Sztuka przez duże

tablicaodjazdowhome.wordpress.com 11 miesięcy temu

No to koniec balu panno Lalu, teatry się skończyły, została tylko proza życia (i Halloween, czyli wszystkich świętych).

Miałam wrzucić ponurą dynię wyrzeźbioną przez moją córeczkę,

w klimacie w sam raz na ciemne, wilgotne dni i dymy snujące się po Ballyfermiańskich trawnikach, ale oto dziś wzeszło i wyszło słońce i zalewa okna złotem. No dobra, jakoś to przeżyjemy, fani niedopowiedzeń i niedomównień, nieustającej mżawki i niewyraźnych kształtów w mlecznej mgle.

Córeczka znowu świszczała od środy, więc znowu nie była w szkole w sro i czw. Zaczynam podejrzewać, iż moje dziecko robi sobie po prostu przerwę od instytucji – kiedy czuje, iż już za dużo w tym miesiącu, hoduje świeży katar, wciąga gile do płuc i świszczy, zostaje chorą biedulinką i nie idzie do szkoły. Problem solved. Wprowadziliśmy pewne ograniczenia w dostępie do komputera i ogólnie mediów elektronicznych i nie może nic oglądać dopoki oficjalnie realizowane są lekcje, czyli do drugiej, to trochę łagodzi moje rodzicielskie wyrzuty sumienia i oszczędza jej mózg. Mam nadzieję.

A córeczka tworzy.

Nigdy nie byłam bardzo artystyczna, choć wyobraźnię mam, jak wiadomo, twórczą i ogromną (hehe), talentu (czymkolwiek by nie był) za chiny ludowe, a moja córeczka ma nie tylko duszę artysty, po mnie oczywiście, ale też i szwung – czyli wprowadza wszystkie swoje pomysły w życie. Godzinami tworzy i produkuje różne dzieła i ciężko choćby powiedziec co – bo jest to szafa z kartonu, maszyna do soku z papieru,

obrazy i obrazki, oczywiście, szkice, rysunki, dekoracje pokoju i łóżka, torebeczki szydełkowane,

blind bagi i różne niespodzianki własnoręcznie robione, malutkie rysuneczki,

japońskie landszafty,

Po prawej work in progress

wyszywanki,

wyklejanki,

walnięte amigurimi,

Loafcat

jak loafcat i bananaduck, rzeźby z gliny i plasteliny, i nie wiem co jeszcze.

Produkcja dzieł idzie pełną parą, codziennie, parę godzin dziennie i dostajemy do pooglądania i posiadania kolejne porcje arcydzieł z którymi nie wiadomo co robić. Jej pokój jest cały zajety przez SZTUKĘ, która wisi na ścianach

i wala się na łóżku, mały pokój na dole to jej prywatna galeria założona przez zapatrzonego w córeczkę tatusia,

a SZTUKA rośnie, pęcznieje, mnoży się i rozpycha, zaczyna zajmować też duży pokój (obecnie w formie samodzielnie wykonanych halloweenowych dekoracji) i korytarz.

Oddziały szturmowe zdołały się przedostać do mojej sypialni i choć staram się systematycznie starsze okazy zdejmować i niepostrzeżenie chować, oraz ograniczać ekspozycję do pozostalosci po kominku, artefakty działalności artystycznej powoli przejmują również i mój pokój.

Moja córeczka też coraz częściej lubi spędzać czas w mojej sypialni, nic dziwnego, bo jest tam przestrzeń i można rozprostować swoje myśli.

Wyglada na to, ze sztuka sama sie nie ogarnie i musimy trochę jej pomóc, na weekend zatem czeka nas przejrzenie setek dzieł i przekonanie twórczyni, iż część można spakować, a część – o bogowie! – może choćby wyrzucić. Trzymajcie kciuki.

Biurko🙈
Idź do oryginalnego materiału