Teściowa zdecydowała się zamieszkać w moim mieszkaniu, przekazując swoje lokum córce.
Mój mąż, Bartosz, wychował się w licznej rodzinie na obrzeżach Krakowa. Jego mama, pani Halina, rodziła kolejno dzieci, aż w końcu pojawiła się upragniona córka. Dziwne podejście, ale to ich sprawa.
Gdy wyszłam za Bartosza, byłam zachwycona odpowiedzialny, silny, rodzinny człowiek, przynajmniej z pozoru. gwałtownie jednak zorientowałam się, iż jego więź z matką i najmłodszą siostrą jest bardzo silna. Pani Halina nie przykładała dużej wagi do synów, za to córka, Jagna, była jej oczkiem w głowie i zawsze miała pierwszeństwo.
Jagnę poznałam, gdy miała dziesięć lat. Na początku była cicha i nieinwazyjna, ale z biegiem lat zaczęły się problemy. Jagna nie chciała się uczyć, zaczęła spotykać z podejrzanymi chłopakami, a wszelkie kłopoty spadały na Bartosza. Szwagierka potrafiła zadzwonić do niego choćby w nocy, prosząc o pomoc.
Łudziłam się, iż z czasem Jagna spoważnieje, założy własną rodzinę i sytuacja się uspokoi. Ale życie napisało inny scenariusz. Gdy nadszedł czas jej ślubu, teściowa kazała synom złożyć się na wesele, bo sama nie miała pieniędzy. Wybranek Jagny nie zarabiał wiele, więc młoda para musiała zamieszkać z matką.
Po narodzinach najpierw jednego, potem drugiego dziecka sytuacja stała się nie do zniesienia. Wtedy pani Halina wymyśliła “genialny” plan ona zamieszka ze mną i Bartoszem, a swoje mieszkanie odda Jagnie.
Cały paradoks polega na tym, iż to ja z moich własnych oszczędności, ciężko wypracowanych przez lata w złotówkach kupiłam nasze dwupokojowe mieszkanie w Nowej Hucie. Bartosz nie dołożył choćby złotówki. Teraz słyszę od niego: Przecież moja mama ci pomoże!. Wydaje się zadowolony z tej sytuacji.
Nie chcę mieszkać z teściową i rezygnować z własnej wygody. Pani Halina uważa jednak, iż mamy obowiązek ją przyjąć, bo Bartosz jako najstarszy syn powinien dbać o matkę.
Bardzo kocham męża. Rozwód nie wchodzi w grę, ale jak przekonać go, iż mieszkanie z matką zamieni nasze życie w nieustanny konflikt? Może ktoś ma radę, jak mu to przemówić do rozsądku?
Życie nauczyło mnie, iż choćby najbliższa rodzina nie powinna przekraczać granic wyznaczonych przez wzajemny szacunek. Warto być asertywnym i walczyć o własne miejsce na ziemi by nie stracić siebie próbując zadowolić wszystkich wokół.
