Teściowa celowo ignoruje nasze zasady wobec dzieci. Twierdzi, iż babcie są od rozpieszczania

fajnainspiracja.pl 13 godzin temu

Między rodzicami a dziadkami istnieje jedno wieczne zdanie, które służy jako uniwersalne usprawiedliwienie dla całkowitej anarchii i sabotowania jakiegokolwiek wychowania: „Wy jesteście od wychowywania, a babcie od rozpieszczania.” Na pierwszy rzut oka brzmi to niewinnie i sympatycznie. Jednak w wydaniu mojej teściowej to zdanie stało się narzędziem systematycznego burzenia wszystkiego, co próbujemy w domu ustalić.

Z żoną mamy dwoje dzieci – pięcioletnią córkę i siedmioletniego syna. Staramy się trzymać dla nich stały rytm dnia, bo bez tego życie z dwójką energicznych dzieci w mieszkaniu to czysty chaos. O ósmej wieczorem idą spać, telewizję mogą oglądać dopiero po odrobieniu lekcji, a na telefonie mają maksymalnie pół godziny dziennie wybranych bajek. To działa – dzieci są spokojne, wyspane i nie mają problemów w szkole ani przedszkolu.

Wszystko jednak rozsypuje się w pył za każdym razem, gdy dzieci spędzają weekend u teściowej.

Mieszka niedaleko nas w domu z ogrodem, więc propozycja weekendowej opieki na początku wydawała się świetną pomocą. Niestety, teściowa od razu potraktowała swoją rolę jak konkurs na to, kto będzie bardziej lubiany przez dzieci. Zamiast iść z nimi na plac zabaw, do lasu czy rysować, wybrała najprostszą drogę: zniosła wszystkie zasady.

U niej dzieci mogą absolutnie wszystko. Chcą jeść ciastka na obiad i pić litry słodzonych napojów? Nie ma problemu. Chcą oglądać tablet od rana do wieczora i leżeć przy tym w łóżku? Babcia chętnie im go włączy, żeby mieć święty spokój. A spać idą o jedenastej w nocy, bo „przecież jeszcze nie były zmęczone”.

Najgorszy nie był sam weekend u niej, ale raczej poniedziałki i wtorki po powrocie do domu.

Po każdym takim weekendzie przywoziliśmy do domu dwoje totalnie rozregulowanych, zmęczonych i rozdrażnionych dzieci z problemami żołądkowymi. Wystarczyło poprosić syna, by posprzątał buty albo usiadł do lekcji, a następował histeryczny atak złości: „U babci nic nie muszę! Babcia jest fajna, wy jesteście źli!” Cały poniedziałek i wtorek spędzaliśmy na przywracaniu dzieci do normalnego stanu i uspokajaniu ich wybuchów.

Gdy próbowaliśmy spokojnie porozmawiać o tym z teściową przy kawie, natrafiliśmy na kompletną arogancję ukrytą pod płaszczykiem babcinej miłości. Żona powiedziała: „Mamo, bardzo doceniamy, iż się nimi opiekujesz. Ale proszę, kładź je spać o czasie i nie pozwalaj im cały dzień siedzieć przy tabletach. Potem przez dwa dni płaczą i nie śpią.”

Teściowa machnęła ręką z pogardliwym uśmiechem: „Daj spokój, nie rób z tego problemu. Jesteś strasznie przewrażliwiona. Dzieci u babci powinny mieć wakacje i raj. Babcie są po to, by rozpieszczać i robić rzeczy, których rodzice zabraniają. Teraz wszyscy jesteście zafiksowani na tych nowoczesnych książkach o wychowaniu. My też was wychowaliśmy i żyjecie.”

To był czysty szyderczy śmiech. W jej logice to ona była tą cudowną, kochającą osobą, która spełnia dzieciom każde życzenie, a my byliśmy złymi tyranami, którzy każą myć zęby i chodzić spać. Całą ciężką pracę, skutki niewyspania i popsutego humoru zostawiała nam.

Przełom nastąpił, gdy córce po weekendowym maratonie lizaków i braku mycia zębów spuchł ząb i musieliśmy w niedzielę wieczorem jechać na ostry dyżur. W poniedziałek rano teściowa zadzwoniła, czy przywieziemy dzieci na kolejny weekend.

Tym razem to ja odebrałem telefon. „Nie przywieziemy. Dopóki nie zrozumie pani, iż zasady rodziców obowiązują także u pani w domu, dzieci nie zostaną u pani na noc.”

W słuchawce zapadła cisza, po której nastąpił żałosny krzyk o niewdzięczności i o tym, iż odmawiamy jej kontaktu z własną krwią. Tym razem jednak nie ustąpiliśmy ani o krok. Weekendy u babci całkowicie zawiesiliśmy na trzy miesiące. jeżeli chciała zobaczyć wnuki, mogła przyjść do nas na popołudniową wizytę, gdzie zasady były w naszych rękach.

Dopiero gdy zobaczyła, iż bez szanowania zasad naprawdę traci kontakt z wnukami, zeszła ze swojej pozy. Zrozumiała, iż „rozpieszczanie” nie oznacza niszczenia zdrowia dzieci i pracy ich rodziców. To była dla nas trudna lekcja: babcie często mylą miłość z tanim kupowaniem sympatii dzieci kosztem rodziców. jeżeli nie postawi się im wyraźnej granicy, zniszczą nie tylko autorytet rodziców, ale i spokój całej rodziny.

Idź do oryginalnego materiału