Szkoła dla męża. Jak zdrada w delegacji do Samary i kolacja w warszawskiej restauracji postawiły dzi…

polregion.pl 15 godzin temu

Przemiana męża

Byliśmy razem, Gieniu. W tej ostatniej podróży do Poznania. Wszystko wyszło głupio.

Wypiliśmy po konferencji, i ja po prostu Nie potrafiłem się zatrzymać, Gieniu…

Czyli mówisz mi to tak spokojnie? Genowefa aż zachrypła z przerażenia. Radek, ty mi się właśnie przyznałeś do zdrady?!

Nie mogłem już tego w sobie dusić spuścił głowę mąż. Geniu, przepraszam cię. Obiecuję, nigdy więcej się to nie powtórzy! Wszystko zrozumiałem…

Gienia ostrożnie odstawiła kieliszek na stół. Jej życie właśnie zawaliło się jak zamek z piasku…

***

Poranek był taki zwyczajny Gienia stała przy kuchence, mieszając owsiankę dla młodszego synka i jednocześnie próbując zapleść warkocze siedmioletniej Broni.

Mamo, boli! pisnęła Bronia, gwałtownie poruszając głową.

Wybacz, kochanie, spieszę się. Gdzie jest wasz tata?! Zaraz się spóźni!

Radek wyszedł z łazienki, zapinając koszulę. Po jego minie Gienia od razu wiedziała, iż jest nie w sosie.

Kawa jest? rzucił, nie patrząc na nią.

W czajniku. Sam sobie nalej, mam zajęte ręce.

Nalał. Wypił na stojąco, patrząc ponuro przez okno na mokry, krakowski podwórzec, gdzie pan Czesio, dozorca, leniwie grabił liście.

Żadnego buziaka w policzek, żadnego dobrze spałaś? od lat kontaktowali się prawie wyłącznie komunikatami.

Gienia była od dziesięciu lat żoną i główną księgową w dużej hurtowni spożywczej.

Trzypokojowe mieszkanie wprawdzie hipoteczne, samochód świeży SUV, dzieci zdrowe, powinna cieszyć się życiem, lecz…

Brakowało jej oddechu, brakowało męża tego, dawnego, który o drugiej w nocy szukał lodów na Kazimierzu lub przytulał tak mocno, iż trzeszczały żebra.

Około drugiej telefon na kuchennym stole zadudnił cicho.

Może kolacja w restauracji dziś wieczorem? Dawno nigdzie nie byliśmy. Porozmawiamy spokojnie napisał Radek. Z dziećmi wszystko ogarnięte, Andrzejka przygarnie je na noc.

Gienia przeczytała wiadomość trzy razy. Serce zdradziecko zatrzepotało, jak u nastolatki.

Niesamowite szepnęła. Czyżby zauważył?

Reszta dnia minęła jej jak przez mgłę. Wzięła wolne godzinę wcześniej, wpadła do domu, gorączkowo przymierzała sukienki.

Wybrała granatową, jedwabną, podkreślającą talię. Trochę więcej tuszu do rzęs, odrobina perfum za uchem.

Patrząc w lustro, zobaczyła kobietę, która naprawdę jeszcze chce się podobać własnemu mężowi.

W restauracji było cicho świece, jazz grany przez starszego akordeonistę w kapeluszu. Przyszła, gdy Radek siedział już przy stoliku. W garniturze, ogolony, inny.

Wstał, gdy podeszła, a w jego oczach przemknęło coś dziwnego. Zachwyt? A może litość? Wtedy nie wiedziała.

Świetnie wyglądasz, Gieniu powiedział, podsuwając jej krzesło.

Dziękuję. Zaskoczyłeś mnie tą kolacją. Jaka okazja?

Bez okazji Po prostu zauważyłem, iż adekwatnie już ze sobą nie rozmawiamy. Jak sąsiedzi żyjemy.

To fakt westchnęła, popijając wino. Praca, dzieci, codzienność, która zżera wszystko

Ja też tak czuję Radek obracał nóż w rękach. Pędzę, jak chomik w tym swoim kole i zapomniałem po co.

Długo rozmawiali. Wspominali swój ślub, jak wynajmowali kawalerkę z kapiącym kranem i byli wtedy szalenie szczęśliwi.

Śmiali się, jak Radek pierwszy raz zmieniał Broni pieluchę i prawie zemdlał.

Wieczór był cudowny. Gienia czuła, jak coś topnieje może lód między nimi?

Trzeba to sobie od czasu do czasu robić. pomyślała. Wszystko się ułoży. Po prostu jesteśmy zmęczeni

Wracamy? zapytał Radek, gdy przynieśli rachunek. Po drodze kupię jeszcze wino. Posiedzimy spokojnie, bez szkrabów.

W domu było zbyt cicho, bez śmiechów i rozrzuconych zabawek przestrzeń wydawała się obca i obszerna.

Zasiedli w kuchni. Radek nalał czerwone forte do kieliszków. Atmosfera nabrzmiała ciepłem, a jednak…

Gieniu, my naprawdę musimy coś zmienić zaczął.

Zgadzam się. Może wyjedziemy gdzieś razem? Na Mazury, do Krynicy albo po prostu do sanatorium. Musimy odpocząć od świata.

Tak, ale wiesz nie chodzi jedynie o wakacje. Od pewnego czasu jestem innym człowiekiem. Już się przestaliśmy słyszeć.

Ty wiecznie z dzieciakami, ja zatopiony w Excelu. Wracam śpisz albo jesteś wściekła.

Brak tej bliskości wiesz, nie chodzi tylko o ciało, ale o to, iż kiedyś rozumieliśmy się bez słowa.

Gienia lekko się napięła:

Do czego zmierzasz…? zapytała cicho.

Do tego, iż nie wytrzymałem.

I wtedy to powiedział. O Poznaniu, koleżance z pracy i zdradzie.

Po prostu mnie słuchała, Gieniu zaczął, mówiąc szybko, nieskładnie, chyba ze strachu, iż mu przerwie. Jeździliśmy razem na delegacje.

Za każdym razem pytała, co u mnie naprawdę, bez udawania. Okazywała troskę.

Nie usprawiedliwiam się. Jestem draniem, wiem. Walczyłem ze sobą. Długo.

Ale tej nocy… Piliśmy z ekipą, potem zostaliśmy we dwoje w hotelowym barze

Gienia milczała, czuła, jak wewnątrz rośnie w niej coś ostrego jak szkło jakby granat rozerwał jej serce, a odłamki powoli rozcinały duszę.

Przepraszam, jeżeli potrafisz mi wybaczyć mówił dalej. Potwornie mi wstyd. Dwa tygodnie spać nie mogłem.

Nie dam rady już cię okłamywać, patrząc w oczy. Nie chcę was stracić. Ty i dzieci to wszystko, co mam. Zrobię wszystko.

Wszystko powtórzyła martwym głosem Gienia.

Tak. Pogadałem już z kierownikiem, poprosiłem o przeniesienie do innego działu żeby choćby jej nie spotykać. Stasiu obiecał załatwić to w miesiąc.

Wziąłem też urlop. Wyjedźmy, proszę. Jutro kupię bilety, tylko ty i ja. Zacznijmy od nowa, od czystej kartki.

Wyciągnął do niej dłoń, próbując ją przykryć własną, ale Gienia odtrąciła ją.

Od nowa? gorzko się roześmiała. Radek, ty rozumiesz w ogóle, co zrobiłeś?

Nie tylko mnie zdradziłeś, ty mnie unicestwiłeś!

Siedziałam dziś w pracy, cieszyłam się twoimi smsami, wybierałam sukienkę… Myślałam, iż chcesz ratować naszą relację

Kocham cię! prawie krzyknął.

Gdybyś kochał, nie poszedłbyś z tamtą… Taka troskliwa koleżanka z niej, a ja wiecznie wkurzona…

Nie o to mi chodziło próbował się tłumaczyć Radek.

Podszedł wolno i chciał ją objąć.

Gieniu, proszę…

Nie dotykaj mnie! odepchnęła go. Obrzydzasz mnie.

Uciekła z kuchni do sypialni, przekręciła zamek i upadła na łóżko.

Łzy leciały ciurkiem. Radek długo jeszcze szurał pod drzwiami, szeptał coś, błagał o wybaczenie, potem ucichł Gienia słyszała, jak rozkłada się ze szlafrokiem na kanapie w dużym pokoju.

***

Nad ranem wyszła do kuchni z opuchniętą twarzą. Mąż przez cały czas na tym samym miejscu, w tych samych ubraniach. Na stole zimna kawa.

Nie zostawiłam cię tej nocy tylko dlatego, iż nie miałam z kim zabrać dzieci powiedziała chłodno.

Gieniu

Milcz. Nie obchodzą mnie twoje uczucia. Nic mnie nie obchodzi, co czujesz.

Rozumiem.

Wspominałeś o urlopie. Gdzie chciałbyś wyjechać?

Gdzieś cicho. By móc spacerować, pogadać

Dobrze. Odwróciła się do okna. Pojedziemy. Ale nie licz, iż wszystko wróci do normy. Nie jadę, żeby wybaczyć. Jadę, by sprawdzić, czy potrafię cię zobaczyć bez obrzydzenia.

Radek skinął głową, gotowy na wszystko.

Zamówię wszystko dziś.

I jeszcze jedno odwróciła się. Chcę zobaczyć potwierdzenie o przeniesieniu. I twój telefon od dzisiaj bez kodu.

Jasne. Jak sobie życzysz.

Wyciągnął w jej stronę telefon, ona lekko z niesmakiem odsunęła głowę.

Potem. Teraz idź pod prysznic. Muszę poskładać myśli, nim odbiorę dzieci od Andrzejki. Nie mogą nas takich widzieć.

Kiedy drzwi od łazienki zamknęły się, Gienia osunęła się na krzesło. Odejść? Opuścić człowieka, którego jeszcze wczoraj kochała bardziej niż życie? Chciała, ale nie mogła. Choćby dla dzieci…

***

Dni do wyjazdu wlazły w czas jak mucha w miód. Rozmawiali tylko do rzeczy.

Kupiłeś bilety?

Tak, na sobotę.

Odbierz Bronię ze szkoły.

Dobrze.

Dzieci wszystko czuły Bronia milkła, gdy widziała rodziców razem, a synek kaprysił bez końca.

Mamo, czemu tata śpi w dużym pokoju? zapytała Bronia, leżąc wieczorem w łóżku.

Gienia zagryzła wargi, poprawiając kołdrę córce.

Tata jest po prostu bardzo zmęczony, promyczku. Kręgosłup od fotela w pracy go boli na kanapie mu wygodniej.

Pokłóciliście się?

Po prostu jesteśmy zmęczeni. Ale wszystko już niedługo będzie lepiej. Jedziemy nad morze, pamiętasz?

Bronia kiwnęła głową, ale w jej oczach iskrzyła nieufność. Dzieci czują wszystko.

***

W piątek Radek przyszedł z pracy wcześniej przyniósł papiery.

Tutaj położył na stół kartkę. Decyzja o przeniesieniu. Od poniedziałku po urlopie jestem w dziale analiz. Zero delegacji. Tamta zostaje w zakupach. Będziemy w innych budynkach.

Gienia rzuciła okiem na pieczątkę.

W porządku.

Gieniu zawahał się w progu. Naprawdę każdej godziny żałuję, jakim byłem… łajdakiem…

Dość! Ty wybrałeś w Poznaniu. Teraz ja wybieram i ciągle nie wiem, czy chcę z tobą jeszcze być!

Nie powiedziała mu, iż gdy spał w dużym pokoju, zajrzała do jego telefonu.

Czuła odrazę, trzęsły jej się ręce, ale musiała to zobaczyć. Nie skasował nic. Ostatnie wiadomości: od męża:

Koniec. To była wielka pomyłka. Nie pisz więcej do mnie.

A jej odpowiedź: Jak chcesz. Powodzenia!

Czy poczuła ulgę? Nie. Ale gdzieś w środku coś drgnęło. Przynajmniej tu nie kłamał próbował to zakończyć.

***

Sobota przywitała ich lekkim deszczem. Pakowali walizki w milczeniu.

Radek był nienaturalnie troskliwy: podawał rękę, sprawdzał zamki w oknach, na stacji kupił jej ulubioną kawę za trzynaście złotych. To bolało jeszcze bardziej.

Na lotnisku usiedli obok siebie, kiedy dzieci gapiły się na ogromne samoloty za szybą.

Wiesz… odezwał się cicho, patrząc w niebo, gdzie wrony tańczyły na wietrze jak na karuzeli Przypomniał mi się nasz pierwszy wyjazd nad jeziora pod Suwałkami. Pamiętasz, jak wiatr porwał nam namiot?

Gienia uśmiechnęła się mimowolnie.

Pamiętam. Trzymałeś go całą noc, a ja spałam pod peleryną.

Myślałem wtedy, iż nie ma na świecie lepszej kobiety. I dalej tak myślę. Po prostu się pogubiłem…

Oboje się pogubiliśmy, Radek. Pierwszy raz od tygodnia spojrzała mu w oczy.

Ujął jej dłoń. Nie cofnęła jej, ale też nie uścisnęła. Była skołowana.

Może go wybaczy. Pewnie przecież nie chciała ranić dzieci rozwodem.

Ale zanim wybaczy, porządnie go wychowa. By więcej choćby nie pomyślał o innych kobietach.

Właśnie na tym urlopie zacznie go reedukować…

Idź do oryginalnego materiału