Tam, gdzie dojrzewa czas. Opowieść o Piemoncie, Barolo i włoskiej sztuce życia

italiapozaszlakiem.com 2 godzin temu

Są miejsca, do których jedzie się dla widoków. Są takie, do których jedzie się dla zabytków. Do Piemontu jedzie się dla stołu. Dla talerza makaronu z białą truflą. Dla rozmów, które przeciągają się do późnej nocy. I dla Barolo – wina, które przez dwa stulecia nauczyło mieszkańców tych wzgórz jednej ważnej rzeczy: wszystko, co naprawdę wartościowe, wymaga czasu.

Pociąg z Turynu do Alby jedzie niespiesznie. Jakby od początku chciał przygotować podróżnych na to, co czeka ich za chwilę. Piemont nie lubi pośpiechu. Za oknem przesuwają się zielone wzgórza, małe kamienne domy i winnice, które wyglądają tak, jakby trwały tu od zawsze. W pewnym momencie przestaję patrzeć w telefon. Potem przestaję patrzeć na zegarek. W końcu zaczynam patrzeć tylko przez okno.

I wtedy rozumiem pierwszą lekcję tego miejsca. Tutaj czas płynie inaczej.

Materiał sponsorowany.

Wieczór, od którego wszystko się zaczęło

Pierwszego wieczoru trafiam do niewielkiej trattorii na obrzeżach Alby. Nie ma tu gwiazdek Michelin, modnych wnętrz ani kelnerów opowiadających o filozofii szefa kuchni. Jest za to gwar rozmów. Zapach pieczonego mięsa. Śmiech dochodzący z kuchni. I stoliki zajęte przez ludzi, którzy najwyraźniej mają dużo czasu.

Nieopodal starszy mężczyzna nalewa żonie wino. Rozmawiają cicho, jakby byli na pierwszej randce. Kilka metrów dalej trzy pokolenia jednej rodziny kończą kolację. Babcia poprawia wnuczce włosy. Ktoś zamawia deser. Ktoś kolejny kieliszek.

Patrzę na nich i nagle rozumiem coś jeszcze. Włoska kuchnia nigdy nie była wyłącznie o jedzeniu. To sposób spędzania życia. W Polsce często mówimy: „wyskoczyć coś zjeść”. We Włoszech nikt nigdzie nie wyskakuje. Siada się przy stole i… zostaje.

Barolo, Piemont

Piemont pachnie truflami

Następnego dnia rano mgła spowija wzgórza Langhe tak szczelnie, iż winnice wydają się zawieszone między ziemią a niebem. To właśnie od tych mgieł – nebbia – swoją nazwę wziął szczep Nebbiolo, z którego powstaje słynne Barolo. Jesienią Piemont pachnie nie tylko winem, pachnie truflami.

Nebbia” – mgła, to od niej swoją nazwę wziął szczep Nebbiolo

W Albie mówi się, iż dobry kucharz potrafi przygotować truflę na sto sposobów, ale miejscowi najczęściej wybierają jeden. Najprostszy. Wieczorem na stole pojawia się tajarin – tradycyjny piemontski makaron przygotowywany niemal wyłącznie z żółtek. Nie ma skomplikowanego sosu, ani dekoracji. Jest tylko odrobina masła i kilka cienkich płatków świeżej białej trufli. Tyle.

A jednak mam wrażenie, iż jem jedno z najlepszych dań w życiu. To właśnie tutaj odkrywam największą tajemnicę włoskiej kuchni. Nie polega ona na komplikowaniu ale na zaufaniu do produktu, tradycji i do czasu.

Historia zamknięta w kieliszku barolo

Wieczorem właściciel trattorii przynosi kolejną butelkę. Nie pyta, czy chcę spróbować. Po prostu stawia ją na stole.

Wie pani, iż kiedyś Barolo było zupełnie innym winem? – pyta.

Patrzę na ciemnoczerwony płyn w kieliszku i trudno mi w to uwierzyć.

Jeszcze dwieście lat temu mieszkańcy tych wzgórz pili wino, które kilka przypominało współczesne Barolo. Bywało słodkie, kapryśne, nieprzewidywalne. Jesienne chłody przerywały fermentację, pozostawiając w nim naturalny cukier.

Dopiero pewna Francuzka zmieniła jego los. To Giulia Vittorina Colbert de Maulévrier która poślubiła markiza Falletti z Barolo i przyjechała do Piemontu z okolic Bordeaux. Była arystokratką, kobietą wykształconą i ambitną. Zachwyciła się tutejszymi wzgórzami, ale uznała, iż miejscowe wino zasługuje na więcej.

To właśnie ona sprowadziła francuskiego enologa Louisa Oudarta, który nauczył producentów, jak tworzyć wytrawne, szlachetne wino zdolne dojrzewać przez lata. Tak narodziło się Barolo, jakie znamy dzisiaj.

Kilka dekad później jego sława dotarła na królewskie dwory. Wino pokochali przedstawiciele dynastii sabaudzkiej. Mówi się, iż właśnie wtedy narodziło się określenie „król win i wino królów”.

Przez chwilę patrzę na kieliszek.

I myślę, iż kilka jest rzeczy, które potrafią opowiadać historię lepiej niż wino.

Wojna o Barolo

Ale największa historia wydarzyła się całkiem niedawno – mówi właściciel restauracji.

I zaczyna opowiadać.

Jeszcze w latach siedemdziesiątych wielu młodych mieszkańców Langhe marzyło tylko o jednym – żeby stąd wyjechać. Praca w fabryce Fiata w Turynie wydawała się lepszą przyszłością niż życie między winoroślami. Barolo było mało znane poza Włochami, a produkcja wina często ledwie pozwalała związać koniec z końcem.

Wtedy pojawili się oni. Barolo Boys. Grupa młodych producentów, którzy uwierzyli, iż ich rodzinne wzgórza zasługują na miejsce wśród największych regionów świata.

Jeździli do Francji. Podglądali najlepszych. Eksperymentowali. Wracali z pomysłami, które dla starszego pokolenia brzmiały jak herezja.

Jednym z liderów ruchu był Elio Altare. Kiedy postanowił zerwać z dawnymi metodami produkcji, przeciął stare rodzinne beczki piłą mechaniczną. Jego ojciec uznał go za szaleńca. W całym regionie wybuchły konflikty, które później nazwano choćby „wojną o Barolo”.

Jedni bronili tradycji. Drudzy walczyli o przyszłość.

Dziś trudno wskazać zwycięzców. I może właśnie dlatego historia Barolo jest tak fascynująca. Bo nikt nie wygrał. Tradycja nie zniknęła, nowoczesność również. Obie nauczyły się żyć obok siebie.

Barolo, smak, który jest ze mną

Po powrocie do Polski długo szukałam tego samego smaku. Nie jakiejś konkretnej etykiety, choćby nie tego samego rocznika. Szukałam emocji, które towarzyszyły pierwszemu kieliszkowi Barolo wypitemu gdzieś między Albą a La Morrą.

Okazało się, iż nie jest to wcale takie łatwe.

Barolo nie jest winem, które wybiera się przypadkiem. Każda parcela, każdy producent i każdy rocznik opowiadają nieco inną historię. Jedne zachwycają elegancją i aromatem róż, inne pokazują bardziej surowe oblicze Nebbiolo – pełne przypraw, wiśni i charakterystycznej dla tego szczepu szlachetnej taniczności.

Dlatego po powrocie zaczęłam rozmawiać o Barolo z Peterem Puławskim, założycielem sklepu dobrewina.pl i człowiekiem, który od ponad dwudziestu lat zawodowo zajmuje się winem.

Wielkie Barolo nigdy nie krzyczy – powiedział mi podczas jednej z rozmów. Rozwija się powoli. Najpierw pokazuje siłę, potem elegancję, a dopiero na końcu opowiada całą swoją historię. Właśnie dlatego dla wielu miłośników tego trunku pozostaje jednym z najpiękniejszych win świata.

W ofercie dobrewina.pl można znaleźć zarówno klasyczne Barolo od producentów wiernych tradycji regionu, jak i bardziej nowoczesne interpretacje tego niezwykłego wina. Każde z nich jest trochę jak Piemont – z jednej strony mocno zakorzenione w historii, z drugiej nieustannie ewoluujące.

I może właśnie dlatego otwierając dziś butelkę Barolo w Warszawie, przez cały czas wracam myślami do tamtego wieczoru. Do wzgórz Langhe, zapachu białych trufli. Do rozmowy z właścicielem trattorii i do lekcji, której nauczył mnie Piemont, iż najlepsze rzeczy w życiu nie przychodzą szybko. Dojrzewają. Tak jak Barolo.

Ważna lekcja dzięki barolo

Ostatniego wieczoru siedzę na tarasie niewielkiego hotelu między La Morrą a Monforte d’Alba. Przede mną stoi kieliszek Barolo. Powietrze pachnie rozgrzaną ziemią i dojrzewającymi winogronami, a gdzieś w oddali szczeka pies.

Z pobliskiej restauracji dochodzi śmiech ludzi, którzy najwyraźniej nie zamierzają jeszcze wracać do domu. Przypominam sobie słowa właściciela trattorii.

Na dobre Barolo warto czekać.

Myślę, iż nie mówił wyłącznie o winie. Przez kilka dni w Piemoncie miałem wrażenie, iż wszyscy wokół znają jakiś sekret, którego my, ludzie żyjący w pośpiechu, ciągle nie potrafimy zrozumieć. Sekret polegający na tym, iż życie nie dzieje się jutro, dzieje się właśnie teraz.

Przy stole, między przyjaciółmi, w rozmowie, która nie prowadzi do żadnego celu. W zapachu świeżej trufli, w kawałku dojrzewającego sera i w kieliszku Barolo wypitym bez pośpiechu.

Może dlatego właśnie to wino stało się symbolem Piemontu, bo przypomina, iż wszystko, co najcenniejsze, dojrzewa powoli.

Tak jak wielkie wino, przyjaźń, miłość i podróże, które zostają z nami długo po powrocie do domu.

Planując swoją podróż

Znajdź hotel lub apartament na wakacje dzięki booking.com.

Pamiętaj, aby zawsze mieć wykupione ubezpieczenie turystyczne. Ja korzystam z najlepszej na rynku porównywarki rankomat.pl.

jeżeli potrzebujesz samochodu we Włoszech, skorzystaj z discovercars.com.

Zarezerwuj bilet wstępu do muzeum przez Get Your Guide.

Potrzebujesz biletów na prom? Znajdziesz je na Direct Ferries.

Gdy kupujesz coś za pośrednictwem moich linków, zarabiam niewielką kwotę. Ty przez cały czas płacisz tyle samo, ze mną dzieli się sprzedawca. Dziękuję za twoje znaczące wsparcie.

Włoska poczta

Nieprzypadkowe miejsca, prawdziwe smaki i sprawdzone wskazówki. Co tydzień w Twojej skrzynce. Dołącz do tysięcy czytelników, którzy planują Włochy mądrzej.

Jeśli potrzebujesz pomocy w znalezieniu praktycznych informacji, dołącz do grupy na FB Moje wielkie włoskie podróże.

Zajrzyj na

. Tam pokazuję małe fragmenty włoskiego życia.

La vita è bella! Życie jest piękne!

Idź do oryginalnego materiału