No i masz babo placek! zamiast zwykłego cześć, powiedział Eryk, widząc w drzwiach drobną, szczupłą staruszkę w dżinsach, z figlarnym błyskiem w oczach i wąskimi, złośliwie ułożonymi ustami. Babcia Irki, Helena Nowak zorientował się szybko. Ale jak to tak, bez żadnej zapowiedzi, choćby SMS-a
Dzień dobry, wnuczku! dalej z tym samym uśmiechem rzuciła Helena. No, to jak? Wpuścisz staruszkę do środka?
Tak, tak, jasne! poderwał się Eryk, prawie potykając o kapcie. Proszę, niech pani wchodzi.
Helena Nowak wturlała do mieszkania walizkę na kółkach, rozejrzała się energicznie i zaraz usiadła przy stole w kuchni.
Daj mi mocniej zaparzoną herbatę! zarządziła, zerkając na Eryka, który próbował podać jej cienką herbatę w ulubionej szklance. Irka w pracy, Ola w przedszkolu, a ty to co? Leniuszek?
Wysłali mnie na przymusowy urlop na dwa tygodnie, jęknął. Niby taki fajny odpoczynek Spojrzał na gościa z nadzieją: A długo się pani u nas zatrzyma?
Trafiłeś w dziesiątkę. Pokiwała głową Helena, gasząc resztkę nadziei Na długo.
Eryk westchnął cicho. Helenę znał ledwie z widzenia, chyba tylko na ich ślubie z Irką była, bo mieszkała w innym mieście. Ale słyszał o niej od teścia. Tamten, opowiadając o swojej teściowej, ściszał głos i nerwowo się rozglądał, więc Eryk domyślał się, iż babcię traktował z nie lada szacunkiem wręcz z nabożną trwogą.
Umyj naczynia i się zbieraj. Zrobię rekonesans po mieście będziesz moją eskortą! zarządziła.
Nie miał odwagi protestować ton głosu kojarzył mu się z głosem sierżanta w wojsku. Bronienie się byłoby bezcelowe.
Chcę zobaczyć bulwary nad Wisłą! zarządziła Helena. Jak tam najlepiej dotrzeć? Złapała Eryka pod ramię i dziarsko ruszyła przez podwórko, rozglądając się ciekawie.
Najwygodniej zamówić taksówkę, odpowiedział niepewnie Eryk.
Helena błyskawicznie złożyła palce w kółeczko i zagwizdała jak zawodowy taksiarz. Taksówkarz gwałtownie zahamował przy krawężniku.
Ależ czemu tak gwizdać? Co ludzie sobie pomyślą? marudził Eryk, podsadzając ją na przednie siedzenie.
Nic nie pomyślą śmiała się babcia Helena. Pomyślą raczej, iż to twój brak wychowania.
Kierowca roześmiał się gromko razem z Heleną, aż przybili sobie piątkę, jakby byli starymi znajomymi.
Ty, Eryk, jesteś taki ułożony i trochę zbyt grzeczny mówiła mu potem, krocząc po bulwarze nad rzeką. Twoja babcia pewnie jest bardzo spokojna, dumna i porządna. Ja tak nie potrafię! Mój mąż, dziadek Irki, niech mu ziemia lekką będzie, długo musiał się do mnie przyzwyczajać. Och, jak on był cichy i ułożony, całe życie z nosem w książkach, a tu nagle ja w jego życiu i się zaczęło! Na rajdy w góry go ciągałam, ze mną skakał ze spadochronem, a na paralotnię cały czas bał się wejść zawsze czekał z córką na dole, a ja nad nimi krążyłam!
Eryk zaskoczony słuchał tej opowieści Irka nigdy nie wspominała rodzinnych przygód. Widać było, iż babcia miała w sobie masę energii i przygoda była jej codziennością. Nic dziwnego, iż jej charakter wzbudzał szacunek.
Ty skakałeś ze spadochronem? spytała nagle podejrzliwie.
W wojsku miałem czternaście skoków, odpowiedział z dumą.
No to szacunek! pogratulowała. I zaczęła nucić:
Długo nam jeszcze spadać,
Daleki dziś skok mój
Eryk znał tę starą wojskową piosenkę i zaraz się dołączył:
Białe jedwabne płótno,
Za plecami już ptak
Tak sobie podśpiewywali, aż poczuł, iż trochę opadła mu nieśmiałość wobec tej wyjątkowej staruszki.
Chodź, coś przekąsimy zaproponowała. Tam w budce musi być dobry grill czujesz ten zapach?
Przy budce stał krępy, czarnowłosy facet z zawadiackim błyskiem w oku, który nadziewał na szpikulce kawałki mięsa marynowane w przyprawach. Wyglądał tak groźnie, iż aż chciało się krzyknąć Heja! i zatańczyć kozaka wokół ogniska.
Usiadły z babcią przy stoliku, Helena puściła do niego oko i znienacka zaśpiewała czystym głosem:
Sto lat, sto lat,
Niech żyje grill nasz!
Facet spojrzał na nią, po czym rozpromienił się i odpowiedział śpiewająco:
A jak klienci śpiewają,
To i szaszłyk dobrze smakuje!
Proszę bardzo, pani szanowna! powiedział, odsłaniając szeroki uśmiech, i przyniósł talerz szaszłyków, chrupiącego chleba i miseczkę świeżych ziół. Postawił też dwa kieliszki zimnej śliwowicy i ukłonił się nisko.
Na zapach mięsa podreptał z pobliskich zarośli szaro-biały kociak, przysiadł cicho przy ich stoliku i spojrzał prosząco wielkimi oczami.
Oj, maluszku, czekałam właśnie na ciebie! rozczuliła się Helena. Podejdź, kocie. A do szaszłykowego urzędnika powiedziała: Ma pan może trochę surowego mięsa dla naszego małego przyjaciela?
Kocurek spałaszował swoją porcję, a Helena nagle przeszła na poważny ton:
U was rośnie dziecko, a zwłaszcza dziewczynka. Jak chcecie nauczyć ją czułości, miłości i troski, jeżeli choćby kota nie ma w domu? Ten kotek to będzie jej najlepszy nauczyciel!
Po powrocie do domu Helena urządziła kociakowi kąpiel, a Eryka wysłała na szybkie zakupy miał przynieść kuwetę, miseczki, drapak i puchate legowisko. Kiedy obładowany wszedł do mieszkania, zastał prawdziwy kobiecy harmider Irka z Olą niemal rzuciły się na babcię, która szczęśliwa lizała je po policzkach. Kociak, którego dziewczynki nazwały Leoś, zasiadł na oparciu kanapy i bacznie oglądał nową rodzinę.
A to dla ciebie, Oleńka, śliczny letni komplet ze spodenkami rozdawała babcia prezenty. A to dla ciebie, Irka. Nic tak nie poprawia kobiecego humoru jak koronowe majteczki
Przez cały następny tydzień Ola nie chodziła do przedszkola. Z babcią co rano znikały z mieszkania, by wrócić tuż przed obiadem uśmiechnięte i zmęczone. W domu czekał na nie Eryk i Leoś. Wieczorem cała czwórka, już razem z Irką, zabierała Leosia na spacerek w parku.
Eryk, musimy porozmawiać zagaiła babcia raz wieczorem. Nagle poważna, podała mu papier w foliowej koszulce. Jutro wyjeżdżam. To moje testament. Po moim wyjeździe daj to Irce. Mieszkanie i majątek dla niej, a dla ciebie biblioteka mojego męża. Wiele cennych książek, z autografami wybitnych ludzi
Ależ po co, pani Heleno? próbował protestować, a ona machnęła dłonią.
Irce nic nie mówiłam, tobie powiem z sercem u mnie kiepsko. W każdej chwili może być koniec i trzeba być gotowym.
Przecież pani nie może być sama! oburzył się Eryk.
Nigdy nie jestem zupełnie sama uśmiechnęła się. Córka i twoja teściowa mieszka niedaleko. A ty, Eryk, pilnuj Irki i wychowuj Oleńkę. Jesteś porządnym chłopakiem. I tak sobie myślę, iż jestem dla ciebie podwójną teściową teściowa do kwadratu! klepnęła go po ramieniu i zachichotała.
Zostań jeszcze trochę poprosił nieśmiało. Chociaż kilka dni.
Helena podziękowała ruchem głowy i serdecznie się uśmiechnęła.
Cała rodzina żegnała ją na dworcu, choćby Leoś na rękach Oli wyglądał na zasmuconego.
Helena ponownie złożyła palce w kółeczko i zagwizdała, a nadjeżdżająca taksówka zatrzymała się jak zaczarowana.
No, jedziemy, zięciu, na dworzec! zarządziła, mocno przytuliła Irkę i Olę i wskoczyła do taksówki.
Taksówkarz spojrzał na nią szeroko otwartymi oczami, a Eryk mruknął:
Co się pan tak patrzy? Nigdy pan porządnej kobiety nie widział?
Drobna babcia, potrząsając siwymi loczkami, zaśmiała się i z Erykiem przybili sobie piątkę na pożegnanie.
