Szczęśliwe kobiety zawsze wyglądają rewelacyjnie Lila ciężko przeżywała zdradę męża. W wieku czterd…

twojacena.pl 1 dzień temu

Szczęśliwe kobiety zawsze wyglądają pięknie

Lidka czuła się jak rozbita filiżanka w opustoszałej kawiarni. Zdrada męża spadła na nią niczym poranny śnieg w maju nieoczekiwanie i dziwnie nierealnie. Miała czterdzieści lat, córka studiowała w innym mieście, w Poznaniu, a Roman dwa miesiące temu, wróciwszy z pracy, powiedział:

Odchodzę. Zakochałem się.

Ale jak to? W kim? zapytała roztrzęsiona Lidka.

Roman odpowiedział tak zwyczajnie, jakby mówił o kupieniu chleba w Żabce:

No, tak jak faceci odchodzą od żon. W innej znalazłem spokój, z nią zapominam o wszystkim. Nie przekonuj mnie, wszystko już ustalone.

Błyskawicznie zebrał swoje rzeczy choć, jak potem Lidka analizowała, robił to stopniowo, odkładając skarpetki i koszulki do torby przez kilka dni. Tego dnia wrzucał je chaotycznie i trzasnął drzwiami na odchodne, zostawiając za sobą ciszę.

Lidka długo płakała. Wydawało się, iż świat zgasł; poranki nie różniły się od nocnych godzin. Nie chciała nikogo widzieć. Telefon dzwonił; córka, koleżanka, dzwoniła choćby sąsiadka z parteru. Lidka odpowiadała półsłówkami, gwałtownie rozłączając się. W pracy, w biurze rachunkowym na Śródmieściu, wszyscy patrzyli na nią z litością lub z ukrytym grymasem.

Cicho marzyła: Może Roman się znudzi tamtą? Może wróci, a ja wybaczę? Przecież go kocham…

W sobotę Lidka obudziła się wcześnie, jak zwykle, ale nie miała siły wstać. Leżała nieruchomo, obserwując przebijające się przez firanki światło, trochę jak w filmie Kieślowskiego. O jedenastej telefon znów zadzwonił.

Po co komuś dzwonić z samego rana… nikogo nie chcę słuchać pomyślała. Rzuciła okiem na numer obcy. A może to Roman? Może zgubił telefon, zmienił numer taka myśl przyszła jak ulotny wiatr. Może chce wrócić?

Telefon znów zadźwięczał, tym razem głośniej.

Halo? rzuciła z odrobiną gniewu.

Cześć! odezwał się radosny, kobiecy głos.

Słucham? Kto mówi? spytała Lidka zmęczonym tonem.

Lidka, poznajesz mnie? Stare przyjaciółki się nie zapomina! To ja, Weronika.

Wzdychając, Lidka poczuła zawód liczyła na głos Romana.

I co z tego… mruknęła.

Lidka, wszystko w porządku?

Nie bardzo odpowiedziała, rozłączając się. Łzy leciały strumieniem po policzkach, jakby ktoś odkręcił kran.

Usiadła na kanapie, próbowała złapać oddech. Po chwili ktoś zadzwonił do drzwi. Nadzieja znów rwała ją do góry jak unoszące się liście.

Może Roman się opamiętał? pomyślała, idąc otworzyć.

W progu stała piękna kobieta elegancka, z mocną szminką, w stylowej kurtce. Dopiero po chwili Lidka rozpoznała dawną przyjaciółkę ze szkoły, Weronikę.

Weronika była pełna energii, pachniała drogimi perfumami, jakby przeszła przez korytarze paryskich butików. Po maturze wyjechała na studia do Warszawy, a od tamtej pory widziały się tylko raz, piętnaście lat temu. Kiedyś razem chodziły na potańcówki do klubu Pod Pegazem i dzieliły się sekretami przy drożdżówkach w szkolnej stołówce.

Werka, jak ekstra wyglądasz wymsknęło się Lidce.

Zawsze tak wyglądałam, tylko ty… uśmiechnęła się i obrzuciła ją krytycznym spojrzeniem. Wpuścisz mnie? Albo nie?

Wchodź machnęła Lidka, choć niechętnie.

Weronika weszła od razu do kuchni. Wyjęła z torby butelkę czerwonego hiszpańskiego wina, tort czekoladowy i kilka pomarańczy.

Dawaj kieliszki! Trzeba uczcić spotkanie, chyba wieki się nie widziałyśmy! trajkotała Weronika, a Lidka ukroiła kawałki tortu i postawiła kieliszki na stole.

Weronika nalała wino, podniosła kieliszek:

Za naszą przyjaźń! i wypiła duszkiem. Lidka spojrzała na nią i również wychyliła kieliszek.

Po drugim kieliszku Lidka poczuła przypływ uczuć chciała wszystko wyznać. Weronika słuchała nie przerywając, aż wreszcie wzruszyła ramionami.

Lidka, myślałam, iż u ciebie jakaś prawdziwa tragedia.

To nie tragedia? Ty nie zrozumiesz, nie zostałaś porzucona przez męża jęknęła Lidka.

A gdzie tam! Mąż mnie nie rzucał, to ja rzuciłam jego, gdy dowiedziałam się o romansie z młodszą panienką. Od razu papiery rozwodowe! Myślał, iż mu się upiecze…

Ciebie to chyba nie bolało?

Bolało, ale nie zniosę, gdy ktoś mnie krzywdzi. Miłość przestaje być miłością, gdy ktoś zdradza tłumaczyła Weronika.

Boże, Werka, u ciebie wszystko proste.

Ty od zawsze komplikowałaś! Gdzie twoja córka?

W Poznaniu, studiuje, mieszka u ciotki.

Rozumiem. A twój Roman zostawił ciebie i dziecko, a ty jeszcze za nim tęsknisz?

Kocham go…

Dość tego, Lidka. Musimy coś z tym zrobić. Żadne leki nie pomogą, tylko polskie tradycyjne sposoby: fryzjer, zakupy, nowy romans.

Oj, Werka…

Zbieraj się! Jedziemy do Centrum Handlowego Arkadia, potem na fryzjera. Pytam: masz jakąś kasę, zaskórniaki?

No mam… Zbieraliśmy z Romanem na nowy samochód.

Roman niech się cieszy starą furą. Ty się rozwiedź i nie patrz za siebie. A, i jeżeli chcesz, możemy powalczyć o połowę auta!

Niech się dławi, nie potrzebuję stwierdziła Lidka nagle. Werka, ty wróciłaś na stałe do Krakowa? Nic nie mówisz.

Na stałe, Warszawa mnie zmęczyła… A teraz wyłaź z tych dresów, robimy marsz po sklepach! Zapomniałabym, dzwoniła Róża Piotrowska za tydzień mamy zlot klasowy. Idziemy razem. Zjawi się większość i, co najważniejsze, paru naszych facetów już po rozwodzie! Pamiętasz, jak Witek za tobą latał od siódmej klasy?

Matko, Werka, komu ja potrzebna, stara szkapa.

Przestań! Kobieta musi kochać siebie. Zrobimy z ciebie młodą klacz Weronika śmiała się, wychodząc z mieszkania. A znasz moją ciotkę Kasię, mieszka niedaleko twojej mamy? Wychodzi piąty raz za mąż, nie wie który kawaler wybrać.

Wieczorem Lidka patrzyła w lustro i prawie siebie nie rozpoznawała.

Ale przemiana! szeptała. Nowy kolor włosów, śmiałe cięcie, twarz promienna. Dzięki Weronice wyszła z marazmu. Inaczej zgniłaby w tej kawalerce.

Spotkanie klasowe odbyło się w kawiarni „Pod Aniołem”. Większość starych znajomych się pojawiła. Lidki nie poznawano, a Witek, dziś elegancki przedsiębiorca, wpatrywał się w nią z uznaniem.

Lidka, nie poznałem! Piękna jesteś, jeszcze piękniejsza niż w szkole. Zawsze cię lubiłem, choć wolałaś Romana. A gdzie on?

Nie ma go, rzucił mnie odpowiedziała lekko.

Takie kobiety się nie rzuca! Witek był szczerze zadziwiony.

Jednak można… Ale to na lepsze.

Ja też jestem dwa lata po rozwodzie. Żyliśmy dobrze, syn dorosły, firma się kręci. Ale biznes podupadł na rok, żona nazwała mnie nieudacznikiem i przeszła do młodszego. Ja się podniosłem i mam lepsze wyniki niż kiedykolwiek.

Po dwóch miesiącach Lidka spacerowała z Witkiem pod rękę po krakowskich Plantach po teatrze, zanurzona w wieczornym świetle. Nagle zobaczyła Romana wychudzony, sam, szedł zamyślony.

Czyżby ta nowa go nie karmiła? pomyślała.

Roman spojrzał niepewnie, nie od razu ją rozpoznając. Przeszli obok siebie, a potem padło:

Lidka?

Obróciła się, uśmiechając. Przedstawiła Witka:

Roman, to mój były mąż, nie poznajesz go? powiedziała do Witka.

Nie, nie poznaję odpowiedział Witek. A ja jestem przyszły mąż Lidki.

Roman opadł z wrażenia. Lidka sama była zaskoczona taką deklaracją; przecież Witek jeszcze nic nie proponował.

Jak się masz? zagaiła wesoło.

W porządku… Ty tak się zmieniłaś! Wyglądasz… rewelacyjnie.

Uśmiechnęła się szeroko, mocniej ściskając dłoń Witka.

Bo szczęśliwe kobiety zawsze wyglądają pięknie.

Czyli u ciebie dobrze? bąknął Roman.

Oczywiście. A będzie jeszcze lepiej odwróciła się, idąc z Witkiem dalej, czując wytrawny, palący wzrok Romana na plecach, który rozpływał się jak słodka kawa pośród nocnego gwaru miasta.

Idź do oryginalnego materiału