Babcia była szczęśliwa. Obudziła się z błogim uśmiechem, a przy niej już drzemie Wojtek, którego oddech muskający jej kark wywołuje kolejny uśmiech. Na nowo poślubną podróż już odłożyła pieniądze w złotówkach. Wczoraj opowiadała o tym Wojtkowi i pół godziny słuchała, jak chwaliła go za to, iż wybrał adekwatną kobietę.
Jeszcze kilka tygodni temu Bogna wahała się, czy podjęła dobrą decyzję. Wojtek przedstawił ją swojej rodzinie, a ona poczuła, iż nie do końca przepada za obcymi ludźmi. Najważniejsze było jednak to, iż była bogatą panną młodą, mającą posag w postaci starej, małej dwójki małego domku, który po dziś dzień dzielili z babcią.
Jedno z pomieszczeń w domu było zamknięte na klucz pokój babci. Bogna zostawiła w nim wszystko tak, jak było za życia starszej pani: starą komodę, kołyskowohuśtawkowe krzesło, biurko i półki pełne kolorowych kłębków przędzy. Po weselu pokój miał przybrać nowy wygląd, ale póki co wszystko pozostało bez zmian.
Czasami wieczorami wchodziła do tego pokoju, siadła w kołyskowohuśtawkowym krześle, włączyła starą lampkę i zamyśliła się w ciszy. Wojtek nie lubił tych jej chwil, nazywał je kaprysem i melancholią, ale nie mógł nic zrobić. Nie wchodził do pokoju, tylko marudził, iż tyle przestrzeni idzie na marne.
W rodzinie Bogna była najstarsza. Rodzice gwałtownie zorientowali się, iż mogą jej używać jako niani, i niedługo wszystkie obowiązki opieki nad młodszą siostrą i bratem spadły na jej słabe ramiona. Nie było to proste ciągle napominano ją, iż nie posprzątała wystarczająco, nie wyprała, nie ubrała adekwatnie Siostra i brat przyzwyczaili się, iż zawsze ona jest w błędzie, i zaczęli to wykorzystywać. Dlatego po ukończeniu szkoły Bogna spakowała swoje skromne rzeczy i wyprowadziła się do babci.
Babcia kochała Bognę, nazywała ją skowronkiem, piekła domowe bułeczki i uczyła życia po Bożemu. Pewnego ranka Bogna wstąpiła spod ciepłego koca i pobiegła do kuchni przygotować twarogówki na śniadanie. kilka później, przeciągając się i ziewając, wszedł Wojciech. Usiadł przy stole, wziął talerz gorących twarogówek i rozkosznie zanurzał je w gęstej śmietanie.
Słuchaj, Bogno rzekł po zjedzeniu piątej twarogówki . Pomyślałem, iż ta nasza podróż poślubna nie musi nas kosztować. Lepiej kupmy samochód za te pieniądze! Wystarczy niewielka dopłata, możemy wziąć kredyt, dostaniemy go od razu!
Bogna spojrzała zdziwiona na połyskującą od śmietany twarz Wojtka, ale nie odzywała się, słysząc, jak w drzwiach wejściowych zasuwa klucz. Zanim zdążyła się przestraszyć, w przedpokoju pojawiła się mała tłoczka: przyszła przyszła teściowa, jej córka i osiemnastoletni syn. Obok nich stała góra trzech walizek i jednej torby.
Witaj, nowożeńcu! zawołała z progu Lidia Kowalska . Podjęliśmy już decyzję po wczorajszym rozmowie z Wojtkiem, więc nie zwlekajmy.
Bogna znów spojrzała na Wojciecha, który wesoło wyładowywał walizki z przedpokoju i przenosił je do drzwi babciowego pokoju.
Babciu, otwórz drzwi powiedział Wojtek. Trzeba jeszcze posprzątać, to krzesło przeniesiemy na balkon, przykryjemy folią, nic mu nie grozi, a resztę mebli zostawimy, Vitek się zmieści. Tylko stare kulki przędzy gdzieś tam wyrzuć, nie potrzebujemy ich.
Co ma pan na myśli, mówiąc Vitek się zmieści? Dlaczego mam coś wyrzucać? I skąd Lidia Kowalska ma klucze do mieszkania? wyszeptała Bogna, powoli pojmując porządek rodzinnego poranka.
A co z tym? wtrąciła przyszła teściowa. Żyjecie dobrze, chwała Bogu. Ślub za dwa tygodnie, samochód kupujecie, a w pokoju zostanie Vitek, bo nie ma jeszcze własnych dzieci, a do uczelni dojeżdża pięć minut od was.
A co z bratem? Czy nie przyjmiemy go na jakiś czas? Ten stary grat trzeba w końcu wyrzucić, bo planujemy w tym pokoju pokój dziecięcy dodał Wojtek, szeroko się uśmiechając i demonstrując swoją męską zręczność.
I samochód już mam w oku wtrąciła żywiołowa Agnieszka, siostra Wojtka. Mój znajomy sprzedaje super auto, weźmy kredyt i jedziemy po morze. Nie ma co tracić takiej okazji!
Dobra, Bogno, poszukaj kluczy do pokoju, a ja rozdaję rodzinnym twarogówki, ok? Nasze śniadanie będzie nie do odparcia! powiedział Wojtek i zostawił przytłumioną Bognę w korytarzu, sam zaś skierował się do kuchni.
Bogna weszła do pokoju, usiadła na przypadkowym kanapie, którą Walter ustawił, i zamyśliła się Brak śniadania był oczywisty. Chłopiec Vitek przyszła rodzinna sarenka niedługo oczyści ze stołu i lodówki wszystko, a ona będzie musiała znów ciągnąć torby z zakupów.
Do tego trzeba będzie wrzucić się w zapas poślubny, bo od Wojtka nie liczy się żadna pomoc po przeprowadzce od razu zadeklarował, iż będą żyć z jej pensji, a on sam będzie odkładał na powiększenie lokum.
Nie zamierzasz całe życie mieszkać w starej Khruszczowie na peryferiach? tłumaczył Wojtek. Bogna nie protestowała, zwłaszcza iż w pół roku miał się odbyć ślub.
Nagle nowe niespodzianki: Wojtek już zdobył klucze do jej mieszkania i postanowili, iż Vitek będzie u nich mieszkał. Skąd taki szok? Dlaczego ma jeszcze znosić obce reguły? Ostatnią kroplą był już głośny samochód.
Bogna od dziecka marzyła o morzu. Rodzice jeździli nad Bałtyk dwukrotnie, gdy była mała, ale nie mogła iść z nimi. Postanowiła, iż jej podróż poślubna będzie niezapomniana morze, Grecja, dobry hotel, wycieczka na Sycylię, starożytne świątynie, wytrawne greckie wino na tarasie i pokój z oknami na morze.
Zaczęła szlochać cicho, jak dziecko. Babcia pojawiła się w jej myślach, siedząc w ukochanym fotelu, dobrym wzrokiem patrząc na płaczącą wnuczkę: Nic nie płacz, skowronku mój, małżeństwo nie jest pułapką. Nie pozwól, by stało się zgubą! Szukaj tego, kto cię naprawdę kocha. Kto kocha, ten dba. Tego szukaj, nie pomylisz się.
Decyzja zapadła szybko. Z kuchni dochodziły wesołe głosy krewnych, którzy nie zostali już krewnymi, a także męża, który nie stał się jeszcze mężem. Najpierw zadzwoniła do pracy, by dostać dwa tygodnie urlopu przed ślubem. Potem zadzwoniła do Marzenki, koleżanki ze studiów, i poprosiła, by pilnowała mieszkania, by krewni nie wyrządzili szkód w prawym gniewie. Marzenka mieszkała dwa bloki dalej i od razu się zgodziła.
Nie martw się, gwałtownie je poskromię! zapewniła, patrząc na pomysłowość sytuacji.
Po uporządkowaniu mieszkania Bogna zadzwoniła do biura podróży, które już wczoraj przygotowało dla niej ofertę wyjazdu poślubnego. gwałtownie wybrali gorące wycieczki, a walizka była już spakowana. Marzyła o morzu tak bardzo, iż spakowała wszystko wcześniej, nie czekając na ślub.
Po piętnastu minutach zamknęła drzwi za sobą, zostawiając notatkę: Ślub odwołany. Klucze daję Marzence. Samochód kupisz sam. Już nie jestem twoją.
Podjeżdżając do lotniska, wyciągnęła dzwoniący telefon, pełen nieodebranych połączeń i szaleńczych wiadomości: Co zrobiłaś?! i wyłączyła go ponownie.
Tak! Oszalałam! rozległ się w jej wnętrzu głos z dzieciństwa. Co za złośliwość!
W głębi pamięci uśmiechała się babcia swoimi łagodnymi oczami. Dzięki temu Bogna zrozumiała, iż prawdziwe szczęście nie zależy od drogiego samochodu, od wielkich podróży czy od cudzych planów, ale od odwagi, by iść własną ścieżką i od miłości, którą naprawdę się pielęgnuje. Życie uczy: nie pozwól, by inni decydowali o twoich marzeniach to ty jesteś kapitanem swojego statku.








