Drogi pamiętniku,
Dziś wydarzyła się rzecz niebywała. Tato, poznaj moją narzeczoną i przyszłą synową, Zuzannę! z euforią promieniał Borys. Moje serce na chwilę stanęło. Kto?! aż zapytałem osłupiały. Przecież to nie może być poważne! o ile to żart, jest co najmniej niesmaczny.
Patrzyłem z nieskrywaną niechęcią na dłonie synowej. Brud pod paznokciami wskazywał, jakby nigdy w życiu nie widziała wody z mydłem. Przeszła mnie myśl: Boże drogi, gdyby moja ukochana Laura dożyła tego dnia, nie przeżyłaby wstydu! Zawsze staraliśmy się uczyć Borysa dobrych manier, wychować go na człowieka…
Ja mówię poważnie! niemal wykrzyczał Borys. Zuzanna zostanie z nami, a za trzy miesiące ślub. jeżeli nie chcesz mi w tym towarzyszyć, poradzę sobie! rzucił oskarżycielskim tonem.
Zuzanna uśmiechnęła się szeroko, wchodząc jak u siebie na kuchnię. Upiekłam drożdżówki, mam dżem malinowy, suszone grzyby wymieniała produkty, które wyciągała z sfatygowanego plecaka.
Złapałem się za serce, gdy zobaczyłem, jak jej dżem wylał się na śnieżnobiałą serwetę, manualnie haftowaną jeszcze przez Laurę.
Borys! Opamiętaj się! jeżeli robisz to na złość, przestań! To okrutne. Z jakiego zaścianka przyciągnąłeś tę wieśniaczkę? Nie chcę jej w swoim domu! nie mogłem opanować rozpaczy.
Kocham Zuzannę. Moja żona ma prawo mieszkać razem ze mną! odpowiedział zgryźliwie Borys.
Pojąłem, iż syn znów igra z moją cierpliwością. Bez słowa poszedłem do swego pokoju.
Od śmierci Laury wszystko się zmieniło. Borys zaczął się wymykać spod kontroli; rzucił studia na Uniwersytecie Warszawskim, lekceważył mnie, żył beztrosko, nie licząc się z nikim. Miałem cichą nadzieję, iż w końcu się opamięta, wróci do dawnych, dobrych nawyków i do rozmowy. Tymczasem dziś przyprowadził tę dziewczynę z wsi, wiedząc przecież, iż nigdy nie zaakceptuję takiego wyboru.
Nie minęło wiele tygodni, a Borys i Zuzanna wzięli ślub w urzędzie. Moja obecność była dla nich zbędna nie chciałem być świadkiem tej farsy. Bolało mnie, iż miejsce Laury, wspaniałej gospodyni i matki, zająć miała Zuzanna, osoba nieokrzesana i pozbawiona ogłady.
Zuzanna zdawała się nie zauważać mojego chłodu, starała się, ale tylko pogarszała sprawę. Widziałem w niej same wady była niewykształcona, z kiepskimi manierami
Po kilku miesiącach Borys, znudzony małżeństwem, wrócił do dawnych nawyków. Znowu zaczął pić i hulać. Często słyszałem awantury za ścianą, a w duchu miałem nadzieję, iż Zuzanna odejdzie z naszego domu już na zawsze.
Któregoś dnia wbiegła zapłakana: Panie Romanie, Borys chce rozwodu. Wyrzuca mnie na bruk, a ja jestem w ciąży!
Westchnąłem i powiedziałem sucho: Po pierwsze, nie jesteś przecież bezdomna. Może czas wrócić do miejsca, skąd pochodzisz? Ciąża nie daje ci prawa zostać tu po rozwodzie. Przykro mi, ale nie zamierzam wtrącać się do waszych spraw.
Zuzanna płakała, pakując rzeczy. Nie rozumiała, dlaczego synowa została znienawidzona od pierwszego wejrzenia, dlaczego Borys potraktował ją jak psa, z którym można się pobawić i wyjechać. Przecież jej wiejskie pochodzenie nie odbierało jej prawa do szacunku Ona też ma serce.
***
Minęło osiem lat
Teraz mieszkam w domu spokojnej starości w podwarszawskiej miejscowości. Z wiekiem poważnie podupadłem na zdrowiu. Borys gwałtownie się mnie pozbył, oddał pod opiekę placówki, byle nie mieć z tym kłopotów.
Pogodziłem się z losem, ale ciężar porażki pozostał. Przez lata kształtowałem charaktery studentów, wpajałem im szacunek, troskę i miłość do bliźniego. Otrzymuję jeszcze listy od wdzięcznych wychowanków A jednak własnego syna nie zdołałem wychować na człowieka.
Roman, masz gości powiedział sąsiad z pokoju, wracając ze spaceru.
Borys? z nadzieją wykrztusiłem, wiedząc, iż to niemożliwe. Syn nie przyjedzie, zbyt mocno mnie nienawidzi
Nie wiem. Długa mówiła, żebym cię zawołał. Idź, nie zwlekaj zachęcił.
Wziąłem laskę i wyszedłem z ciasnego, dusznego pokoiku. Na klatce schodowej gwałtownie ją rozpoznałem, choć minęło tyle lat.
Dzień dobry, Zuzanno rzekłem cicho, spuszczając wzrok. Czułem wobec niej wstyd; nie stanąłem po jej stronie, gdy najbardziej tego potrzebowała.
Panie Romanie, bardzo się pan zmienił Czy zdrówko dopisuje? zapytała zatroskana.
Różnie bywa uśmiechnąłem się smutno. Skąd wiedziałaś, gdzie jestem?
Borys mi powiedział. Wie pan, nie chce rozmawiać z naszym synem. A Wiktor ciągle dopytuje: czy może do taty, czy do dziadka Przecież Wiktor niczemu nie zawinił, a tak bardzo brakuje mu rodziny. Jesteśmy tylko we dwoje mówiła drżącym głosem. Przepraszam, być może nie powinnam tu przyjeżdżać.
Zaczekaj poprosiłem. Ile już ma Wiktorek? Ostatnie zdjęcie, które przysłałaś, miał trzy latka.
Czeka na dole, mogę zawołać? zapytała niepewnie.
Oczywiście, córko, zawołaj go! ucieszyłem się.
Do holu wszedł rudowłosy chłopiec, wykapany Borys z młodych lat. Wiktorek nieśmiało podszedł do mnie, po raz pierwszy spotykając swego dziadka.
Dzień dobry, wnuczku. Ale z ciebie już chłopak rozpłakałem się, obejmując go.
Rozmawialiśmy dużo podczas spaceru po parkowych alejkach wokół domu seniora. Zuzanna opowiadała o trudnym życiu, o tym, jak została sierotą, walcząc samotnie o utrzymanie syna i gospodarstwa.
Przepraszam cię, Zuzanno. Mimo tytułów i mądrości życiowej, zrozumiałem dopiero niedawno, iż ludzi powinno się doceniać za szczerość i serce, nie za wykształcenie ani pochodzenie przyznałem ze skruchą.
Panie Romanie, mamy dla pana propozycję uśmiechnęła się nieśmiało Zuzanna. Chodźcie do nas! Jesteśmy samotni, pan także a tak bardzo pragniemy bliskości rodziny.
Dziadku, proszę, pojedź z nami! Będziemy chodzić na ryby, do lasu po grzyby Na wsi jest pięknie, mamy dużo miejsca! przekonywał mnie Wiktor, nie puszczając mojej dłoni.
Dobrze uśmiechnąłem się szczerze. Tak wiele straciłem jako ojciec. Może jako dziadek dam ci to, czego nie dostał Borys choćby w rodzinnej wsi nigdy nie byłem. Mam nadzieję, iż mi się spodoba!
Na pewno będzie wspaniale! zaśmiał się radośnie Wiktor.





![Licytacje dla Antosia na FB! Spacerówka, makijaż, tort i wiele innych [ZOBACZ]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2026/collage_23-0.jpg)








