10 czerwca 2024, Warszawa
Dziś po treningu fitness z moją przyjaciółką Jolką wstąpiłyśmy jeszcze do kawiarni na szybką sałatkę, żeby omówić nową dietę, którą właśnie testuję. Zamiast relaksu, dostałyśmy zupełnie inne widowisko. Przy stoliku obok, dość głośno, rozsiadł się pewien pan, prowadząc swoją jednoosobową konferencję na temat kobiet i związków.
Mnie interesuje kobieta najwyżej do czterdziestu dwóch lat. Absolutnie nie starsza! I to najlepiej, żeby wyglądała na trzydzieści pięć. W wieku pięćdziesięciu lat to przecież już nie to, Marek. Potrzebuję energicznej a nie rówieśniczki, przechwalał się.
Dosyć charyzmatyczny, ale z dystansem do swojego własnego wieku. Zauważyłyśmy z Jolką, iż sam, nie ukrywając brzuszka ani dodatkowych lat, deklaruje w duszy, iż jest po prostu młody, męski, a jego wartość z wiekiem tylko rośnie. A kobieta, wiadomo kawałek dalej, nie nadaje się już do użytku.
Słyszałaś? Jolka parsknęła cicho. Ceni się, panie kolego. Już by prędzej na przecenie był!
Cicho, posłuchajmy dalej. To przecież prawie teatr odszepnęłam jej rozbawiona.
Monolog trwał w najlepsze:
Wczorajszych resztek nie jem, stanowczo. Kobieta powinna codziennie robić świeże! Sam sobie ugotuję pierogi, to nie szczyt wyrafinowania, ale jeżeli już poważny związek oczekuję schabowego, sernika i domowego ciasta. I niech będzie szczupła! Lubię kontrast ja poważny, ona drobna.
A dzieci? ostrożnie dopytał jego kolega, patrząc na niego nieco z niedowierzaniem. Przecież twoje już dorosłe, wnuki niedługo będą.
Spadkobierców nie potrzebuję. Mam swoje. Szukam towarzyszki. I do duszy, i do ciała. Takiej, żeby mogła ze mną w góry albo chociaż na działkę.
Mało brakowało, żebym się zakrztusiła sokiem. W góry, doprawdy? Chyba najwyżej na spacer po zoo
Jolka, założymy się, iż ze mną się spróbuje poznać? szepnęłam, mrugając do niej.
Żartujesz? Przecież ty nie masz czterdziestu oczy Jolka aż się zaokrągliły ze zdumienia.
Ciii. To eksperyment społeczny. Chcę zbadać, jak bardzo panowie potrafią się sami przed sobą oszukiwać.
Faktycznie, poznanie nastąpiło praktycznie automatycznie. Wymieniliśmy się numerami, a już wieczorem pisaliśmy do siebie, jak starzy, dobrzy znajomi.
W internecie przedstawia się jako Macho48.
Na zdjęciu skubany dodał fotkę sprzed dekady: wciągnięty brzuch, drogi samochód w tle i wzrok twardziela.
Po kilku dniach Janusz (bo tak miał na imię) zaprosił mnie na kawę.
Przyszedł w swoim galowym garniturze. Guziki na marynarce ledwo przetrzymywały napór brzucha, który dumnie wystawał do przodu.
Weroniko rozlał się w uśmiechu, ukazując, szczerze mówiąc, dość nierówny rząd zębów. Wyglądasz przecudownie.
Dziękuję, Januszu spuściłam nieco wzrok, grając skromną. Ty też… prezentujesz się okazale.
Spotykaliśmy się jeszcze kilka razy.
Dla mnie była to próba moich zdolności aktorskich. Słuchałam historii o rozwijającym się imperium biznesowym (czyli kiosk na bazarku), o tym, jak to prawie kupił nowe auto (ale lepiej zainwestować), i jak ważna dla faceta jest domowa atmosfera.
Spacerowaliśmy po parku po stu metrach Janusz już ciężko dyszał, ale zapewniał, iż to jego specjalny trening oddechowy.
Aż w końcu przyszła ta kluczowa chwila.
Janusz, rozmiękczony po kolacji i moich nieskończonych komplementach, poczuł, iż czas na szczerość.
Weroniko powiedział, łapiąc mnie za rękę. Jesteś idealna: szczupła, gospodarna, młoda. Przy okazji muszę ci się przyznać. Mam więcej niż czterdzieści osiem lat.
Doprawdy? uniosłam brwi w zdziwieniu. Ile zatem?
Pięćdziesiąt pięć wysapał i zamarł w oczekiwaniu na moją reakcję. Ale chyba dobrze się trzymam?
Oczywiście! zażartowałam. Wyglądasz co najwyżej na pięćdziesiąt cztery. Lubię dojrzałych facetów to przecież życiowa mądrość.
Aż się zarumienił z zadowolenia.
No to świetnie. Stresowałem się. U mnie twarde zasady: kobiety po czterdziestce dwójce nie wchodzą w grę. Energia już nie ta. A ty istny ogień.
Dziękuję, kochany pogładziłam go delikatnie po łysinie. Też coś ci powiem…
Co takiego? spoważniał. Masz dzieci? Kredyty?
Nie. Chodzi o wiek.
Janusz aż się wyprostował.
Jak to? Nie masz czterdziestu lat?
Prawie.
Trzydzieści osiem? zapytał z nadzieją.
Wyjęłam dowód osobisty i podałam mu go.
Otwórz, Januszu. Sprawdź sam.
Wziął dowód, przewrócił kartki i długo wgapiając się w datę urodzenia, poruszał ustami w niemym rachunku.
1975.
Pięćdziesiąt… wyszeptał, blednąc. Masz pięćdziesiąt lat?
Dokładnie. Dwa miesiące temu świętowałam okrągłą rocznicę.
Dowód osunął się z jego rąk. Patrzył na mnie, jakby właśnie zobaczył Syrenę Warszawską we własnej osobie.
Ale jak to? Przecież wyglądasz…
Jak kobieta, która dba o siebie, Januszu. Nie żywi się kebabem na mieście.
Ale to oszustwo! wybuchł. Mówiłem przecież: do czterdziestu dwóch! Takie mam zasady! Nie mogę być z rówieśniczką!
Ale ja nie jestem twoją rówieśniczką, prawda? Przez te wszystkie wieczory wszystko ci się podobało. Sypie się ze mnie piasek?
Janusz aż poczerwieniał.
Nie, ale ta liczba… Pięćdziesiąt! To prawie emerytura.
Starzenie, Januszu to stan ducha, nie metryki, odpowiedziałam spokojnie, wstając. Ja jestem kobietą w kwiecie wieku. I wiesz co? Ja też już coś pojęłam.
Co takiego? spojrzał na mnie tymi zmętniałymi oczami.
Że mnie, pięćdziesięcioletniej, potrzeba mężczyzny, a nie zestawu kompleksów, brzuszka i kiosku na bazarze. Twojego ognia byś nie wytrzymał. Spłonąłbyś zanim ruszyłbyś w las!
Zabrałam dowód i ruszyłam do wyjścia.
Werka! Zaczekaj, a co z nami?
A co z nami? odwróciłam się w drzwiach. Według twojej logiki jesteśmy rówieśnikami. A szukasz młodej. No to powodzenia może znajdziesz taką, która już kiepsko widzi.
Wyszłam z jego przytulnego babcinego mieszkania i głęboko odetchnęłam nocnym powietrzem Warszawy.
Na dole w aucie czekała Jolka.
No i? zapytała, gdy wsiadłam obok. Rozkleił się?
Jeszcze jak! Ale widziałaśby jego minę, gdy pokazałam dowód. Wyglądał, jakby właśnie się dowiedział, iż Wisła płynie przez Kraków, a nie przez Gdańsk.
I co dalej?
Będzie dalej szukał młodej i wściekał się, iż żadna nie chce go poważnie traktować. A my idziemy świętować! Dziś mam randkę z normalnym facetem. Ma czterdzieści pięć, nikogo nie udaje i wiek mu kompletnie nie przeszkadza.
A Janusz? Wciąż siedzi w sieci. Teraz ma w profilu: Szukam tylko do 40 lat. Szczera! No i oczywiście fotka ta sama sprzed dziesięciu lat.
Czasem się zastanawiam czemu niektórzy faceci tak bardzo boją się równolatek? I czy jest w ogóle sens ukrywać wiek dla szansy na związek? A może lepiej po prostu od razu mówić prawdę…
















