Szanghaj – najbardziej spektakularny dowód chińskiego sukcesu

tygodnikprzeglad.pl 7 godzin temu

Nie jestem człowiekiem wielkich metropolii. Z natury ciągnęło mnie zawsze raczej ku rzekom, dżunglom, pustyniom, ku przestrzeniom zmuszającym do mierzenia się z naturą, samotnością i własną słabością. Wielkie miasta często mnie męczą. Czuję się w nich, jakby ktoś odebrał światu horyzont, zastąpił go betonem, szkłem i reklamą, a potem kazał ludziom zachwycać się tym technologicznym triumfem. A jednak z Szanghajem stało się inaczej. To miasto, mimo całej swojej nieludzkiej skali, wciągnęło mnie bez reszty. Może dlatego, iż widziałem je wiele razy, nie z perspektywy przypadkowego turysty, ale jako ktoś, kto wracał tam regularnie, odwiedzając synów, obserwując zmiany z bliska, rok po roku, niemal warstwa po warstwie.

Szanghaj nie jest dla mnie pocztówką z Chin. Jest doświadczeniem. Miastem, które widziałem w ruchu, w gorączce, w szaleństwie budowy i ambicji. Kiedy po raz pierwszy patrzyłem na Pudong, po prawej stronie rzeki Huangpu, nie było tam jeszcze tego futurystycznego lasu wieżowców, który dziś stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych widoków współczesnego świata. Tam, gdzie wcześniej były pola ryżowe, skromne zabudowania i nabrzeża, wyrosło nowe centrum chińskiego kapitalizmu, szanghajski Manhattan, pokaz siły państwa, które postanowiło nadrobić stracone dziesięciolecia w tempie niewyobrażalnym dla Europy.

W dawnym tekście zapisałem, iż Pudong działa jak „pulsujące serce chińskiego biznesu” i iż trudno znaleźć gdzie indziej panoramę stali, betonu i szkła tak przytłaczającą swoją potęgą. Dzisiaj to zdanie wydaje mi się jeszcze bardziej aktualne.

Jeśli prawdą jest, iż dzień zaczyna się na Wschodzie, to w Szanghaju można odnieść wrażenie, iż tam zaczyna się również przyszłość. Nie ta wymarzona przez poetów, łagodna, humanistyczna i sprawiedliwa, ale przyszłość technologiczna, bezsenna, szybka, bezlitosna, uwodząca i zarazem niepokojąca. W 2024 r. produkt krajowy brutto Szanghaju osiągnął ok. 5,39 bln juanów, czyli ponad 740 mld dol., a gospodarka miasta wzrosła o 5%. To już nie jest tylko wielkie chińskie miasto. To organizm gospodarczy porównywalny z państwami.

Wieżowce obok starych enklaw, wykwintne restauracje obok ulicznych kramów, galerie sztuki w miejscach dawnych palarni opium.

W Szanghaju najlepiej rozumie się, iż Chiny nie awansowały na globalną scenę po cichu. One na nią wtargnęły. Z rozmachem, pewnością siebie i planem rozpisanym nie na kadencję parlamentu, ale na pokolenia. Tam, gdzie my w Europie przez lata dyskutujemy, konsultujemy, oprotestowujemy, poprawiamy, unieważniamy i zaczynamy od nowa, oni budują. Oczywiście cena tego tempa jest wysoka. Nie wolno jej przemilczać. Ale nie wolno

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Post Szanghaj – najbardziej spektakularny dowód chińskiego sukcesu pojawił się poraz pierwszy w Przegląd.

Idź do oryginalnego materiału