Tej nocy, gdy księżyc wisiał nad Warszawą jak ogromne oko bez powieki, teściowa postanowiła zamieszkać w moim mieszkaniu, a swoje podarować mojej córce.
Mój mąż wyrósł w licznej rodzinie, gdzie dzieci pojawiały się raz po raz, aż wreszcie narodziła się upragniona córka. Dziwaczne to było, ale nie moja rzecz oceniać takie polskie sprawy rodzinne.
Gdy wyszłam za Mateusza, myślałam, iż trafiłam na szczęście. Odpowiedzialny, odważny, silny wiedział, co to znaczy rodzina. Mimo tego nie potrafił odciąć pępowiny, która go wiązała z matką i młodszą siostrą. Teściowa nie pałała wyjątkową miłością do synów, ale dobro córki stawiała na szczycie Mariackiej Wieży.
Jagoda miała dziesięć lat, gdy ją poznałam. Początkowo mnie nie drażniła, ale po pięciu latach rosło we mnie rozdrażnienie. Nauka ją nużyła, zadawała się z szemranymi chłopakami, a wszystkim musiał zajmować się mój mąż. Siostra mojego męża mogła zadzwonić po jego pomoc w środku nocy, a on biegł jakby mu się śniło.
Liczyłam, iż Jagoda dorośnie, wyjdzie za mąż i wszystko się ułoży. Ale gdzie tam! Gdy postanowiła się pobrać, matka zmusiła braci, żeby złożyli się na wesele, bo sama nie miała grosza. Pan młody był biedny jak mysz kościelna, więc świeżo poślubieni zamieszkali z teściową.
Dziecko jedno, potem drugie Teściowa nagle odkryła, iż dłużej się już tak nie da. Wtedy znalazła błyskotliwe rozwiązanie przeprowadzi się do nas, a swoje mieszkanie odda córce. Ale czy to w porządku? Przecież mieszkanie kupiłam za własne złotówki, a mój mąż nie dorzucił ani grosza! Najdziwniejsze, iż jemu ta sytuacja zupełnie odpowiada stwierdza tylko, iż mama mi pomoże.
Mamy dwupokojowe mieszkanie. Ja jednak nie chcę oddawać swojego komfortu i dzielić przestrzeni z kimś innym. Teściowa jest pewna, iż musimy ją przygarnąć, bo Mateusz to najstarszy syn, który, jak przystało po polsku, powinien dbać o dobro rodziców.
Kocham męża, rozwód nie wchodzi w grę. Ale jak go zbudzić z tego snu? Jak mu powiedzieć, iż życie z jego matką to koszmar? Może ktoś z tego sennego tłumu da mi jakąś radę?
