryzurę! Kto chce farbowanie, strzyżenie mówcie śmiało! Z przyjemnością! uśmiechnąłem się.

To też był mój prezent. Już dla wszystkich.

Idź do oryginalnego materiału