„Teściowa żądała remontu zamiast naszych pierwszych wakacji za granicą! Mąż w końcu postawił się mam…

twojacena.pl 2 godzin temu

Zamiast włóczyć się po świecie, powinniście mi odmalować mieszkanie!

Moja teściowa ma do nas niekończące się pretensje, bo zamiast sypnąć jej groszem na remont, odważyliśmy się wyjechać na urlop! Jej mieszkanie prezentuje się całkiem zacnie, ściany nie odpadają, a podłoga jeszcze nie zamienia się w piaskownicę no ale przecież zachciało jej się nowego koloru. W jej wyobrażeniu jesteśmy prywatnym sponsorem wszystkiego, choć spokojnie mogłaby za to zapłacić sama.

A my z mężem nieustannie liczymy złotówki. Co miesiąc po kawałku spłacamy kredyt hipoteczny i próbujemy utrzymać przy życiu dwóch nastolatków. Przez wszystkie lata małżeństwa, to w końcu pierwszy nasz urlop z prawdziwego zdarzenia.

Dotąd nasze ekskluzywne wakacje upływały w sosnowym zagajniku albo w domku po wujku nad jeziorem. Nasze dzieci o świecie widziały tyle, ile przejedzie autobus linii 43. W końcu zdecydowaliśmy się wycisnąć trochę oszczędności i wysłać rodzinę na wycieczkę do Rzymu. Trzeba było ciąć wydatki i żywić się zupą z torebki, ale było warto.

Od początku moja teściowa jasno zadeklarowała: wnuków niańczyć nie będzie. Nie namawiałam, nie naciskałam, pogodziłam się z losem. Dzieci, kiedy tylko mogliśmy, lądowały więc u moich rodziców, bo oboje z mężem pracowaliśmy po łokcie. Nie miałam o to żalu wiem, iż już wychowała dziecko, mogła odpocząć.

Tym bardziej, iż aktywności raczej jej nie brakowało. A to na pilates, a to na basen, a to na kurs malarstwa czy weekendowe wycieczki do Krakowa. Żyć, nie umierać! Jedyny mankament: kieszeń zawsze dziurawa. I jak coś chciała nowe zasłony, nowe firany albo odświeżenie lokalu z automatu wyciągała rękę do nas, jakby nasze zobowiązania były świętem ruchomym. Kredyty? Licealiści? Tam nie ma zmiłuj mamie trzeba pomóc.

Żeby było śmieszniej, co sobotę mąż dostawał listę zadań a to śrubkę przymocować, a to szafkę przestawić. Ale w tym roku przesadziła zachciało jej się generalnego remontu. Każdy czegoś chce, ale cóż, życie polega na kompromisach, prawda? Poza tym, pięć lat temu robiliśmy jej remont świeżo, schludnie, pachniało farbą jak w galerii sztuki.

Nawet nie wtajemniczyliśmy teściowej w nasz plan wyjazdu. Chcieliśmy po cichu zamknąć mieszkanie i tyle nas widzieli, dolce vita! Jednakże jak na polski serial przystało podczas naszej nieobecności teściowa postanowiła nas odwiedzić. Zastała zamknięte drzwi, zadzwoniła do męża, a on całkiem szczerze wypalił, iż jesteśmy we Włoszech. Po krótkim aha rozłączyła się.

Ale po powrocie istna hekatomba. Groch z kapustą i awantura w jednym.

Trzeba było mnie poinformować! I w ogóle skąd mieliście tyle kasy? Zamiast wydawać na wczasy, mogliście zrobić mi remont!

Mój mąż, zwykle cichy i potulny wobec mamy, tym razem wyprostował się i powiedział, iż nasze pieniądze są nasze, a nie jej.

Od tego czasu teściowa się obraziła. Nie dzwoni choćby do wnuków, poczuła się urażona do żywego. Za to kuzyni i ciotki dzwonią bez przerwy i opowiadają, jakie z nas niewdzięczniki. Ale ja i mój mąż nie mamy wyrzutów sumienia. Za to moi rodzice trzymają za nas kciuki. Wolimy z mężem podróżować, póki nam kręgosłup jeszcze pozwala, a pieniądze wolimy wydawać na rodzinne wspomnienia, nie na teściowej fanaberie.

Idź do oryginalnego materiału