— Synu, dom będzie twój. Tylko zaopiekuj się chorą siostrą — szepnęła matka.
Każde słowo kosztowało ją wiele.
Choroba zabierała jej siły dzień po dniu.
Leżała wychudzona, prawie przezroczysta.
Jakub patrzył i nie poznawał matki.
Kiedyś była silna, pełna uśmiechu.
Teraz ledwo oddychała.
— Nie zostawiaj Zosi, synu. Obiecaj mi — powiedziała, ściskając jego dłoń.
Skąd w niej tyle siły, zdziwił się Jakub.
Spojrzał na siostrę siedzącą w kącie pokoju.
Zosia miała ponad czterdzieści lat.
Bawiła się lalką, nucąc coś pod nosem.
Uśmiechała się, jakby nic się nie działo.
Jakub miał dobre życie, firmę, dom nad Wisłą.
Ale w tym życiu nie było miejsca dla siostry.
Jego żona, Kinga, nazywała ją „wariatem”.
Dzieci bały się jej dziwnych zachowań.
— Mam rodzinę, Zosia tam nie pasuje — mruknął Jakub.
— Dom ojca będzie twój. Dla Zosi zostawiłam mieszkanie — powiedziała matka.
— Skąd pieniądze? — zapytał zdziwiony.
— Opiekowałam się starą nauczycielką. Zapisała mi mieszkanie. Oddałam je Zosi. Ty tylko jej pilnuj.
Tej samej nocy matka zmarła.
Zosia nie rozumiała, co się stało.
Jakub zabrał ją do siebie i zaczął remont w jej mieszkaniu.
— Po co jej tak duże lokum? Niech mieszka z nami. Tam wynajmiemy komuś — powiedział do żony.
Kinga z początku się zgodziła.
Zosia nie sprawiała kłopotów.
Bawiła się lalkami, przeglądała szafę, uśmiechała się do siebie.
Ale jej inność drażniła Kingę.
— Dziś spokojna, a jutro? — szepnęła do męża.
— Poczekaj trochę — prosił Jakub.
Pół roku później przepisał na siebie dom i mieszkanie siostry.
Zosia podpisała dokumenty, nie wiedząc, co podpisuje.
Od tamtej chwili jej życie zmieniło się w koszmar.
Gdy Jakub pracował, Kinga znęcała się nad Zosią.
Zamykała ją w pokoju, nie wypuszczała na dwór.
Czasem stawiała przed nią miskę z karmą dla kota.
Pewnego dnia uderzyła ją w twarz.
Zosia tak się przestraszyła, iż się posikała.
— Jeszcze sikasz się jak dziecko?! Wynoś się! — krzyknęła Kinga.
Spakowała jej rzeczy do worka i wyrzuciła za bramę.
— Gdzie Zosia? — zapytał Jakub wieczorem.
— Poszła sobie. Obsikała się, zrugałam ją, uciekła. Nie będę za nią biegać.
Jakub zamilkł, patrząc w sufit.
— No cóż, skoro poszła… — powiedział w końcu.
Noc była długa.
Śniła mu się matka w drewnianej trumnie.
„Prosiłam cię, synu” — powtarzała, grożąc palcem.
Ten sen wracał co tydzień.
Po dwóch miesiącach Jakub zadzwonił do chrzestnej, Hanny.
— Sumienie cię gryzie, Kubuś? Znalazłam Zosię przestraszoną i głodną. Mieszka teraz u mnie. Ty żyj z tym, co zrobiłeś.
Jakub odłożył słuchawkę, czując ulgę, iż siostra żyje.
Ale wstydu już nic nie zmyło.











