Szkandela / floriankonrad

publixo.com 2 godzin temu


wraz ze wzrostem temperatury
kąt postrzegania rozszerza się i w oku,
co jest jak kula gorącej tkaniny, zostaje
wytworzony obraz. wojny. stawiam czoła trudnym
do zdefiniowania wrogom, daję odpór.

nagle przyplątuje się przerażony chudoadiutant,
krzyczy z przerażeniem, iż markietankę zabiło,
markietankę zabiło! lecę cały w nerwach. leży.

krew na chlebie i w nim, czerwień wżarta
głęboko w świetliste bochny. okruchy
w odłamkach, paznokcie i włosy na skórce.

z zamkniętymi oczami wskakuję w głąb leju.
próbuję nie myśleć o tym, co jem.

następny obraz: supermarket, dział mięsny.
nie wiem, co brała pracownica, jaki drag
wywołał u niej niepowstrzymywalne chichotki.

śmiech jest perlisty, odchlastane tasakiem
palce – niczym (tak mi się, głupio skojarzyły)...
niedopałki papierosów, które jakiś maniak
palenia wciągnął w głąb płuc. i wykasłał.

podbiegam do nie kontaktującej zdragowczyni,
próbuję dokleić, wcisnąć jej utracone fragmenty
ciała. nie trafiam we adekwatne miejsca.
palce w nozdrzach, jeden w uchu,
dwa pod wargami.

straszne wizje. próba opisania bólu, jaki
jest moim udziałem, gdy próbuję scalić na siłę,
po szczeniacku i bez wyczucia.

wybaczaj mi te nieudolne próby.
tak bardzo cię kocham, Dostarczycielko.
Idź do oryginalnego materiału