Fałszywe piękno
Ty się chyba wygłupiasz, Maks? Serio się rozstaliście? Nie wierzę! wybałuszyła oczy Zosia tak szeroko, iż zaczęła przypominać obraz z mema „Gdy kawał już w ogóle nie śmieszy”. Jej brwi leciały prawie do linii włosów, a usta rozdziawiły się jakby połknęła nius z telewizji śniadaniowej. Przecież ty byś Helenkę na rękach nosił! Was stawiałam za wzór pary doskonałej Sama pod kołdrą wzdychałam, iż chciałabym mieć takie relacje!
Ja wiem, Zocha, ale serio mruknął Maksiu, patrząc przez okno. A za nim szaleństwo: marcowa plucha w najlepszym wydaniu, deszcz okładał szybę jak stara ciotka pyta o ślub, strumienie ściekały na parapet, krople rozbijały się o ziemię jak jego własne rozczarowania. Atmosfera w sam raz do podsumowań życiowych i liczenia na nowy start. Maks czuł się jak worek po ziemniakach niby cały, ale pusta w środku. Pięć lat związku wyparowało razem z czułymi spojrzeniami, uściskami i snami o życiu, którym mieli być razem. Zacisnął pięści i próbował opanować drżenie głosu: Koniec, rozumiesz? Po ptokach.
Ale czemu?! Zosia przysunęła się bliżej, wlepiając w niego spojrzenie z cyklu matczyna opieka. Przecież ona na ciebie czekała, pół roku siedziała w tym twoim Tomaszowie Mazowieckim! Wierność niczym u świętej Barbary, nie leciała na żadne kwiaty i inne błyskotki!
Skąd ty to wszystko wiesz? Z drugiego końca Polski doniosło? zaśmiał się smutno Maks i dorzucił z przekąsem: To kobieca solidarność czy monitoring zaawansowany?
A widzisz, kochany, ja choć siedzę w Białymstoku, to mam swoje wtyki i w Warszawie, i w Łodzi, i choćby w tej twojej Heleny bloku. Mam koleżanki, co mają koleżanki, które widują ją pod spożywczakiem i na jogę też czasem wpadają westchnęła Zosia z lekkim lisim uśmiechem. Wiem, iż ostro się za siebie wzięła. Zmieniła fryzurę, zaczęła śmigać do siłowni, garderobę odświeżyła. I to wszystko, proszę pana, kiedy ciebie nie było. Bardzo się starała.
No właśnie! I dlatego się rozstaliśmy! Maksiu niemal wpadł do przedpokoju, szukając telefonu. Szarpał się z kurtką, prawie jakby rękaw ukrywał rozwiązanie testu na szczęśliwe życie. W końcu triumfalnie wyciągnął telefona i wrócił do Zosi. Pamiętasz, jaka była Helenka przed moim wyjazdem?
Oczywiście przewróciła oczami Zosia, udając, iż już jej się nie chce tego słuchać, ale ściszyła głos, jakby rozmawiały o wyroku sądu rodzinnego. Taka milusia, jasne włosy do łopatek, ogromne zielone oczy, nosek jak u Jandowej. Sylwetka git, tylko góra nie do końca dziewięćdziesiąt chociaż tobie to przecież pasowało, co?
No ba, zgadza się! głos Maksa podskoczył o oktawę i zaraz opadł do szeptu. Była moim ideałem. Kochałem ją taką, jaka była. Ale wystarczyło, iż wyjechałem, a podfruwajki wbiły jej do głowy kit, iż jak się nie zmieni, to ją wymienię na nowy model. I uwierzyła! I zaczęła się zmieniać Nie bo chciała, tylko bo bała się, iż ją rzucę.
I co, aż tak źle? dopytała Zosia, ściskając podłokietnik jakby miała zaraz wejść na ring.
Zobacz sama! Maksiu pchnął jej ekran pod nos tak, iż prawie dostała nim w czoło. Na fotce Helena i to taka Helena, iż szkoda gadać.
Jej dawniej piękne włosy ścięte na chłopczycę i ufarbowane na platynowy blond, jak z reklamy taniej farby. Makijaż tak mocny, iż można by pomylić ją z influencerkom z Internetu. Usta, jakby napompowane rowerową pompką, w proporcjach nie pasujących do twarzy. Jeszcze schudła z dziesięć kilo, tyle iż teraz wyglądała jak wyjęta z konkursu na „Miss wycieniowanej obojczyki”: skóra prawie przezroczysta, tak szczupła, iż żebra można liczyć bez dotykania, a pod oczami cienie jak po obronie magisterki. No i ten biust powiększony! A przecież zawsze mówił jej, iż liczy się naturalność i żadna „sztuka” mu nie w głowie.
Serio, jak ją zobaczyłem na lotnisku, miałem ochotę obejść ją dookoła i sprawdzić, czy to na pewno ona Maks niemal uderzył pięścią w ścianę, ale zaraz się skrzywił i potrząsnął dłonią. Jak można było w pół roku się tak zmasakrować? Jak? Czemu nie przyszło jej do głowy, iż wolę ją taką jak była?
Chodził po pokoju, rozrzucał rękami jak włoska mama na święta, zatrzymywał się, potem znowu przechadzał. Raz czerwony, raz blady, ciągle coś sapał i gładził twarz, jakby chciał starczyć wspomnienie Helenki sprzed metamorfozy.
Zosia rozumiała najlepiej. Sama przez całe pół roku wysłuchiwała dramatów o szefie-tetryku, firmie, która nagle odkryła polskie realia, i żali, iż na egzaminie nie będzie komu kibicować. Wszystko na jej głowie, a teraz jeszcze przyjaciel roztrzaskany na kawałki.
Może ona tylko chciała ci się przypodobać? wyszeptała, podchodząc delikatnie. Może ktoś jej naopowiadał bajek, iż tak będzie lepiej
Przypodobać Tylko zgubiła w tym siebie wydusił Maks przez zęby. Kochałem jej śmiech, to, jak śpiewała mi Sto lat przy zlewie. A teraz patrzę i nie wiem, kim jest.
Najbardziej bolało go, iż przez ostatnie miesiące Helena unikała wideorozmów. Zawsze zbywała go półuśmiechem i tajemniczym mruknięciem: Przygotowuję coś specjalnego!. Coś specjalnego Akurat, mógł się domyślić. Miał już taką paranoję, iż pytał znajomego z jej bloku, czy ktoś jej nie podrywa. Ten po paru dniach oddzwonił pełen troski.
Ona naprawdę szykuje niespodziankę, stary. Ale nie obiecuję, iż ci się spodoba. Tylko jedno wiem: jest ci wierna, pyta o ciebie. Czeka.
To sprawiło, iż przez chwilę odetchnął. Nagle stwierdził, iż niepotrzebnie panikuje. Może nieważne, czy ma nową fryzurę albo modne paznokcie z Instagrama, bo przecież czeka i tęskni. Odmówił wtedy znajomemu zrobienia zdjęcia: Chcę mieć niespodziankę. Typowy Maks byłby zobaczył, toby i tak rzucił wszystko i pobiegł ratować Helenkę od dobrych rad przyjaciółek.
Dzień powrotu pamiętał do bólu: w samolocie świdrował zegarek, potem w taksówce majtał nogą, jakby od tego czas przyspieszył. Serce dudniło, ręce się pociły, wyobrażał sobie to spotkanie: ona wbiega mu w ramiona, zapach znajomych perfum i kończąca się tęsknota. Popijają herbatę na starej kanapie, śmieją się, opowiadają, jak bardzo chcieli wyżalić się drugiej osobie.
Ale życie lubi serwować plot twisty. Helena stała pod terminalem, a Maks zamarł, bo ta osoba nie przypominała Helenki z jego wspomnień. Spojrzała na niego, rozłożyła ręce do uścisku, a on zamarł w miejscu.
Maks! Tęskniłam! rzuciła się do niego, ale on choćby nie drgnął. Uśmiech jej zgasł, w oczach na sekundę zabłysły łzy.
Co się stało? Nie podoba ci się mój nowy look? Sądziłam, iż padniesz w zachwycie próbowała żartować, ale wyszło gorzko jak espresso z taniej kawy.
Patrzę i nie wiem, gdzie się podziała moja dziewczyna odparł sztywno. Jesteś chora? Czy ktoś cię uprowadził do programu „Chcę być kimś innym”? Gdzie są twoje włosy? Gdzie ty?
Chciałeś powiedzieć, iż byłam gruba, tak? obrażona Helena zadrżała na ustach. Z tyłu rechotały przyjaciółki od ploteczek.
Daj spokój Sama wiem, iż się zapuściłam starała się mówić pewnie, głos jednak jej zadrżał. Ale teraz pewnie nie będziesz się za mnie wstydził. Popatrz! Nowoczesna, stylowa. Czy nie lepiej?
Ja wiem jedno: idziemy gdzie indziej i raczej już nie razem głos Maksa zabrzmiał twardo. Byłaś dla mnie idealna. Teraz nie wiem nawet, kim jesteś. Zawsze się radziliśmy, rozmawialiśmy czemu nie zapytałaś, czego ja chcę?
Ty się nie znasz! Teraz Helenę stać na okładkę magazynu jęknęła jedna z podfruwajek, szturchając Helenę w ramię. Tylu chłopaków ją zaczepia, iż można by otworzyć poradnię! Zwłaszcza teraz, po tych poprawkach! podkreśliła figlarnie, zerkając w dekolt Heleny.
Maks odwrócił się z irytacją.
To wszystko robisz, bo tak chciałaś. Ale nie wciągaj do tego mnie spiorunował Helenkę wzrokiem. Nie zamieniaj tego w moją winę.
Zrobił krok bliżej, ściszył głos, aż choćby Zosi zrobiło się przykro.
Helenka, wiesz, iż liczyłem się z naturalnością. Po tym, co zrobiłaś nie umiem już na ciebie patrzeć tak samo. Byłaś najpiękniejsza na świecie taka, jaka byłaś. Teraz masz nową twarz i nową siebie.
Zamilkł na moment, pogłaskał się po włosach jak na dorosłym chłopcu, i rzucił prawie szeptem:
Wiesz, przez ostatni miesiąc marzyłem, jak ci się oświadczę. choćby pierścionek kupiłem, planowałem naszą przyszłość. Ale teraz Sorry, z plastikową lalką nie dam rady.
Helenka zbladła. Łzy poleciały jej ciurkiem, próbowała coś powiedzieć, ale słowa utknęły jej w gardle. Ruszyła za nim, ale przyjaciółki odciągnęły ją w bok.
Niech idzie! skrzywiła się jedna z nich, klepiąc Helenkę po plecach. Jak ochłonie, to wróci. Zobaczysz. Teraz jesteś taką sztuką, iż wszyscy się obejrzą za tobą.
Tak, dobrze gada, znajdziesz lepszego, Helenka! poparła druga, wyciągając drwiąco chusteczkę.
Helenka tylko patrzyła za odchodzącym Maksem. Słowa przyjaciółek wpadały jej do ucha jak reklamy w radiu totalnie bez znaczenia. Czuła tylko pustkę i gorzki smak straconego szczęścia.
Naprawdę chciałem ją poślubić, Zocha skończył Maks, zasłaniając twarz dłońmi. Jego ramiona się trzęsły, a w oczach błyszczał ból. Wszystko sobie wyobrażałem Jej śmiech, nasze wspólne śniadanie, czułości nad herbatą. A teraz? Nie poznałem własnej Heleny.
Na chwilę zamilkł, wziął głęboki oddech i spojrzał gdzieś w kąt pokoju.
Dlaczego wy, dziewczyny, nigdy nie wierzycie, iż jesteście wystarczająco dobre? Przecież stale jej mówiłem, iż jest piękna. Kochałem ją, tę prawdziwą. A ona? Wymazała tę siebie, którą kochałem.
Najgorsze, wiesz co? Maks gwałtownie odsunął ręce, skrzywił się, a knykcie pobielały mu z emocji. To była wina tej jej najlepszej koleżanki. Ona wszystko zaplanowała, żeby nas rozdzielić. Teraz jestem tego prawie pewien.
Skąd wiesz? Zosia od razu wyprostowała plecy, jakby spodziewała się dramatu.
Przyszła do mnie do domu, chwaliła się swoją naturalną urodą i jeszcze próbowała mnie poderwać! Ja bym ją przez balkon przewinął, gdyby nie to, iż mam zasady! Niemal walnął pięścią w podłokietnik.
Chwilę trwał w bezruchu, oddychając jakby przebiegł półmaraton.
I najgorsze jest to, iż ona naprawdę sądziła, iż jestem taki głupi ciągnął ze smutkiem. Że wystarczy nowa fryzura, abym zapomniał, kim byłem z Helenką. Ale ja ją kochałem. Bolało mnie, iż dała się komuś tak zmanipulować.
Zosia milczała. Po raz pierwszy zobaczyła Maksa tak rozbitego wcześniej zawsze żartował, teraz siedział skulony i jakby chciał zniknąć.
I co teraz? Próbowałeś z nią pogadać? westchnęła, dotykając jego ramienia lekko, jak siostra brata.
Ona jest zachwycona swoim nowym wyglądem i nie zamierza wracać do dawnych włosów Maksiu uśmiechnął się szaro. Helena zadzwoniła, chciała mnie wzruszyć, iż nie zrobiła tego dla siebie, tylko dla mnie, żebym nie był sam. Ale ja kocham dalej tamtą wersję. Tę, której już nie ma. A teraz została może ładna, ale cała z plastiku, cała na pokaz.
Zosia ścisnęła jego rękę.
To nie twoja wina. Kochałeś, dbałeś, byłeś szczery. To nie ty tu zawiniłeś, tylko jej durne kompleksy i marne rady. Nie bierz tego na siebie, przyjacielu.
Maks podniósł wilgotne oczy.
A jak to ja popełniłem błąd? Może wystarczyło, żebym zrozumiał? Może chciała dobrze i spanikowała?
W jego oczach walczyły miłość, żal i złudna nadzieja. Może jeszcze nie wszystko stracone, może wystarczy szczerze pogadać.
Zosia popatrzyła mu w oczy.
Masz prawo czuć, co czujesz. Ale jeżeli naprawdę nie chcesz stracić tego, co was łączyło, spróbuj jeszcze porozmawiać. Może to jej coś da może i Tobie.
Maks spojrzał przez okno, gdzie deszcz się skończył, a nad warszawskim blokiem wyszedł różowy zachód słońca.
Może masz rację, Zochu. Ale na razie muszę się trochę pozbierać. Tego się nie zapomina po kawą w kawiarni.
A życie i tak znajdzie sposób, żeby jeszcze raz pokazać, kto tu trzyma stery czy prawdziwa miłość, czy własny cień w lustrze.







