Teściowa postanowiła zadomowić się w moim mieszkaniu, a swoje przekazać córce.
Mój mąż, Paweł, dorastał w rodzinie liczniejszej niż gości na polskim weselu. Moja teściowa, pani Krystyna, rodziła synów, aż w końcu doczekała się córki ten moment chyba świętowała jak strzelenie gola w dogrywce. No, ale nie komentuję, każdy sobie dzieci planuje, jak lubi.
Jak wyszłam za Pawła, myślałam, iż złapałam Pana Boga za nogi. Odpowiedzialny, pracowity, męski, taki, co wie, co to znaczy rodzina. Ale od początku było jasne, iż odcięcie pępowiny od mamy i siostry jest mniej realne niż wygrana Legii w Lidze Mistrzów. Krystyna raczej nie zawracała sobie głowy losem synów, ale jej Kruszynka Zosia zawsze była oczkiem w głowie.
Zosię poznałam, gdy miała dziesięć lat na początku była rozbrajająca, ale już po paru latach humor mi się poprawiał tylko od kawy. Uczyć się nie chciała, kręciła się z podejrzanym towarzystwem spod trzepaka, a wszystkie swoje dramaty wrzucała na głowę Pawła. Zosia mogła zadzwonić do brata o trzeciej w nocy, bo akurat złamała tipsa on leciał ratować świat.
Miałam nadzieję, iż Zosia z wiekiem złagodnieje, gwałtownie wyjdzie za mąż i wszystko wróci do normy. Guzik! Jak już postanowiła się hajtać, teściowa oczywiście zwołała rodzinę, żeby zrzucili się na wesele, bo sama biedna jak mysz kościelna. Wybranek Zosi taki, co ledwo wiąże koniec z końcem więc świeżo upieczeni małżonkowie zamieszkali z Krystyną. Idealna telenowela.
Dziecko jedno, dziecko drugie… Krystyna w końcu pojęła, iż z młodymi i szkrabami pod jednym dachem to harówka nie do przeżycia. I tu objawiła jej się boska myśl: wprowadzi się do nas, a swoje mieszkanie odda ukochanej Zosi. Genialne! Zwłaszcza iż mieszkanie kupiłam ze swoich oszczędności, a Paweł nie dołożył się choćby do klamki. I co najśmieszniejsze on też zadowolony! „Mama ci pomoże” mówi, jakby zaraz miała mi obiadki do pracy pakować i ogarniać pranie.
Mamy dwa pokoje, w których ledwo się mieszczą nasze marzenia, a co dopiero teściowa z siatkami z Biedronki. Ale Krystyna jest święcie przekonana, iż mamy moralny obowiązek ją przyjąć, bo Paweł to przecież najstarszy syn i tradycja zobowiązuje.
Męża kocham, rozwodu choćby nie rozważam. Ale jak mam mu wyjaśnić, iż mieszkanie z jego mamą to przepis na domową apokalipsę? Może ktoś zna lepszy sposób przekonywania niż pączki z kremem? Dobre rady i czarną kawę przyjmuję w każdej ilości.






![Ciągłe monitorowanie glukozy zwiększa skuteczność leczenia cukrzycy typu 2. Potwierdzają to najnowsze wyniki badań [DEPESZA]](http://www.newseria.pl/files/1097841585/sensor-zdjecie.jpg)
