Kolejny dzień w moim życiu, zapisuję go w pamiętniku, bo chcę mieć dowód, iż kiedyś wszystko zaczęło się od tej jedynej, słodkiej chwili.
Wstałam z uśmiechem rozświetlającym twarz, a przy mnie leżał Wojtek, którego oddech przyklejał się do karku. To było jakby wprowadzić w życie odrobinę magii i znowu się uśmiechnęłam.
Na nasz wymarzony wyjazd poślubny już odłożyłam trochę złotówek. Wczoraj opowiedziałam o tym Wojtkowi, a on przez pół godziny słuchał, jakby chciał wyśmiać moje sukcesy i zapewnić, iż nie pomylił się w wyborze partnerki.
Jeszcze kilka tygodni temu wątpiłam w podjętą decyzję. Wojtek przedstawił mnie swojej rodzinie, a ja poczułam, iż te obce dla mnie twarze nie są takie przyjazne. Jednak kluczowym momentem był fakt, iż jestem bogatą panną odziedziczyłam po babci mały, stary dwójkę (mały, ale sprawny samochód), w którym mieszkaliśmy razem.
Jedna z sypialni była zamknięta na klucz. Pokój babci. Zostawiłam w nim wszystko tak, jak było za jej życia: stary komod, bujany fotel, biurko i półki pełne kolorowych motków wełny. Po weselu ten pokój miał przybrać nowy wygląd, ale póki co wszystko pozostało niezmienione.
Czasem wieczorami wchodziłam tam, siadałam w bujanym fotelu, włączałam starą lampkę i rozmyślałam o swoim życiu. Wojtek nie lubił tych moich chwil, nazywał je kaprysem i melancholią, ale nie mógł nic zrobić. Nie wchodził do pokoju, tylko mruczał, iż tak dużo przestrzeni marnuje.
W mojej rodzinie byłam najstarsza. Rodzice gwałtownie zorientowali się, iż mogę służyć jako opiekunka, więc niedługo wszystkie obowiązki za młodsze siostry i brata przerzucono na moje krzywe barki. Nie mogłam tego narzekać, choć ciągle słyszałam: Nie posprzątałaś tak, nie wyczyściłaś tak, nie ubrałaś tak. Brat i siostra przyzwyczaili się, iż zawsze to ja jestem w błędzie, i wykorzystywali tę sytuację. Dlatego po szkole spakowałam swoje skromne rzeczy i wyprowadziłam się do domu babci.
Babcia kochała mnie, nazywała słowiczek, piekła domowe bułeczki i uczyła życia po Bożemu. Wyszłam spod ciepłej kołdry i ruszyłam do kuchni, by zrobić serniczki na śniadanie. Właśnie wtedy, przeciągając się i ziewając, pojawił się Wojtek. Usiadł przy stole, wziął talerz gorących serniczków i zaczął z zadowoleniem moczyć je w gęstej śmietanie.
Słuchaj, Grażyna powiedział, pożuwając kolejny serniczek zapomnijmy o tej podróży poślubnej! Lepiej kupmy auto za te pieniądze. Trochę dołożymy, weźmiemy kredyt, co nie?
Spojrzałam na połyskującą od śmietany twarz Wojciecha, nie znając odpowiedzi. W tym momencie usłyszałam, jak w zamku odwraca się klucz.
Zanim się spostrzegłam, w przedpokoju stanęła niewielka grupa przyszła teściowa Lidia, jej córka i 18letni syn otoczeni górami trzech walizek i jednej torby.
No witaj, nowożeńcu! Przyjmij gości! przywitała się Lidia, wchodząc z progiem.
Wojtek z zapałem zaczął wyładowywać bagaże, przenosząc je do pokoju babci.
Tatko, otwórz drzwi trzeba jeszcze posprzątać, fotel przenieść na balkon, przykryć go folią, a resztę mebli zostawić, Vitek sobie poradzi. A te stare kłębki wełny? Wyrzuć je gdzieś.
Zaszeptałam prawie niesłyszalnie: Co to jest Vitek wystarczy? Dlaczego miałabym coś wyrzucać? Skąd Lidia ma klucze do mieszkania?
Wojtek odpowiedział, iż to nic wielkiego, a przyszła teściowa dodała, iż wyjazd poślubny to już za dwa tygodnie, a samochód już mają kupić.
A co ze mną? spytałam sam sobą, patrząc na pusty pokój, w którym miałby mieszkać ich mały syn, którym ja miałabym się zajmować, choć sam przyjeżdżałby na uczelnię oddzielnie.
Wojtek, z błyskiem w oku, rzucił okiem na moją walizkę i rzekł: Zajmę się rodziną, a Ty szukaj kluczy od pokoju, a ja zaserwuję jeszcze serniczki!
Usiadłam na szafce, którą Wojtek przypadkowo przestawił, i pomyślałam, iż nie dostanę śniadania. Moja przyszła rodzina niczym susła zamierzła wyczyścić cały stół i lodówkę, a ja potem znów będę ciągnąć torby z zakupami.
Wojtek nie miał zamiaru pomagać w domu, twierdził, iż będą żyć z mojego wynagrodzenia, a on sam odkładał na powiększenie mieszkania. Nie chcesz żyć w starej kruśczewskiej na przedmieściach? dopytywał. Nie sprzeciwiłam się, bo wciąż liczyliśmy na wesele za pół roku.
W końcu odkryłam, iż Wojtek już zdobył klucze do mojego mieszkania i planuje, iż ich syn Vitek zamieszka z nami. Dlaczego miałam znosić ten chaos w domu nie swojego chłopaka?
Ostatnia kropla to była znana już mi maszyna. Marzyłam o morzu od dziecka. Rodzice jeździli nad Bałtyk dwa razy, gdy byłam mała, ale nigdy mnie nie zabrali. Postanowiłam, iż moja podróż poślubna będzie niezapomniana Grecja, piękny hotel, wycieczka na Sycylię, starożytne świątynie, kwasne greckie wino na tarasie, pokój z oknami na morze.
Płakałam cicho, przypominając sobie babcię, siedzącą w ulubionym fotelu, patrzącą na płaczącą wnuczkę. Nic nie szkodzi, słowiczek mój, małżeństwo to nie klęska. Szukaj kogoś, kto będzie kochał i dbał o Ciebie.
Szybko podjęłam decyzję. Dzwoniłam do pracy, prosząc o urlop dwa tygodnie przed terminem. Potem zadzwoniłam do Małgorzaty, koleżanki z uczelni, aby pilnowała mieszkania, bo krewni nie zaszaleją w błogosławionym gniewie. Małgorzata mieszkała dwa domy dalej i od razu się zgodziła.
Zamówiłam wycieczkę w biurze podróży, które od razu podało gorące oferty. Walizka była już spakowana wszystkie rzeczy na wymarzone Morze były już w środku, zanim choćby wesela nie doszło.
Po piętnastu minutach zamknęłam drzwi mieszkania, zostawiając notatkę: Wesele odwołane. Klucze oddaj Małgorzacie. Sam kup samochód. Nie jestem już Twoja.
Na lotnisku mój telefon wibrował nieustannie, pełen nieodebranych połączeń i wykrzykników Co ty sobie wyobrażasz?! Wyłączyłam go, a w głowie brzmiało echo: Tak! Zwariowałam! Co za wstyd!
W głębi pamięci uśmiechała się babcia swoimi dobrymi oczami i szeptała: Spokojnie, kochanie, wszystko się ułoży.
Teraz już wiem, iż najważniejsze to iść własną drogą i nie pozwolić, by cudze plany zatopiły moje marzenia o morzu.



