Bliźniaki?! wyrwało się Marii Zbigniewowej.
Kobieta bardzo starała się ukryć swoje niezadowolenie, ale szło jej to raczej opornie. Jagoda doskonale wiedziała, iż po teściowej nie można spodziewać się choćby odrobiny szczerości. Nigdy jej nie lubiła, ciągle uważała, iż jej syn zasługuje na kogoś lepszego. Inni, zupełnie przeciwnie, powtarzali, iż to właśnie Michał miał szczęście, trafiając na kogoś takiego jak Jagoda.
Jagoda była ciepłą, wykształconą dziewczyną, po dwudziestce trzeciej ukończyła ekonomię na Uniwersytecie Jagiellońskim, a potem złapała dobrą pracę w sieci prywatnych przychodni w Krakowie. Pochodziła z Nowego Sącza, gdzie jej ojciec zarządzał firmą, a mama wykładała na miejscowej uczelni. Nie można było powiedzieć, iż była niewyedukowana czy źle wychowana. Jednak Maria Zbigniewowa i tak uważała ją za prostaczkę.
No to gratuluję wymamrotała przez zęby. Dwa razy więcej szczęścia, proszę bardzo!
Tyle iż szczęścia Marii nie było wcale w planach. Ciąża Jagody była bardzo trudna, na początku była zagrożona poronieniem, potem groził przedwczesny poród. Jagoda często trafiała do szpitala, leżała wiele tygodni na podtrzymaniu. Michał odwiedzał ją niemal codziennie, ale jego mama, mieszkająca dwie ulice dalej, nigdy choćby nie pofatygowała się do szpitala.
Na odbiór ze szpitala bliźniaczek Maria również się nie pojawiła. I choć Michał ją zapraszał, przez pierwsze czterdzieści dni nie zajrzała do wnuczek ani razu.
Tak nie wypada! A jak przyniosę wirusa?! Najpierw niech dzieci się wzmocnią, wtedy przyjdzie czas na poznanie babci.
Bliźniaczki miały już trzy miesiące, kiedy Jagoda przypadkiem natknęła się na teściową pod sklepem. Maria spojrzała na nią z wymuszonym uśmiechem i zapytała:
I jak się macie, dziewczynki?
Jagoda odpowiedziała szczerze:
Chodzimy na spacery. Wózek duży, ale coś za coś świeże powietrze to podstawa!
Maria skinęła głową, już miała odchodzić, aż tu nagle zauważyła dawno niewidzianą znajomą. Kobieta, pani Wiesia, podbiegła z szerokim uśmiechem:
Marysiu! To twoje wnuczki?
Tak, Wiesiu Moje największe skarby!
Jagoda ją znała, przywitała się nieśmiało.
Dwie na raz? Jagódko, jak ty dajesz radę? Taka drobniutka
Jagoda to bohaterka! dorzuciła od razu Maria Zbigniewowa.
Jagoda spojrzała zaskoczona na teściową. Jeszcze chwilę temu chciała od nich uciekać, teraz odgrywała rolę czułej babci jak przed kamerami.
Pani Wiesia i Maria paplały jeszcze chwilkę, a Jagoda usłyszała urywki o bliźniętach, szczęściu, o tym, iż radzi sobie świetnie i iż teściowa pomaga, aż Jagoda nie mogła się powstrzymać od śmiechu w duchu. O swoim życiu dowiedziała się tylu nowości, iż choćby nie próbowała przerwać. Wreszcie Wiesia przypomniała sobie, iż spieszy się do banku.
Lecę, kochani! Dbajcie o siebie!
Maria zaczekała pół minuty, aż koleżanka zniknie, po czym od razu zrzedła jej mina. Oschle pożegnała synową i odeszła bez słowa.
Wieczorem Jagoda opowiedziała Michałowi całą sytuację. Wzruszył ramionami.
Jaga, to przecież moja matka. Co się dziwisz? Z nami też nie miała czasu, za to całe życie bajki rozpowiadała Wedle niej to niby razem odrabialiśmy lekcje do północy, a tak naprawdę oglądała seriale, a do moich zeszytów choćby nie zaglądała. Z Lenką też spędzała godziny na spacerach, ale to ja prowadzałem siostrę, a ona malowała paznokcie. Nie przejmuj się, Jaga, proszę cię!
Jagoda słyszała to już setki razy, a i tak nie mogła się nadziwić, iż jest częścią takich dziwactw.
***
Minęły lata, a stosunek Marii do dzieci i wnuków się nie zmieniał. Pewnego dnia jednak zdarzył się wypadek teściowa wychodząc z taksówki poślizgnęła się i złamała nogę. Wpadła na genialny pomysł.
Zamieszkam u was na trochę! obwieściła Jagodzie i Michałowi.
Małżeństwo tylko na siebie spojrzało. Oboje wiedzieli, czym się to skończy, ale odmówić nie umieli.
W ich domu zapanował chaos. Przeprowadzili się z Michałem do pokoju dzieci ich sypialnię zajęła Maria. Stała się ich trzecim dzieckiem: trzeba było gotować, sprzątać po niej, pomagać jej się myć, chodzić po zakupy.
Bliźniaczki miały wtedy dwa i pół roku. Jagoda próbowała wrócić do pracy choćby na pół etatu, więc dziewczynki zapisano do przedszkola. Każdego ranka oboje z mężem zmagali się z córkami, które płakały i opierały się wyciągnięciu z łóżek.
Pewnego ranka, tuż przed wyjściem, zadzwonił telefon Michała:
Mamo?! Po co dzwonisz, skoro leżysz w pokoju obok!
Nie mogę wstać, nogę mam złamaną
Masz przecież kulę!
Daj spokój, Michał! By powiedzieć, co chcę, nie muszę wstawać!
No to mów
Nie podoba mi się, jak hałasujecie rano! Drzwi trzaskają, dzieciaki wrzeszczą, ja nie mogę spać w tym harmidrze!
Michał zzieleniał. Podszedł, otworzył drzwi sypialni i zawołał:
To zostawimy ci dzieci, będziesz miała święty spokój, co?
Maria zamilkła z przerażeniem. Niedługo potem wyprowadziła się sama, nie czekała choćby na zdjęcie gipsu. Michał się nie przejął, a Jagodę męczyły wyrzuty sumienia. Nie chciała, by mąż pokłócił się z matką, ale co miała zrobić?
***
W piątki Jagoda zwykle pracowała do południa. Odbierała dziewczynki, kupowały drożdżówki i oglądały na projektorze jakąś bajkę. Tak było i tym razem rozłożyła poduchy, przygotowała kino domowe. Nagle zadzwonił dzwonek.
Otworzyła. Na progu stała Maria, trzymając za rękę wnuka Franka, syna Lenki.
Coś się stało? spytała Jagoda.
Lenka zostawiła mi go na parę godzin, ale ja muszę pilnie załatwić sprawy! Posiedź z nim, proszę, półtorej godzinki!
Jagoda się zawahała. Franek był pół roku młodszy od dziewczynek i spokojny, więc tylko kucnęła i się uśmiechnęła.
Franek, zostaniesz z nami?
Chłopiec kiwnął głową. Jagoda choćby nie zdążyła zapytać, kiedy wróci Maria już jechała windą.
Na kiedy pani wraca?
Maksymalnie za dwie godziny!
Nie pożegnała się ani z synową, ani z wnukiem.
***
Michał wrócił do domu o siódmej wieczorem. Zdziwił się na widok Franka jedzącego kotlety w kuchni.
Cześć, kolego! Skąd się tu wziąłeś? A gdzie Lenka?
Chłopiec posłał uśmiech wujkowi. Jagoda tylko westchnęła. Miała dość wiecznego bycia powodem rodzinnych kłótni, ale nie mogła nie opowiedzieć.
Przyniosła go twoja mama Na parę godzin. Wyszła załatwiać sprawy
A ta para godzin trwa ile?
Już prawie pięć
Jagoda spojrzała z niepokojem na męża.
To gdzie jest Lenka?
Nie pisałam do niej. Nie chciałam, żeby Maria miała nieprzyjemności przed córką w końcu LENKA zostawiła jej dziecko, nie mnie.
Michał aż się zagotował.
Jaga, za dobra jesteś To jest nienormalne! Ona powiedziała, gdzie idzie?
Jagoda pokręciła głową. Michał od razu zadzwonił do siostry. Lenka obiecała przyjechać najszybciej, jak się da.
***
Było pół do dziewiątej. Dzieci bawiły się w pokoju, a w kuchni Jagoda, Michał i Lenka naradzali się.
No co, będziemy czekać na mamę do nocy? Dzieci i tak trzeba już położyć
Jagoda, jeden dzień Niech dziś pójdą później spać, musimy to wyjaśnić.
W tej chwili rozległ się dzwonek do drzwi. Jagoda poszła otworzyć.
No, dobrze! Odbieram Franka! rzuciła Maria oschle.
Jagoda przełknęła ślinę, a za jej plecami pojawili się Lenka i Michał.
Mamo, masz sumienie?! zapytała Lenka.
Jak wy się zwracacie do matki?!
Mamo, nie zrzucaj winy na innych! To TOBIE powierzyłam Franka, nie Jagodzie! Co w ogóle robisz?!
Maria parsknęła śmiechem:
No i co z tego, Lenuś? Jagoda ma dwójkę doskonale sobie radzi z dziećmi. A ja miałam swoje sprawy!
Michał wyszedł z cienia.
Jakie znowu sprawy?! Dlaczego się nie pytasz, tylko narzucasz? Może ona też chciałaby iść do fryzjera, na paznokcie, cokolwiek?
O Jezu, a o co pytać?!
Michał się nie poddał:
Mamo, gdzie byłaś?
Teraz już Lenka wybuchła śmiechem.
Najpierw mama na bank do fryzjerki, rano była zupełnie inaczej ostrzyżona. Potem pewnie manicure rano miała czerwone paznokcie, teraz różowe!
Maria speszyła się, ale nie znalazła słowa.
choćby ci nie wstyd?! powtórzył Michał.
Milczała, patrząc kamiennym wzrokiem na dzieci.
Raz na ruski rok trzeba pomóc, a ty zrzucasz wszystko na moją Jagodę?! A może jej też należy się chwila dla siebie?!
Maria zaczerwieniła się, naburmuszyła i spróbowała wszystkich jeszcze poniżyć.
Błagam cię, Michał! Jaka fryzjerka? Jakie paznokcie? Ona zawsze była jak sierota z Pcimia Dolnego i zawsze taka będzie!
Na ułamek sekundy zapadła cisza, po czym rozległo się donośne:
Wynocha!
Michał chwycił matkę za ramię i jednym ruchem wyprowadził za drzwi. Zamknął je, wziął głęboki wdech i zobaczył łzy Jagody. Oboje z Lenką rzucili się ją pocieszać.
Jagodzie było przykro i bolało ją, co powiedziała Maria. Ale zrozumiała wtedy jasno, iż nie tylko ją teściowa tak traktuje choćby swoje dzieci miała daleko w tyle. To przyniosło ulgę i dowód, iż problem nie tkwi w niej.
Od tej pory kontakt z Marią zupełnie się urwał. Michał i Lenka czasem pomagali matce, gdy czegoś potrzebowała, ale Maria praktycznie nie uczestniczyła w życiu rodzinnym. Długo była obrażona, ale w końcu dała się udobruchać chęcią przebywania przy dzieciach, chociaż z wnukami nigdy faktycznie nie pomagała.
Tylko raz przeglądając komunikator Jagoda zobaczyła na zdjęciu profilowym Marii wszystkie trzy wnuki i podpis: Z okazji Dnia Babci gratulacje dla wszystkich, którym dane było wychować wnuki!. Jagoda gorzko się uśmiechnęła, za to wieczorem Lenka i Michał ponownie rozebrali mamę na czynniki pierwsze. Powinienem się może nie śmiać z ich żartów, ale powiem wam szczerze: trudno było się powstrzymać.
Patrząc na to wszystko, zrozumiałem z niektórymi ludźmi, bez względu na to ile oddasz z siebie, i tak nigdy nie zyskasz uznania. Trzeba nauczyć się dbać o swoje granice, bo własnego szczęścia nikt ci nie podaruje, jeżeli o nie nie zawalczysz sam.













