„Takie jest życie”: pasterz kontra miliony i Sardynia, której nie da się wycenić

italiapozaszlakiem.com 1 godzina temu

O świcie, na jednej z najpiękniejszych plaż Sardynii, pasie się stado krów. Piasek jest tak biały, iż wygląda niemal nierealnie, morze przechodzi od szmaragdowej zieleni do turkusu, a w tle stoją… koparki. Ten jeden obraz streszcza konflikt, wokół którego Riccardo Milani buduje cały film: miejsce, którego ktoś nie chce sprzedać, i siłę, która chce je kupić.

„Takie jest życie” („La vita va così”) opowiada historię człowieka, który na każdą ofertę odpowiada tak samo. Nie negocjuje i nie kalkuluje. Nie pyta też o cenę, bo jego dom nie jest na sprzedaż.

„Takie jest życie” (la vita va cosi) materiały BEST FILM

„Takie jest życie” czyli o kawałku Sardynii, który nie jest na sprzedaż

Riccardo Milani, który napisał scenariusz wspólnie z Michele Astorim (duet znany z „Grazie ragazzi”), wraca do tematu obecnego już w jego wcześniejszych filmach: zderzenia lokalnej wspólnoty z siłami zmian, które przychodzą z zewnątrz. Tym razem przenosi tę historię na południowo-zachodnie wybrzeże Sardynii, w okolice Teulady, gdzie dzikie krajobrazy od wieków żyją własnym rytmem.

Efisio Mulas, starszy pasterz, dowiaduje się, iż na jego ziemi ma powstać luksusowy resort. Dla inwestorów to wymarzona lokalizacja. Dla mieszkańców miasteczka – obietnica nowych miejsc pracy i szansa na rozwój regionu. Dla Efisia to jednak coś więcej niż atrakcyjna działka z widokiem na morze.

Mediolański deweloper Giacomo (powściągliwy Diego Abatantuono) wysyła na miejsce swojego człowieka, Mariana „Palermitańczyka” (Aldo Baglio), który ma przekonać starca do sprzedaży. Między obiema stronami znajduje się Francesca, córka Efisia (Virginia Raffaele), rozdarta pomiędzy lojalnością wobec ojca a oczekiwaniami społeczności, która coraz mocniej wierzy w obiecywaną przez inwestorów przyszłość.

To właśnie tutaj tkwi największa siła filmu, ale również jego największe uproszczenie. Milani bardzo wyraźnie wskazuje, po której stronie znajdują się jego sympatie. Nie pozostawia widzowi wielu wątpliwości, komu kibicować i kto w tym sporze reprezentuje wartości warte obrony.

Jednocześnie konflikt, który w rzeczywistości miał wymiar prawny, polityczny i społeczny, zostaje sprowadzony do dość klasycznej opowieści o człowieku walczącym przeciwko potężniejszemu przeciwnikowi. Film zyskuje dzięki temu emocjonalną czytelność, ale traci część złożoności, która czyniła prawdziwą historię tak fascynującą.

Sardynia, Capo Malfatano, okolice Teulady

Dekada zamknięta w kilku kadrach

Jednym z ciekawszych zabiegów narracyjnych jest sposób, w jaki Milani pokazuje upływ czasu. Akcja obejmuje niemal dekadę, a kolejne etapy konfliktu wyznaczają wydarzenia zapisane w pamięci wszystkich Włochów: wprowadzenie euro, wybór Benedykta XVI czy zwycięstwo reprezentacji Italii podczas mundialu w 2006 roku.

To elegancki skrót narracyjny. Dzięki niemu prywatna walka jednego człowieka zostaje osadzona w szerszym kontekście współczesnych Włoch. Widz nie musi śledzić kolejnych dat – wystarczy kilka dobrze dobranych punktów odniesienia, by poczuć, jak długo trwa ten opór.

Zabieg działa bardzo dobrze, choć z czasem zaczyna się nieco powtarzać. Film najciekawszy jest wtedy, gdy pozwala wybrzmieć emocjom bohaterów. Gdy wraca po raz kolejny do tego samego schematu negocjacji, odmowy i nacisku, traci część energii.

Czy film się potyka?

Tak. Niektóre sceny sprawiają wrażenie wariacji na temat tego samego. Kolejna oferta. Kolejna odmowa. Kolejna próba przekonania Efisia.

To, co początkowo buduje napięcie, z czasem zaczyna je rozpraszać.

Nie zawsze działa również połączenie komedii i społecznego dramatu. Milani stara się zachować lekkość charakterystyczną dla włoskiego kina popularnego, ale momentami humor osłabia ciężar problemów, o których opowiada film. To produkcja sympatyczna i potrzebna, choć nierówna.

„Takie jest życie” (la vita va cosi) materiały BEST FILM

Krajobraz jako bohater

A jednak jest w tym filmie coś, co broni go choćby wtedy, gdy scenariusz zaczyna tracić tempo. Morze, wiatr i horyzont nie są tutaj tłem, ale pełnoprawnym bohaterem opowieści. W gruncie rzeczy to właśnie krajobraz staje się stawką całego konfliktu.

Operatorzy Saverio Guarna i Simona D’Onofrio filmują południową Sardynię nie jak pocztówkę, ale jak argument. Skoro patrzymy na miejsce tak piękne i tak mało zmienione przez człowieka, nie trzeba dodatkowych wyjaśnień, by zrozumieć, dlaczego ktoś nie chce go oddać pod zabudowę.

Ogromną rolę odgrywa również muzyka Mosesa Concasa. Jest oszczędna, zanurzona w lokalnej wrażliwości i idealnie współgra z krajobrazem, który przez cały czas pozostaje obecny na ekranie.

Ogromną rolę odgrywa również muzyka Mosesa Concasa. Jest oszczędna, zanurzona w lokalnej wrażliwości i idealnie współgra z krajobrazem, który przez cały czas pozostaje obecny na ekranie.

Co ciekawe, najmocniejszym ogniwem obsady nie okazuje się żadne z głośnych nazwisk. Jest nim twarz, której nie da się wykształcić w szkole aktorskiej ani stworzyć podczas castingu. Twarz człowieka, który wygląda tak, jakby wyrósł z tej ziemi razem z oliwkami, kamieniami i wiatrem. Ale o nim za chwilę.

„Takie jest życie” (la vita va cosi) materiały BEST FILM

Czy warto pójść do kina?

Warto.

Nie dlatego, iż „Takie jest życie” jest filmem bez wad. Nie jest. Bywa przewidywalny, miejscami zbyt dosłowny, czasem niepotrzebnie rozwlekły.

Warto dlatego, iż opowiada historię, która wykracza daleko poza Sardynię. Historię o miejscu, które ma wartość większą niż jego cena. O człowieku, który odmawia podporządkowania wszystkiego logice zysku. O świecie, w którym coraz mniej rzeczy wydaje się bezcennych.

Jako dzieło filmowe „Takie jest życie” nie jest arcydziełem. Jako opowieść o przywiązaniu do ziemi i własnych zasad ma jednak siłę, której trudno odmówić autentyczności.

Po wyjściu z kina zostaje przede wszystkim jedno pytanie: ile dziś kosztuje miejsce, które nazywamy domem?

A odpowiedź, którą daje Efisio Mulas, brzmi równie prosto, jak niewygodnie: nie wszystko jest na sprzedaż.

„Takie jest życie” (la vita va cosi) materiały BEST FILM

Pasterz, który nigdy nie grał. Fenomen Giuseppe Ignazia Loi

Giuseppe Ignazio Loi przez większość życia wstawał przed świtem, doglądał owiec i wracał do domu dopiero wieczorem. Nie marzył o karierze filmowej, nie chodził na castingi i nigdy nie przypuszczał, iż po osiemdziesiątce stanie się jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy współczesnego włoskiego kina.

Kiedy Riccardo Milani szukał odtwórcy roli Efisia Mulasa, nie potrzebował aktora. Potrzebował człowieka, który rozumie, czym jest przywiązanie do ziemi, samotność pasterskiego życia i upór pozwalający powiedzieć „nie”, gdy wszyscy wokół mówią „tak”.

Znalazł go na Sardynii.

I trudno oprzeć się wrażeniu, iż bez Giuseppe Ignazia Loia ten film nigdy nie miałby tej samej siły. W produkcji pełnej znanych nazwisk to właśnie on pozostaje w pamięci najdłużej. Efisio Mulas ma spojrzenie, gesty i ciszę, których nie da się wyreżyserować. Nie dlatego, iż Loi jest wybitnym aktorem. Przeciwnie. Dlatego, iż nie jest aktorem wcale.

Siedemdziesiąt lat z owcami, kilka miesięcy na planie

Giuseppe Ignazio Loi urodził się w 1941 roku w Terralbie, niewielkiej miejscowości w prowincji Oristano. Przez około siedemdziesiąt lat zajmował się tym samym, czym zajmowali się przed nim jego przodkowie – hodowlą owiec.

Najpierw przez piętnaście lat pracował jako pasterz najemny. Później założył własne stado liczące około stu owiec. Nie ukończył szkół aktorskich, nie występował w teatrze, nie znał świata filmu. Większość życia spędził na Sardynii, żyjąc według rytmu wyznaczanego przez zwierzęta, pogodę i pory roku.

Kiedy Milani zaproponował mu główną rolę, miał osiemdziesiąt cztery lata. Sama historia jego udziału w filmie brzmi jak gotowy scenariusz. Za otrzymane honorarium sprzedał stado owiec i po raz pierwszy zainstalował w swoim domu łazienkę. Dopiero po osiemdziesiątce pojawił się u niego prysznic i wygody, które dla większości Europejczyków są czymś oczywistym.

Pytany przez dziennikarzy, dlaczego nie zatrzymał owiec, odpowiadał z charakterystycznym dla siebie spokojem, iż pieniądze i tak nie dają szczęścia. To zdanie mogłoby zostać napisane przez scenarzystę.

W lutym 2026 roku, gdy film trafiał właśnie na Netflixa, Loi skończył osiemdziesiąt pięć lat.

Limba na planie filmowym

Jeszcze ciekawsza jest historia samego kręcenia filmu. Dla Giuseppe Ignazia Loia naturalnym językiem nie jest włoski, ale sardyński (sardu). To w nim myśli, żartuje, wspomina i opowiada o swoim życiu. W wielu regionach Sardynii taki wybór nie jest niczym niezwykłym. Dla starszego pokolenia limba („język” w języku sardyńskim) pozostaje pierwszym językiem codzienności.

Na planie oznaczało to jednak niemałe wyzwanie. Dialogi najpierw przekazywano Loiowi po włosku. On tłumaczył je na sardyński, nadając im własne brzmienie i rytm. Dopiero potem partnerująca mu Virginia Raffaele odgrywała scenę.

W teorii taki proces powinien utrudniać pracę, w praktyce stał się jednym z największych atutów filmu. To właśnie dzięki temu dialogi Loia brzmią inaczej niż kwestie wypowiadane przez zawodowych aktorów. Nie są stylizacją ani próbą naśladowania lokalnego kolorytu. Są naturalnym głosem człowieka, który nigdy nie musiał udawać Sardyńczyka.

„Takie jest życie” (la vita va cosi) materiały BEST FILM

Sam Loi wielokrotnie podkreślał, iż młodzi mieszkańcy wyspy powinni uczyć się języka swoich przodków. Dla niego limba nie jest reliktem przeszłości, ale żywą częścią sardyńskiej tożsamości.

Dlaczego brak warsztatu okazał się największym atutem?

W kinie naturszczycy często pełnią funkcję ciekawostki. Są dodatkiem do opowieści, mają nadać jej autentyczności, ale rzadko stają się jej centrum. W „Takie jest życie” wydarzyło się coś odwrotnego. Trudno oprzeć się wrażeniu, iż brak aktorskiego warsztatu okazał się największą siłą całego filmu. Loi nie ilustruje pasterza. On nim jest. Nie odgrywa zmęczenia, przywiązania do ziemi ani człowieka, który całe życie spędził na wietrznym wybrzeżu Sardynii. To wszystko po prostu w nim jest. Widać to w sposobie, w jaki chodzi. W milczeniu między dialogami. W spojrzeniu, które częściej mówi więcej niż całe strony scenariusza.

To właśnie obecność Loia sprawia, iż choćby wtedy, gdy film popada w schemat albo niepotrzebnie się wydłuża, widz przez cały czas wierzy jego bohaterowi.

W wywiadach pasterz wspominał, iż podczas zdjęć czuł się częścią rodziny. Między ekipą a mieszkańcami Sardynii gwałtownie zrodziła się więź, która wykraczała poza zwykłą zawodową współpracę. Być może dlatego na ekranie wszystko wydaje się tak naturalne.

Okolice Teulady na Sardynii

Człowiek, który nie musiał niczego grać

Jest jednak jeszcze jeden powód, dla którego rola Loia robi tak ogromne wrażenie.

Efisio Mulas nie jest postacią całkowicie wymyśloną.

Za jego historią stoi prawdziwy człowiek. Pasterz, który naprawdę odmówił sprzedaży swojej ziemi. Człowiek, który przez lata walczył z inwestorami i wygrał. W pewnym sensie Riccardo Milani nie znalazł aktora do tej roli. Znalazł człowieka, który przeżył ją naprawdę. A historia, która zainspirowała film, okazuje się jeszcze bardziej niezwykła niż sama filmowa opowieść.

„Takie jest życie” (la vita va cosi) materiały BEST FILM

Ovidio Marras – pasterz, który odrzucił dwanaście milionów euro

Efisio Mulas nigdy nie istniał. Nie miał córki Franceski, nie prowadził sporów z filmowym deweloperem Giacomem i nie wypowiadał większości zdań zapisanych w scenariuszu Riccarda Milaniego.

Człowiek, bez którego ten film nigdy by nie powstał, istniał naprawdę. Nazywał się Ovidio Marras.

I jak to często bywa, prawdziwa historia okazała się bardziej skomplikowana, mniej filmowa i znacznie bardziej poruszająca niż jej ekranowa wersja.

Sardynia, Capo Malfatano, okolice Teulady

Ziemia, której nie chciał sprzedać

Ovidio Marras był pasterzem z Teulady, niewielkiej miejscowości położonej na południowo-zachodnim krańcu Sardynii. Przez całe życie mieszkał w miejscu, które większość ludzi zobaczyłaby raz i zapamiętała do końca życia. Jego ziemia leżała pomiędzy Tuerreddą a Capo Malfatano – na jednym z najpiękniejszych fragmentów sardyńskiego wybrzeża. To krajobraz niemal nierealny: biały piasek, granitowe skały, śródziemnomorska makia i morze, które w zależności od światła przybiera odcienie zieleni, błękitu i turkusu.

Dla turystów jest to raj. Dla Marrasa był to po prostu dom.

Na początku XXI wieku właśnie tutaj pojawił się projekt, który miał całkowicie zmienić okolicę. Spółka Sitas planowała budowę ogromnego kompleksu turystycznego: luksusowych willi, basenów, pól golfowych i infrastruktury, która przekształciłaby dzikie wybrzeże w ekskluzywny kurort. Za inwestycją stały jedne z najpotężniejszych nazwisk włoskiego biznesu. Dla wielu mieszkańców oznaczała ona miejsca pracy i szansę na rozwój regionu. Dla Marrasa oznaczała coś zupełnie innego.

„Takie jest życie” (la vita va cosi) materiały BEST FILM

Człowiek, który mówił „nie”

Z czasem propozycje stawały się coraz bardziej atrakcyjne. Według relacji składano mu oferty sięgające choćby dwunastu milionów euro. To suma, która dla większości ludzi byłaby nie do odrzucenia.

Marras odmawiał za każdym razem. Bez negocjacji, przeciągania rozmów czy prób uzyskania lepszych warunków. Po prostu mówił „nie”.

Dziennikarze pytali go później, dlaczego nie sprzedał ziemi. Odpowiadał, iż pieniądze wcześniej czy później znikają. Ziemia zostaje. W jego słowach nie było romantycznej pozy ani ekologicznego manifestu. Nie przedstawiał się jako bohater. Nie mówił o ratowaniu świata. Mówił o ojcu, dziadku i o miejscu, gdzie przeżył całe życie. O ścieżce prowadzącej przez jego działkę do morza, którą od dziecka przepędzał bydło na pastwiska.

To właśnie ta niepozorna droga stała się jednym z najbardziej zapalnych punktów całego konfliktu. Gdy inwestor próbował ograniczyć dostęp do terenu, spór przestał dotyczyć wyłącznie pieniędzy. Stał się walką o sposób życia.

Szesnaście lat walki

Film pokazuje konflikt w skondensowanej formie. W rzeczywistości nie było jednej wielkiej konfrontacji ani jednego przełomowego momentu. Były za to lata dokumentów, odwołań, rozpraw i decyzji administracyjnych. Spór trwał szesnaście lat.

Przez ten czas Marras wielokrotnie trafiał do sądu i wielokrotnie wygrywał. Nie był jednak samotnym bohaterem westernu, który walczył z całym światem. Rzeczywistość była znacznie bardziej skomplikowana. Wielu mieszkańców okolicy popierało inwestycję. Liczyli na pracę, rozwój infrastruktury i większe możliwości dla swoich dzieci. Dla części społeczności upór pasterza był przeszkodą stojącą na drodze do lepszej przyszłości.

To właśnie ten element film oddaje wyjątkowo trafnie.

Największe napięcie nie rodzi się bowiem pomiędzy Marrasem a inwestorami. Rodzi się pomiędzy dwiema wizjami przyszłości.

Czego film nie mówi

I tutaj zaczyna się najciekawsza część tej historii.

Film sugeruje, iż zwycięstwo było przede wszystkim efektem niezłomności jednego człowieka. To bardzo atrakcyjna narracja. Kino kocha historie o jednostce przeciwstawiającej się potężnemu przeciwnikowi. Rzeczywistość wyglądała inaczej.

Ostatecznie o losach inwestycji przesądziło nie tylko stanowisko Marrasa, ale również prawo. Kluczową rolę odegrały przepisy chroniące sardyńskie wybrzeże, Regionalny Plan Krajobrazowy oraz kolejne wyroki włoskich sądów. Sprawa przechodziła przez następne instancje, aż w końcu seria decyzji administracyjnych i sądowych definitywnie zablokowała projekt. To niezwykle ważna różnica. Bo choć Marras stał się symbolem oporu, nie wygrał sam. Wygrał dlatego, iż jego determinacja spotkała się z systemem prawnym, który potrafił tę determinację wesprzeć.

Bez jego uporu inwestycja mogłaby zostać zrealizowana.

Bez prawa jego upór prawdopodobnie nie wystarczyłby do jej zatrzymania.

Bohater nie z filmu, ale z Sardynii

Ovidio Marras zmarł w styczniu 2024 roku w wieku dziewięćdziesięciu trzech lat. Do końca mieszkał w swoim domu w Teuladzie. Pytany o swoją walkę, nie przedstawiał się jako bohater, powtarzał jedynie, iż zrobił tylko to, co uważał za słuszne.

Po jego śmierci na murze w Orgosolo – słynnej sardyńskiej miejscowości znanej z politycznych murali – pojawił się jego portret obok flagi Czterech Maurów, symbolu Sardynii. To wiele mówi o tym, jak zapamiętała go wyspa.

Dwie prawdy o tej samej historii

Film i rzeczywistość opowiadają tę historię inaczej. Kino daje nam bohatera, któremu kibicujemy, wzruszenie i satysfakcję płynącą ze zwycięstwa jednostki. Rzeczywistość daje tysiące stron dokumentów, wyroki sądów i polityczne decyzje.

Jedno jest prostsze. Drugie prawdziwsze. Obie wersje prowadzą jednak do tego samego wniosku. Są miejsca, których wartość trudno wyrazić w pieniądzach. I czasem najważniejszym słowem, jakie człowiek może wypowiedzieć, jest krótkie, nieefektowne „nie”.

Okolice Teulady, Sardynia południowa

Szlakiem filmu. Gdzie kręcono „Takie jest życie”?

Ta historia jest tak mocno związana z konkretnym krajobrazem, iż przeniesiona w inne miejsce straciłaby znaczną część swojego sensu. Riccardo Milani nie wykorzystuje Sardynii jako efektownego tła. Wyspa staje się pełnoprawnym bohaterem opowieści, a miejsca widoczne na ekranie nie są przypadkowo wybranymi plenerami. To właśnie o nie toczy się cały konflikt.

Tuerredda – plaża, od której wszystko się zaczyna

Jeżeli istnieje jedno miejsce, które można nazwać sercem filmu, jest nim bez wątpienia Tuerredda. Położona na Costa del Sud, w gminie Teulada, uchodzi za jedną z najpiękniejszych plaż Sardynii. Ponad pół kilometra jasnego piasku zamkniętego pomiędzy przylądkami Capo Malfatano i Capo Spartivento tworzy krajobraz, który wydaje się niemal nierealny. Morze przybiera tutaj odcienie zieleni, błękitu i turkusu, a porównania do Karaibów, choć często nadużywane, akurat w tym przypadku nie brzmią przesadnie.

To właśnie tutaj Riccardo Milani umieścił najważniejszy punkt swojej opowieści. Po tej plaży Efisio prowadzi stado krów. Tutaj przebiega granica między światem, który chce pozostać sobą, a światem, który chce go przekształcić. Patrząc na Tuerreddę łatwo zrozumieć, dlaczego spór o ten fragment wybrzeża trwał przez lata.

Co ciekawe, sama plaża już dziś jest symbolem problemu, o którym opowiada film. w okresie liczba odwiedzających jest limitowana, a wejście wymaga wcześniejszej rezerwacji. Władze próbują w ten sposób chronić miejsce przed skutkami nadmiernej turystyki. Paradoksalnie więc choćby bez wielkiego resortu Tuerredda musi dziś mierzyć się z presją, jaką niesie popularność.

Dla osób chcących odwiedzić filmowe plenery dojazd jest prosty. Z Cagliari prowadzi tutaj droga SS195 przez Pulę, Chię i Teuladę. Podróż zajmuje około półtorej godziny.

Teulada – wspólnota, o którą toczy się walka

Choć uwagę widza przyciąga przede wszystkim wybrzeże, prawdziwe życie filmu rozgrywa się w Teuladzie. To niewielkie miasteczko pojawia się na ekranie wielokrotnie i w dużej mierze gra samo siebie. Nie udaje innej miejscowości, nie jest dekoracją stworzoną na potrzeby scenariusza. Milani pokazuje je takim, jakim jest naprawdę.

Szczególnie często wraca Piazza Parrocchia z kościołem Vergine del Carmine. To tutaj Francesca po raz pierwszy spotyka Giovannę graną przez Geppi Cucciari. Dla widza może to być zwykła scena. Dla mieszkańców Sardynii takie miejsca są jednak czymś więcej niż punktami na mapie. To przestrzenie, w których codziennie spotyka się lokalna społeczność. Właśnie dlatego Teulada jest w filmie tak ważna. To nie krajobraz jest ostateczną stawką konfliktu, ale ludzie, którzy z tym krajobrazem związali swoje życie

„Takie jest życie” (la vita va cosi) materiały BEST FILM

Chia i Domus de Maria – fikcja, a jednak rzeczywistość

Jedną z przyjemności oglądania filmu jest tropienie miejsc, które istnieją naprawdę.

Milani często miesza rzeczywistość z fikcją, pozostawiając widzowi subtelną grę w rozpoznawanie lokacji. Dobrym przykładem jest Chia. To właśnie tutaj znajduje się prawdziwy Bar Mongittu, który pojawia się w filmie pod fikcyjną nazwą „Bar Fratelli Garau”.

Takich zabiegów jest więcej. Prawdziwe pozostają krajobrazy, plaże i miasteczka, ale część nazwisk, nazw czy sytuacji zostaje zmieniona. Dzięki temu film zachowuje swobodę fabularną, jednocześnie mocno zakorzeniając historię w realnej geografii południowej Sardynii.

„Takie jest życie” (la vita va cosi) materiały BEST FILM

Cagliari – druga twarz tej historii

Kiedy konflikt opuszcza plaże i pastwiska, a trafia do urzędów i sądów, akcja przenosi się do Cagliari. To zupełnie inny świat. Kamienne uliczki dzielnicy Castello, reprezentacyjny Palazzo Viceregio, Piazza Repubblica czy nowoczesne budynki przy Via Ancona wprowadzają do filmu atmosferę instytucji, procedur i decyzji podejmowanych daleko od miejsc, których dotyczą.

Milani bardzo świadomie zestawia dwa światy. Z jednej strony mamy pasterza patrzącego na morze. Z drugiej prawników, urzędników i inwestorów analizujących dokumenty. Oba światy spotykają się dopiero na sali sądowej.

Mediolan i jezioro Maggiore – świat po drugiej stronie sporu

Nieprzypadkowo część zdjęć powstała również poza Sardynią. Sceny przedstawiające siedzibę firmy deweloperskiej Giacoma kręcono w Mediolanie. Szklane fasady, nowoczesna architektura i widok na monumentalną katedrę stanowią niemal idealne przeciwieństwo dzikiego wybrzeża Teulady.

Milani nie musi niczego tłumaczyć. Ten kontrast mówi sam za siebie. Z jednej strony wiatr, morze i śródziemnomorskie światło. Z drugiej szkło, beton i pieniądze.

Jedna z sekwencji prowadzi także nad jezioro Maggiore, do eleganckiego Grand Hôtel des Îles Borromées w Stresie. To historyczny hotel, w którym zatrzymywał się Ernest Hemingway. W filmie staje się miejscem symbolicznego wejścia w nowe tysiąclecie podczas sylwestra 2000 roku.

Dwie twarze tych samych Włoch

Patrząc na filmowe lokacje trudno oprzeć się wrażeniu, iż Milani opowiada nie tylko historię jednego konfliktu, ale również historię dwóch różnych obliczy Włoch. Jedne są zakorzenione w ziemi, lokalnej wspólnocie i krajobrazie. Drugie żyją w świecie inwestycji, biznesu i wielkich projektów.

Między nimi rozciąga się plaża Tuerredda. I właśnie dlatego miejsca pokazane w filmie są czymś więcej niż atrakcyjnymi plenerami. To one stanowią prawdziwą stawkę całej opowieści.

„Takie jest życie” (la vita va cosi) materiały BEST FILM

Inna Sardynia

Sardynia, o którą walczył Ovidio Marras i o której opowiada film Riccarda Milaniego, nie zaczyna się na plaży ale kilka kilometrów w głąb lądu. To wyspa, która od dziesięcioleci próbuje odpowiedzieć sobie na jedno pytanie: ile można sprzedać, żeby się rozwijać, i ile trzeba zachować, żeby nie przestać być sobą?

Plaże, które trzeba ratować przed miłością turystów

Tuerredda, wokół której obraca się fabuła filmu, jest dziś jedną z najbardziej chronionych plaż wyspy. w okresie liczba odwiedzających jest limitowana, a wejście wymaga wcześniejszej rezerwacji. Podobne zasady obowiązują w wielu innych miejscach.

Na słynnej La Pelosa koło Stintino dzienna liczba turystów została ograniczona, a odwiedzający muszą korzystać ze specjalnych mat chroniących piasek przed wynoszeniem na stopach i ręcznikach. Do Cala Coticcio na wyspie Caprera można wejść wyłącznie z licencjonowanym przewodnikiem. Jeszcze kilkanaście lat temu takie rozwiązania wydawałyby się absurdalne. Dziś są koniecznością.

Paradoks Sardynii polega na tym, iż największym zagrożeniem dla jej najpiękniejszych miejsc stało się ich własne piękno.

Na Sardynii coraz częściej słyszy się określenie numero chiuso – limitowany wstęp. To nie znak ekskluzywności. To próba ratowania miejsc, które stały się ofiarą własnej popularności. Problem przybiera czasem zaskakujące formy. Od 2017 roku wywożenie piasku, muszli i otoczaków z sardyńskich plaż jest karalne. Każdego lata na lotniskach w Cagliari, Olbii i Alghero służby przechwytują torby, butelki i słoiki wypełnione piaskiem zabranym „na pamiątkę”. Powstało choćby obywatelskie stowarzyszenie Sardegna rubata e depredata – „Sardynia okradziona i złupiona”. Trudno o bardziej wymowną nazwę.

W okolicy Teulady, Sardynia

Wystarczy odwrócić się od morza

Aby zrozumieć, czego tak naprawdę bronią mieszkańcy wyspy, trzeba zrobić coś prostego. Odwrócić się plecami do morza. Większość turystów nigdy tego nie robi. Tymczasem wnętrze Sardynii pozostaje jednym z najbardziej autentycznych regionów całych Włoch. To tutaj przez cały czas słychać sa limba – język, który mieszkańcy wyspy traktują nie jako dialekt, ale element własnej tożsamości.

To tutaj stoją furriadroxius – rozproszone kamienne zagrody pasterskie, często oddalone od siebie o wiele kilometrów. To tutaj rytm życia wyznaczają pory roku, a nie rozkład lotów. Prawdziwa Sardynia nie kryje się wyłącznie w spektakularnych krajobrazach.

Znajdziesz ją w muralach Orgosolo opowiadających historię wyspy czy małych serowarniach produkujących pecorino według zasad przekazywanych od pokoleń. I właśnie ten świat najłatwiej przeoczyć.

„Takie jest życie” (la vita va cosi) materiały BEST FILM

Kiedy znika pasterz

Film Milaniego opowiada o ziemi. W rzeczywistości mówi jednak o czymś jeszcze ważniejszym. O ludziach, którzy tę ziemię utrzymują przy życiu.

Najdobitniej pokazały to wydarzenia z 2019 roku. Na całej Sardynii pasterze protestowali przeciw dramatycznie niskim cenom mleka owczego. Na drogach pojawiały się wylane cysterny mleka, blokowano trasy i organizowano demonstracje. Dla wielu mieszkańców kontynentu był to szok. Dla Sardynii była to desperacka próba obrony sposobu życia.

Wyspa produkuje większość włoskiego mleka owczego i utrzymuje ponad trzy miliony owiec. Mimo to tysiące gospodarstw od lat funkcjonują na granicy opłacalności.

Jeszcze poważniejszy jest jednak inny problem. Brak następców.

W wielu gospodarstwach hodowcy mają dziś siedemdziesiąt, a choćby osiemdziesiąt lat. Coraz mniej młodych ludzi chce przejmować stada, a jeszcze mniej może sobie na to pozwolić. Dla Sardyńczyków pasterstwo nie jest wyłącznie zawodem. To sposób utrzymania przy życiu ogromnych obszarów wnętrza wyspy.

Kiedy znika ostatni pasterz, nie znika tylko produkcja sera. Znika szkoła, sklep, autobus. W końcu znika cała miejscowość.

Dwie drogi

I właśnie tutaj historia Ovidia Marrasa spotyka się z historią współczesnej Sardynii. Konflikt pokazany w filmie nie jest lokalną ciekawostką ani wyjątkowym przypadkiem. To ten sam wybór, przed którym wyspa staje każdego dnia. Z jednej strony turystyka, inwestycje i rozwój gospodarczy. Z drugiej tradycyjne społeczności, które nie zawsze przynoszą spektakularne zyski, ale tworzą coś znacznie trudniejszego do odtworzenia.

Resort może stworzyć miejsca pracy. Pasterstwo nie obiecuje niczego poza ciągłością.

Pytanie brzmi, czy ciągłość nie jest dziś wartością znacznie rzadszą niż kolejne hotelowe pokoje z widokiem na morze. I właśnie dlatego historia jednego pasterza z Teulady stała się historią całej Sardynii.

Gdzie i kiedy obejrzeć „Takie jest życie” w Polsce?

Po obejrzeniu filmu łatwo odnieść wrażenie, iż nie jest to opowieść wyłącznie o Sardynii. To historia o miejscu, które ktoś próbuje ocalić przed zmianą. O konflikcie między rozwojem a pamięcią. O człowieku, który mówi „nie”, choć wszyscy wokół przekonują go, iż powinien powiedzieć „tak”.

Jeżeli chcecie zobaczyć tę historię na dużym ekranie, film trafia do polskich kin w ramach cyklu BEST FILM on Tour: Dobra Strona Filmu – autorskiego projektu dystrybutora Best Film, łączącego pokazy przedpremierowe ze spotkaniami i rozmowami z publicznością.

Po każdym seansie zaplanowano dyskusję prowadzoną przez dziennikarzy, filmoznawców i zaproszonych gości. Partnerami wydarzenia są marki GoOn oraz Puffins.

„Takie jest życie” (la vita va cosi) materiały BEST FILM

Film w pigułce

Tytuł polski: Takie jest życie

Tytuł oryginalny: La vita va così (międzynarodowy tytuł: Life Is Life)

Reżyseria: Riccardo Milani

Obsada: Virginia Raffaele, Diego Abatantuono, Aldo Baglio, Giuseppe Ignazio Loi, Geppi Cucciari

Produkcja: Włochy, 2025

Czas trwania: 118 minut

Wersja językowa: włoska z polskimi napisami

Pokazy przedpremierowe

Data

Godzina

Miasto

Kino

9 czerwca

19:30

Białystok

Kino Forum

11 czerwca

18:00

Warszawa

Kino Atlantic

16 czerwca

19:00

Poznań

Kino Pałacowe

17 czerwca

19:30

Warszawa

Kino Luna

18 czerwca

18:00

Gdynia

Gdyńskie Centrum Filmowe

20 czerwca

18:45

Szczecin

Kino Pionier

21 czerwca

17:45

Wrocław

Kino Nowe Horyzonty

21 czerwca

18:00

Warszawa

Kino Kultura

22 czerwca

18:30

Łódź

Kino Charlie

25 czerwca

18:00

Kraków

Kino Pod Baranami

25 czerwca

20:00

Warszawa

Kino Muranów

Bilety można kupić bezpośrednio na stronach internetowych poszczególnych kin oraz w ich kasach.

Jeżeli po lekturze tej historii zapragniesz zobaczyć Tuerreddę, Teuladę czy Capo Malfatano na własne oczy, uprzedzam: film nie pokazuje Sardynii najłatwiejszej do pokochania. Pokazuje tę prawdziwszą.

Być może właśnie dlatego film odniósł we Włoszech tak duży sukces, bo opowiedział nie tylko historię Sardynii, ale także historię kraju, który coraz częściej zastanawia się, jak rozwijać się, nie tracąc własnej tożsamości.

I tak, można się wzruszyć.

Planując swoją podróż

Znajdź hotel lub apartament na wakacje dzięki booking.com.

Pamiętaj, aby zawsze mieć wykupione ubezpieczenie turystyczne. Ja korzystam z najlepszej na rynku porównywarki rankomat.pl.

jeżeli potrzebujesz samochodu we Włoszech, skorzystaj z discovercars.com.

Zarezerwuj bilet wstępu do muzeum przez Get Your Guide.

Potrzebujesz biletów na prom? Znajdziesz je na Direct Ferries.

Gdy kupujesz coś za pośrednictwem moich linków, zarabiam niewielką kwotę. Ty przez cały czas płacisz tyle samo, ze mną dzieli się sprzedawca. Dziękuję za twoje znaczące wsparcie.

Włoska poczta

Nieprzypadkowe miejsca, prawdziwe smaki i sprawdzone wskazówki. Co tydzień w Twojej skrzynce. Dołącz do tysięcy czytelników, którzy planują Włochy mądrzej.

Jeśli potrzebujesz pomocy w znalezieniu praktycznych informacji, dołącz do grupy na FB Moje wielkie włoskie podróże.

Zajrzyj na

. Tam pokazuję małe fragmenty włoskiego życia.

La vita è bella! Życie jest piękne!

Idź do oryginalnego materiału