Szklanka mleka

polregion.pl 13 godzin temu

Szklanka mleka

Niełatwo bywa nie tylko tym, którym zabrano więcej, ale i tym, którzy trafili obok utraconych. Weronika Czumak rozpoznała to uczucie dawno temu pracowała już ósmy rok w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej w Gdańsku. Wybiegała się, zeszczuplała, zrobiła się ostra i opanowała kąśliwe uwagi, szczególnie gdy ktoś komentował jej pracę: Kim jesteś, żeby roztrząsać moje sprawy?! pytała zniecierpliwiona, patrząc spod rudej grzywki migdałowymi oczami w sposób, który potrafił ugasić najśmielsze pytania. Albo nagle wybiegała z tramwaju gdzie, po co, nie wiadomo. Szła, szła i nagle jak zaczarowana biegła. Stąd nazywano ją Weroniką Czumą.

Latami Weronika robiła zakupy starszym podopiecznym, czasem sprzątała, zawsze znajdowała z nimi wspólny język. Tylko raz zdarzył się konflikt pewien starszy pan chciał jej podarować czekoladę. Przyjęcie prezentów było zabronione, dotąd nie brała od nikogo nic. Tym razem jednak uległa, a jak tu odmówić, dla Chrystusa? Przyniosła czekoladę do domu, ale nie mogła przełamać choćby kostki zacięła się w gardle. Dała ją więc sąsiadowi, a kolejną odrzuciła. Starszy pan poskarżył się kierownictwu: Jednej czekolady było mało, dziś pracownice czekają w kopercie złotówki! Weronikę chciano zwolnić, ale nie zamierzała się bronić: Zwalniajcie, nie jestem szmatą, by mną wycierać buty! ale stanęli za nią inni podopieczni, wśród nich Aniela Fedutowska. Weronika zawsze żywiła do niej sympatię, ale po tym incydencie Aniela stała się dla niej prawie siostrą tej, której nigdy nie miała.

Ich historie splatała podobna nić obie wcześnie straciły rodziców, obie niosły brzemię bólu. Aniela była niepełnosprawna od dzieciństwa, Weronika wyglądem sprawiała wrażenie zdrowej, ale jej dusza była dotkliwie zraniona, przewrażliwiona i nieustannie płacząca choćby Aniela tego nie rozumiała. Wiązała je też inna zadra obie nie miały dzieci. Weronika już się pogodziła z losem; Aniela ciągle walczyła. Potrafiła choćby zganić swoją opiekunkę, gdy Weronika traciła ducha. Odwagi dodały jej próby w pracowni przy Domu Rehabilitacji, przygotowywała się tam do występu na koncercie. Najpierw choćby nie chciała słyszeć o występach. choćby ksiądz Łukasz odwodził ją od tego pomysłu. Przychodził na święta z modlitwą i prezentami, ciepło opowiadał o jej pasji do haftowania. Ręce Anieli nie były zbyt sprawne, ale nadmiaru uporu jej nie brakowało. Haftowała serwetki, chuśtki, potem choćby lnianą suknię, ozdobioną półcieniami i wymyślnymi ptakami w barwach szmaragdowych, czerwone ornamenty wiły się wokół dekoltu.

Tak pięknie jej wyszło, iż zawieziono to dzieło na wojewódzką wystawę sztuki ludowej i wygrała pierwszą nagrodę. Ostatniego dnia wystawy suknię sprzedano oczywiście za zgodą Anieli. Gdy przyniesiono jej okrągłą sumę, zadzwoniła do Weroniki i popłakała się, bo to był jej pierwszy zarobek, nie wiedziała, co zrobić z tyloma złotówkami.

Nie smuć się coś wymyślimy! roześmiała się Weronika, po chwili spoważniała: Kupimy kilka lnianych sukien, starczy na lata roboty. A to nie wiadomo, co jeszcze ci ostatnio do głowy przychodzi, myślisz o tym, o czym nie powinno się myśleć.

Aniela nie odpowiedziała na przytyk, choć ją zabolał. Bo coraz bardziej marzyła o mężu. Oglądała często polskie filmy, znała dokładnie ścieżki zakochanych, wiedziała, o czym mówią, czego pragną. W jej sytuacji pozostała jej tylko zazdrość.

Po sukcesie na wystawie zadzwonili do niej z Domu Rehabilitacji zaproponowano jej zajęcia w studiu tańca, żeby za jakiś czas przygotować taniec w parze.

To niemożliwe, kompletnie nierealne! Aniela odłożyła słuchawkę, podejrzewając żart.

Zadzwonili ponownie, przekonali ją, żeby przynajmniej spróbowała.

Może się uda! wspierał szorstki kobiecy głos. Jesteście teraz laureatką, czas poszerzyć talenty! Zrobimy z pani gwiazdę! Wszystko ustalone z opieką społeczną, pracownica będzie jeździć na próby razem z panią.

Z kim będę ćwiczyć?

Tak samo, jak pani Mamy kilka takich duetów. W naszej ojczyźnie nie ma wykluczonych! Każdy może znaleźć coś dla siebie! ton brzmiał tak stanowczo, iż nie sposób było wtrącić pytanie czy wątpliwość.

Może westchnęła Aniela.

Bardzo dobrze, nazywam się Małgorzata Józefowicz, szefuję studiu. Jutro po obiedzie przyjedzie po panią specjalny autobus.

I naprawdę, w wyznaczonej godzinie pojawił się ponury, przystrzyżony na jeża kierowca i zabrał Anielę, którą Weronika przed wyjściem zwolniła z wałków, by uczesanie nie ucierpiało od czapki. W autobusie był już jej partner do prób pan Aleksy na wózku inwalidzkim. Aniela nieśmiało dotknęła jego dłoni zaskakujące, jakie to niezwykłe uczucie, dotknąć silnej męskiej ręki.

Przy Domu Rehabilitacji kierowca i Weronika pomogli jej wyjść z pojazdu i pokonać podjazd, dalej doturlała się do sali prób sama; Aleksy świetnie radził sobie na wózku.

Na próbie nic im na początku nie wychodziło. Pocili się, czerwienili, słuchali uwag choreografki, a każde obroty wydawały się koszmarnie trudne. Wstyd ogarniał przed zwinnością wysokiej dziewczyny prowadzącej zajęcia, przed Aleksem, przed drobną, energiczną panią Małgorzatą. A to był zaledwie początek. Potem, przez następne miesiące, dwa razy w tygodniu Aniela ćwiczyła taniec, a Weronika zawsze była obok.

Całą jesień i zimę Aniela chodziła do studia, zarzuciła choćby haftowanie. Bez prób nie umiała już żyć, jeździła na nie jak do ukochanej pracy.

I tego dnia również szykowała się, czekała na Weronikę. Ta przyszła ponura, jakby próby jeszcze bardziej ją męczyły. Aniela nie wytrzymała:

Co taka spięta jesteś?!

Jestem? Weronika starała się rozchmurzyć twarz.

Aniela, wyczuwając nastrój towarzyszki, zmieniła temat:

No, no, powiedz sama, mamy po czterdziestce jeszcze możemy założyć rodziny!

Ty wciąż o tym Byłam już tam Siedem lat mąż się męczył i odszedł. Dobrze zrobił, nie mam żalu. Kara za to, iż za chłopakami latałam jak suka. Tylko szkoda, iż rodzice wnuków się nie doczekali.

Co było, minęło. Ja na twoim miejscu sto razy bym jeszcze wyszła za mąż!

Znowu mi wypominasz?!

Nie chcesz męża, to teraz dziecko można mieć bez faceta.

Trzeba masę pieniędzy! Myślisz, iż dużo zarabiam?

W telewizji mówili, iż takie operacje będą darmowe.

Dobra, pomówimy potem W czym dziś jedziesz?

choćby nie wysłuchasz do końca W różowym swetrze i popielatej spódnicy!

Choćbyś raz koncertową suknię założyła, po coś ją szyła? Długa jest trzeba się przyzwyczaić.

Przyzwyczaję się na generalnej, a w autobusie ubrudzę!

Przed generalną próbowali dłużej. W domu Weronika pomogła Anieli rozebrać się, posadziła ją na stołku w łazience, kąpała i słuchała jej słów nie przestawała mówić, euforia z niej biła.

Po tym opatuliła ją w szlafrok, przesadziła do kuchni, posadziła przy stole. Zaparzywszy herbatę, rozlała do filiżanek i przesunęła w stronę Anieli cukierki i ciastka. A ona choćby na słodycze nie spojrzała, nieoczekiwanie spytała:

A jak było u ciebie pierwszy raz?

Co, pierwszy raz?!

No, z facetem Aniela się zaczerwieniła.

Nie pamiętam

Nie kłam. Przecież byłaś długo mężatką, no a ten twój Nikodem się kręcił

Kręcił się. Po rozwodzie ze dwa miesiące, potem znalazł młodszą. Nie ma czego zazdrościć! prychnęła Weronika.

A ja się Aleksem podobam pochwaliła się Aniela. Tak na mnie patrzy!

Bruneci lubią blondynki, nie rozmyślaj. Ruszysz serce i potem cierp!

No to jak było?

Wcale. Nie chcę o tym mówić. Pij herbatę i idź spać bledziutka jesteś!

Aniela milczała, a Weronika zorientowała się, iż padła ofiarą tego samego stanu, od którego ją ostatnio chroniła. I będzie tak już tkwić. Sprawnie umywszy naczynia, zebrała się i od progu rzuciła:

Zamknę drzwi, jutro w południe przyjdę. Co przynieść z zakupów?

Sama wiesz burknęła Aniela i zamknęła oczy.

To porządnie śpij, jutro generalna!

Aniela nie odpowiedziała.

O, do czego te tańce prowadzą! rzuciła Weronika na głos, prawie mówiąc: Tak można zgłupieć, ale powstrzymała się.

Na zewnątrz pomyślała: Trzeba jej kogoś znaleźć. To tylko się wydaje, iż są bezradne. Sama mi Nikodema wytykała! Po co jej opowiadałam!

Gdy Weronika odeszła, Aniela pożałowała swoich słów. Przecież nie kosztowałoby jej to nic wysłuchać. Komu opowiedzieć o tym bałaganie w duszy? Szkoda, iż nie umiem pisać wierszy, napisałabym coś z głębi serca! myśli Aniela, łzy napływają, wdycha głęboko, ale powietrza brakuje. Wypędza z głowy Aleksego, ale on sam powraca: ciemne, starannie przystrzyżone włosy, oczy jak studnie. I jego silne, sprężyste dłonie. Na pierwszych próbach bardzo bała się wpaść, kręcąc się w rytm walca, potem zrozumiała, iż z Aleksem nie czuła lęku. Dodało jej to odwagi, no i coraz częściej słyszała pochwały. Brawo! rzucała choreografka, co bardzo Anieli pasowało.

Sama czuła coraz więcej. Tańczyła prawie bez myślenia, automatycznie. Przywykła do Aleksego, do Weroniki na widowni, choćby do elektryka w jaskrawo-pomarańczowym kombinezonie, który ciągle coś naprawiał za sceną.

Myśląc o jutrzejszej generalnej próbie, zaczęła się martwić: uda się czy nie? Ale bardziej martwiła się, co będzie potem, po koncercie. Czy kiedykolwiek spotka się z Aleksem naprawdę, czy jej będzie dane, jak zwyczajnym kobietom, zaprosić go do siebie, przed wszystkimi sąsiadami, by było widać, iż ma mężczyznę. A może tylko tyle szczęścia pozostanie próby i koncerty. Trzeba się więc postarać, żeby jutro wszystko poszło idealnie, żeby wołali ją dalej.

Rano rozłożyła na tapczanie koncertową suknię, sprawdziła szwy a nuż gdzieś puściły! Ciemnofioletowa, zdobiona cekinami i kryształkami, jedwabna, migotliwa, jak żywa wysuwała się z rąk. Wyobrażała sobie z daleka, jak będzie wyglądać w blasku reflektorów Dalsze scenariusze jej przerażały. Najważniejsze słuchać muzyki, patrzeć na Aleksego i nie ominąć żadnego ruchu, nie zepsuć całości, żeby później nikt nie rzucił: Po niej się nie spodziewajcie

Marzenia przerwało grzechotanie klucza.

No, gwiazda, gotowa do generalnej? ironicznie zawołała Weronika.

Chyba tak ale boję się!

To dobrze. Boisz się znaczy nie drewno jesteś. Zabieramy się!

Szykowały się długo, zadzwoniły wcześniej po wiecznie marudnego kierowcę, by Aniela mogła się spokojnie przebrać w suknię przed próbą. I tak skrępowanie przyszło kiedy przybyli do domu kultury, zdawało się jej, iż wszyscy patrzą na nią i Aleksego w eleganckim garniturze z muchą, przy jakiejś kobiecie.

Za kulisami, podczas przygotowań, Aleksy podjechał, pocałował Anielę w policzek i powiedział:

Nie przejmuj się, będzie dobrze!

Kiwnęła, nie myśląc o słowach, czując gorąco na policzku, które chciała zgasić dłonią. Nagle ktoś dotknął jej ramienia otworzyła oczy i ujrzała partnerkę Aleksego, wspierającą się na lasce.

Proszę się nie martwić, wszystko się uda szepnęła nieznajoma.

Kim pani jest? spytała Aniela, ledwie oddychając, przeczuwała, iż ta kobieta nie pojawiła się tu przez przypadek.

Aleksy, jakby czytał w myślach:

Anielo, poznaj to moja żona, Sylwia…

Aniela skłoniła głowę, ujrzała na prawej ręce Aleksego obrączkę, choć nigdy wcześniej jej nie miał! Po tych słowach, po obrączce wszystko się rozpadło, jakby żadnych nadziei nigdy nie było. Zabrakło jej powietrza, świat zachwiał się pod stopami

Ocknęła się kilka minut później, rozglądając się sennie na boki, znów osunęła się bezradnie.

Z Fedutowską co się dzieje? zaskrzypiała przerażona i rozdrażniona Małgorzata Józefowicz, zwykle troskliwa, teraz strasznie przypominała wyschnięte strączki.

Musi wrócić do domu! zdecydowała Weronika. Wyczerpała się, przecież widać!

Lekarza jej, nie domu! Doprowadźcie ją do sceny. Nie ćwiczyliśmy pół roku na darmo!

Czy to przez słowa, czy własną siłę, Aniela otworzyła oczy, ale nie chciała patrzeć na nikogo, na wszystkie pytania odpowiadała milczeniem. W autobusie mruknęła przed blokiem do Weroniki:

Gdzie Aleksy?

Został na próbie. Wystąpi w starym układzie. Ty jak szkólna panienka się rozkleiłaś. Nie martw się, wyjdzie na dobre. Po co ci te fantazje? Ksiądz Łukasz miał rację! wyliczała niemal gniewnie Weronika.

Aniela poczuła żal.

Kierowca i Weronika pomogli jej wrócić do domu, w sukni koncertowej rzuciła się na łóżko.

No to się najeździłaś?! roześmiał się kierowca, pierwszy raz w życiu.

Dobrze, dobrze najeździłyśmy się, szczęścia życzyć i w dyby! pogoniła go Weronika i sama usiadła przy Anieli. Może teraz powiesz, co się adekwatnie stało? spojrzała jej w oczy.

Aniela zareagowała dopiero po czasie. Wypłakana, powiedziała wyraźnie:

Aleksy ma żonę

Weronika prawie wybuchnęła śmiechem, sądziła, iż to coś poważniejszego.

Planowałaś sobie z nim życie, tak? Rozmarzyłaś się jak dzieciak?

Nie twoja sprawa, idź!

Weronika chciała posiedzieć, ale Aniela powtórzyła:

Idź i nigdy nie wracaj! Poradzę sobie bez ciebie! Jesteś złą Czumą!

Gdyby Aniela powiedziała to ostrzej, może Weronika by się obraziła. Ale mimo wszystko, nie mogła. Przez tyle lat dobrze znała podopieczną i rozumiała ją lepiej niż ona siebie. Mimowolnie zabolały ją te słowa, ale czyżby naprawdę złudzenia miłosne mogły doprowadzić do takiego rozłamu? Przecież nikt nie będzie się nią tak troszczyć inne opiekunki zrobią zakupy, trochę posprzątają i pójdą. A Weronika choćby w weekendy spędzała z nią czas, gotowała, prała. Nocowała. A tu nagle zła i Czuma

No pięknie, Anielo z goryczą westchnęła Weronika.

Choć wychodziła spokojnie, ledwo stała na nogach. Poproszę jutro o zwolnienie z tej roboty, a może w ogóle odejdę z opieki przecież mogę wrócić do przedszkola, kiedyś byłam nianią tam nikt mi nie mówił Czuma!

W domu Weronika chciała zrobić kolację, ale zabrakło jej sił wypiła tylko herbatę z ciastkiem i padła na kanapę. Przecież się napracowała na tej próbie Zasypiała, a wciąż myślała o Anieli: Pobądź sama kilka dni, zobaczysz, jaka to radość!.

Zasnęła naprawdę. Obudził ją telefon wieczorem. Dzwonił ksiądz Łukasz. Weroniko, przyjeżdżaj pilnie do Anieli. Trzeba ją odprowadzić do szpitala…

Aż zaniemówiła. Przypomniało się jej, iż zapomniała zamknąć mieszkania. Coś musiało się stać Wybiegła z domu. Po drodze, mijając karetkę, pomyślała: Nie ona? Pod blokiem stały radiowóz, ksiądz, sąsiadki.

Co z Anielą? zapytała Weronika.

Wygląda na zatrucie szepnął ksiądz. Dzwoniła, mówiła, iż źle się czuje i prosiła przyjechać. Leżała nieprzytomna, obok tabletki Zadzwoniłem po karetkę, policję.

Podeszła do nich policjantka o czarnych brwiach w ciasnym mundurze.

Kim pani jest?

Opiekunka pracownik socjalny. Co z nią?

Chciała się zabić!

Z jakiego powodu? Przecież żyje jak anioł!

Ktoś ją do tego doprowadził. Sprawdzimy Ma pani klucze?

Mam

To zapraszam. Trzeba wyłączyć prąd, lodówkę, zamknąć drzwi i pójść do komisariatu na wyjaśnienia.

Przecież przed godziną była zdrowa.

Widocznie nie do końca. Dopiero porównamy pani relację z jej wyjaśnieniami, jeżeli przeżyje.

Jak można takie rzeczy mówić?!

Weszli do mieszkania z sąsiadkami jako świadkami.

Lodówkę też odłączyć kazała policjantka.

Ale produkty się zepsują! oburzyła się Weronika.

Na balkon wynieść.

Przeniosła żywność, znalazła przy okazji telefon.

Mogę jej odnieść komórkę?

Zostawić wszystko.

Weronika wykonała polecenia. Potem zaplombowano drzwi, pojechała na komisariat, ledwo podziękowawszy księdzu Łukaszowi. Po przeczytaniu zeznań mundurowa tylko uśmiechnęła się krzywo:

Od nieszczęśliwej miłości? Nic nam do tego, proszę iść do domu.

Zamiast do domu, wzięła taksówkę do szpitala. W rejestracji zapytała o Anielę Fedutowską.

Ta z zatruciem? Dawali jej właśnie płukanie żołądka. Już odzyskała przytomność.

O, jak dobrze! Mogę ją zobaczyć?

Po szpitalu krąży grypa, więc przez trzy dni raczej nie. Do sali tylko najbliżsi.

Może siostrą jestem?

Przyjaciółką?

Tak

To dobrze. Myśleliśmy, iż nie ma bliskich.

Mogę przynieść jej wózek? Przecież jest niesprawna!

Szpital ma swoje, nie gniewaj się! Oto numer do informacji dzwoń, jak będą wypisywać.

Wróciła do domu spokojniejsza, choć poczuła chłód i pustkę nikogo nie było. choćby zadzwonić do kogoś nie miała. Wpatrzona w milczący telefon, z trudem zasnęła. Rano przekazała w pracy, by Anieli nie oddawać innej opiekunce.

przez cały czas jest pod twoją opieką! zapewniła kierowniczka, wszystko już wiedząc.

Następne dni Weronika codziennie dzwoniła do szpitala, Aniela się nie odzywała. Czwartego dnia zadzwoniła do niej pielęgniarka:

Tu szpital, jestem siostrą Anieli Fedutowskiej. Prosiła, żeby pani przyszła pod okno. Sama nie może rozmawiać, ale na drugim piętrze, trzecie okno z lewej. Czeka w samo południe.

Dziękuję! Co można jej przynieść?

Nic, szpital zamknięty na grypę.

choćby kwiatów? Przecież był Dzień Kobiet!

Nic a nic! rozcięła rozmowę na sylaby.

Po odwiedzinach u dwóch podopiecznych, Weronika pobiegła pod szpital. Co chwilę zerkała w to okno. W końcu pojawiła się Aniela, blada, zmizerniała, ale oczy błyszczały pogodnie. Machaniem rąk chciała coś przekazać, usta układały się w słowa, których nie dało się usłyszeć przez podwójne szyby. Po minucie Aniela pokazała kartkę z wielkimi literami: PRZEPRASZAM. Weronika wymachiwała rękami, krzywiła się, iż nie ma co wybaczać, ale euforia przepełniła jej serce. Jakaś iskierka dawnych, zwyczajnych rzeczy jakby wróciła! Pokazała gestem, by Aniela zadzwoniła, pożegnała ją i odeszła.

Wiosenne słońce wylewało się na popękany jeszcze śnieg. Blask odbity od szyldów, domów i parkowych ławkach rozgrzał nie tylko trawniki, ale i serce Weroniki. Poczuła przypływ świeżości, niespodziewaną ulgę na myśl: Nie ma już powodu się smucić!. Łzy, które przyszły z radości, sprawiły, iż ponownie pomyślała o Anieli i wymazała w myślach wszystkie złe słowa. Co za uparta dziewczyna! myślała, a w głowie jej rozbrzmiewały surrealistyczne echa z tego dziwacznego, nocnego snu, gdzie mleko rozlewało się po dywanie, a wszyscy bohaterowie tańczyli do obłędnej, cichej muzyki.

Idź do oryginalnego materiału