Teściowa wparowała na inspekcję mojego lodówki i była w szoku, iż zmieniliśmy zamki – Co tu się wyprawia?! Klucz nie pasuje! Zabarykadowaliście się? Iza! Witek! Wiem, iż ktoś jest w domu, licznik się kręci! Otwierajcie natychmiast, mam ciężkie siatki, ręce już mnie bolą! Głos pani Jadwigi, donośny i surowy niczym szkolny dzwonek, rozlegał się po całej klatce schodowej, odbijając się od niedawno odmalowanych ścian i niosąc się przez podwójne drzwi sąsiadów. Stała przed zamkniętymi drzwiami mieszkania syna, szarpiąc za klamkę i usiłując na siłę, z uporem godnym lepszej sprawy, wepchnąć swój stary klucz do nowej, błyszczącej chromem dziurki. Przy jej nogach stały dwie pojemne kraciaste torby, z których wystawały zwiędłe koperki i słoik z czymś nieprzejrzystym, białawym. Iza, wracając po schodach na trzecie piętro, zwolniła kroku. Przystanęła o jeden poziom niżej, przytulona do ściany, usiłując uspokoić walące serce. Każda wizyta teściowej była dla niej próbą nerwów, ale dziś sytuacja była wyjątkowa. To był dzień „P”. Dzień, kiedy wyczerpała się cierpliwość zbierana przez pięć lat i zadziałał plan obrony własnej twierdzy. Wzięła głęboki oddech, poprawiła pasek torebki na ramieniu i przywdziała maskę uprzejmego spokoju, ruszając dalej. – Pani Jadwigo, dzień dobry – przywitała się, wychodząc na półpiętro. – Proszę tak nie krzyczeć, bo sąsiedzi jeszcze wezwą policję. I nie ma co szarpać drzwi, naprawa kosztuje. Teściowa gwałtownie się odwróciła. Jej twarz, otoczona ciasno ułożonymi trwałymi, płonęła oburzeniem, a oczy miotały pioruny. – O, przyszłaś! – rzuciła, akcentując ręce na biodrach. – Patrzcie ją! Stoję tu i się szarpię, dzwonię, pukam! Czemu klucz nie pasuje? Zamek wymieniliście?! – Wymieniliśmy – potwierdziła spokojnie Iza, wyciągając pęk nowych kluczy z torebki. – Wczoraj. Przyszedł ślusarz. – I mnie, matki, nie poinformowaliście? – pani Jadwiga aż się zapowietrzyła. – Przyjechałam, przywiozłam wam zakupy, dbam o was, niewdzięcznicy, a wy mnie zatrzaskujecie drzwi przed nosem? Dawaj klucz, i to już! Muszę mięso do zamrażarki włożyć, już się rozmraża! Iza podeszła do drzwi, ale wcale się nie kwapiła, by je otworzyć. Stanęła tak, by zasłonić przejście i spojrzała teściowej prosto w oczy. Dawniej już by się wycofała, szukała by gorączkowo zapasowego klucza, byle tylko „mamusia” nie była zła. Ale to, co wydarzyło się dwa dni wcześniej, wypaliło w niej ochotę do bycia grzeczną dziewczynką. – Nie będzie dla pani nowego klucza, pani Jadwigo – powiedziała stanowczo. – I już nie będzie. Zapadła ciężka cisza. Teściowa patrzyła na synową, jakby ta mówiła po chińsku, albo nagle wyrosła jej druga głowa. I tak dalej… (Adaptując tekst, w całym tytule zachowano postacie i realia polskiej kultury: imiona Iza i Witek, typowa polska klatka schodowa, najważniejsze szczegóły obyczajowe i język przekładki.) Pełny tytuł: Teściowa wtargnęła, by zrobić rewizję w mojej lodówce i przeżyła szok, gdy odkryła wymienione zamki – „Co to się dzieje, klucz nie pasuje?! Zabarykadowaliście się?!”

naszkraj.online 4 godzin temu
Co tu się wyprawia?! Klucz nie pasuje! Zabarykadowaliście się tam czy co? Kinga! Marek! Wiem, iż ktoś jest w domu, licznik przecież się kręci! Otwierajcie natychmiast, torby mam ciężkie, ręce już odpadają! Głos Haliny Mariankiewicz, donośny i natarczywy jak poranny dzwonek tramwaju, niósł się echem po całej klatce schodowej, ocierał się o świeżo pomalowane ściany […]
Idź do oryginalnego materiału