Szedł chwiejnym krokiem przez nocną Warszawę, po solidnej dawce alkoholu. Gdzie go poniosło? Niespecjalnie go to obchodziło – przecież to jego miasto, nogi same zaprowadzą go do domu. Teraz miał ważniejsze zajęcie: filozofował na głos.

naszkraj.online 14 godzin temu
Szedł chwiejnym krokiem przez nocne ulice Warszawy, burzliwie zatopiony w oparach alkoholu i tańczących świateł latarni. Nie zastanawiał się, dokąd niesie go miasto stolica, znajoma od podszewki, prowadziła jego nogi automatycznie w stronę domu. Miał w głowie sprawę pilniejszą: jego własną filozofię życia, szeptaną do pustych alei. Dlaczego, no dlaczego mam takie życie? mruknął pod […]
Idź do oryginalnego materiału