Synowa znosiła teściową, oto do czego to doprowadziło
Bliźniaczki?! wyrwało się Marii Antoninie.
Kobieta bardzo starała się ukryć swoje niezadowolenie, ale nigdy nie miała w tym wprawy. Aniela doskonale wiedziała, iż ze strony teściowej nie ma co liczyć na cieplejsze uczucia. Maria Antonina nigdy jej nie lubiła, uważała ją za niewłaściwą żonę dla swojego syna. Choć znajomi często podkreślali, iż to raczej jej Paweł był zbyt prosty dla takiej dziewczyny.
Aniela była miłą i dobrze wykształconą kobietą. W wieku dwudziestu trzech lat skończyła ekonomię na Uniwersytecie Warszawskim i całkiem dobrze sobie radziła, pracując w sieci prywatnych przychodni. Wprawdzie pochodziła z mniejszej miejscowości, ale jej ojciec zarządzał lokalnym zakładem, a matka wykładała na uczelni. Trudno było więc powiedzieć, by Aniela miała niedostateczne maniery czy wykształcenie. Jednak dla Marii Antoniny zawsze pozostawała „dziewczyną ze wsi”.
Gratuluję! Toż to szczęście! Podwójne szczęście! wymamrotała starsza kobieta.
Lecz uczestniczyć w tym szczęściu Maria Antonina nie zamierzała. Ciąża Anieli była bardzo trudna groziło jej poronienie. Później diagnoza zamieniła się w zagrożenie przedwczesnym porodem. Aniela ciągle leżała w szpitalu, na podtrzymaniu. Paweł przyjeżdżał niemal codziennie, natomiast jego matka, chociaż mieszkała zaledwie dwa przystanki autobusowe dalej, ani razu nie odwiedziła synowej.
Na wyjście ze szpitala dziewczynki także nie doczekały się babci. Maria Antonina nie pojawiła się, choć Paweł namawiał ją wielokrotnie, by przyszła choć na chwile.
To niedobrze! A jak przyniosę zarazki?! Jeszcze są zbyt słabe, jak podrosną, to poznam je z babcią.
Dziewczynki miały już trzy miesiące, gdy Aniela przypadkiem spotkała teściową pod sklepem. Maria Antonina przybrała uprzejmy uśmiech i z zaciśniętymi zębami zapytała:
No i jak tam, dziewczynki?
Aniela odparła z naturalną serdecznością:
Właśnie spacerujemy! Wózek ogromny, ale przecież na świeżym powietrzu dzieciom najlepiej!
Teściowa skinęła głową i już miała odejść, aż tu nagle zauważyła znajomą. Starsza pani machała ręką i podbiegła.
Marysiu! Dzień dobry! Boże, to twoje wnuczki?
Tak, Halinko… Całe moje bogactwo!
Aniela kojarzyła Halinę Pietrową. Nieśmiało skinęła jej głową.
Dwie naraz! Anielko, jak ty to udźwignęłaś? Taka filigranowa!
Aniela to nasza bohaterka! potwierdziła Maria Antonina.
Młoda mama patrzyła z niedowierzaniem na metamorfozę teściowej, która przecież jeszcze chwilę wcześniej gotowa była uciec od wnuczek. Teraz wkładała maskę serdecznej babci.
Halina i Maria Antonina rozmawiały, a Aniela słyszała tylko urywki zdań: iż bliźniaki to skarb; iż Aniela świetnie sobie radzi; iż Maria Antonina zawsze jest gotowa do pomocy… Tyle nowych informacji dowiedziała się o własnym życiu, iż trudno jej było otworzyć usta. W końcu Halina przypomniała sobie o swoich sprawach.
No, ja muszę już lecieć! Do banku, zanim zamkną! Trzymajcie się, dziewczyny!
Maria Antonina poczekała aż koleżanka zniknie za rogiem. Wtedy jej twarz znowu stężała. Krótko pożegnała się z synową i odeszła.
Wieczorem Aniela opowiedziała Pawłowi o całej sytuacji. On tylko wzruszył ramionami.
Aniela, przecież znasz moją mamę. Z nami też się nie zajmowała, za to przed rodziną i sąsiadami opowiadała, jakby była matką roku… Że niby uczyła mnie do nocnych godzin, a w rzeczywistości siedziała przy telewizorze albo malowała paznokcie. Że niby z moja siostrą Kasią spacerowała co dzień trzy godziny, a tak naprawdę sama się malowała, a ja siostrę woziłem do parku. Staraj się nie przejmować.
Aniela słyszała już te historie wielokrotnie, a mimo to wciąż zaskakiwało ją, gdy sama stawała się ich uczestniczką.
***
Mijały lata, a podejście Marii Antoniny do dzieci i wnuków nie zmieniało się ani trochę. Ale wtedy wydarzyło się nieszczęście schodząc z taksówki, Maria Antonina potknęła się i złamała nogę. Wnet wymyśliła genialny plan.
Zamieszkam z wami na jakiś czas! oznajmiła Anieli i Pawłowi.
Małżonkowie wymienili spojrzenia, oboje wiedzieli, jak to się skończy, ale nie mieli serca odmówić.
Od tego czasu zaczął się dla nich koszmar. Musieli się przeprowadzić do pokoju dzieci, bo sypialnię zajęła poszkodowana teściowa. Traktowała ich jak własnych lokatorów trzeba było gotować, sprzątać, pomagać się myć, a także codziennie biegać po zakupy.
Bliźniaczkom było dwa i pół roku. Aniela chciała wrócić do pracy, choćby na pół etatu, więc oddali dziewczynki do przedszkola. Każdego ranka Aniela i Paweł walczyli z buntującymi się córkami, których trzeba było wyciągać z ciepłych łóżek i wyprawiać w świat.
Pewnego ranka, tuż przed wyjściem, zadzwonił telefon Pawła.
Mamo?! Dlaczego dzwonisz z sąsiedniego pokoju?
Nie mogę wstać, mam złamaną nogę
Ale masz kulę
Synu, cicho! Mogę powiedzieć to, co muszę, leżąc!
No mów, szybciej…
Absolutnie nie odpowiada mi, iż poranki są takie hałaśliwe. Nie mogę spać, gdy wy dreptacie po mieszkaniu, trzaście drzwiami, a te dzieci nieustannie krzyczą!
Paweł poczerwieniał. Otworzył drzwi do sypialni i krzyknął:
To może zostawimy ci dziewczyny na cały dzień?! Będziesz miała spokój!
Maria Antonina zamilkła przerażona. Niedługo potem opuściła mieszkanie syna, choćby nie czekając aż zdejmą jej gips. Paweł nie żałował, Anielę jednak dręczyły wyrzuty sumienia. Nie chciała, by mąż miał konflikt z matką, ale co miała zrobić?
***
Aniela zwykle pracowała w piątki do południa. Wracała po córki, kupowały razem jakieś słodkości i oglądały bajki z projektora. Ten piątek nie różnił się niczym, gdy nagle w drzwiach rozległ się dzwonek.
Za progiem stała Maria Antonina, trzymając za rękę Piotrusia syna swojej córki.
Pani Mario, coś się stało?
Kasia zostawiła mi go na popołudnie, a ja muszę pilnie wyjść! Zajmij się nim przez półtorej godziny, proszę cię!
Aniela była zdziwiona. Piotruś był tylko pół roku młodszy od dziewczynek i dzieckiem raczej spokojnym. Przykucnęła i uśmiechnęła się do niego.
Piotrusiu, zostaniesz ze mną?
Nieśmiało pokiwał głową. Kiedy Aniela się wyprostowała, jej teściowa już znikała w windzie.
Kiedy wrócisz?
Najwyżej za dwie godziny!
I tyle ją widziała, choćby się nie pożegnała.
***
Paweł wrócił do mieszkania po siedemnastej, widząc siostrzeńca przy stole i zajadającego kotlety.
Cześć Piotrek! Co tam? W gościach jesteś? A gdzie Kasia?
Chłopiec tylko się uśmiechnął, Aniela westchnęła ciężko. Nie chciała znowu wywoływać rodzinnych kłótni, ale musiała powiedzieć prawdę.
Twoja mama przyprowadziła… Na chwilę. Sama musiała coś załatwić…
I jak długo trwa ta „chwila”?
Prawie pięć godzin…
Spojrzała na męża ostrożnie.
Dobrze… A Kasia?
Aniela przełknęła ślinę.
Nie pisałam do niej… Nie chciałam, żeby Maria Antonina miała nieprzyjemności. W końcu jej powierzyła dziecko.
Paweł aż się zaczerwienił.
Aniela, jesteś za dobra… Ale to już przesada! Mama nie powiedziała, gdzie poszła?
Pokręciła głową. Paweł wyciągnął telefon i zadzwonił do siostry. Wyjaśnił wszystko, a Kasia obiecała gwałtownie przyjechać.
***
Była prawie ósma wieczór. Dzieci bawiły się w pokoju, gdy Aniela, Paweł i Kasia siedzieli wspólnie w kuchni.
Naprawdę mamy na nią czekać? Przecież dzieci muszą spać…
Aniela, jeden wieczór mogą pójść później, a z mamą trzeba poważnie porozmawiać.
Ledwo Paweł dokończył, zabrzmiał dzwonek do drzwi. Aniela podeszła, a za progiem stała Maria Antonina.
No, to zabieram Piotrusia! oznajmiła rzeczowo.
Aniela przełknęła ślinę, zza jej pleców wyszedł Paweł i Kasia.
Mamo, wszystko w porządku z twoim sumieniem?
Jak wy się do matki odzywacie?!
Mamo, nie zmieniaj tematu! Tobie powierzyłam Piotrka, a nie Anieli… Co ty wyprawiasz?
Maria Antonina roześmiała się.
Kasiu, co za różnica? Przecież mają swoje bliźniaczki, świetnie sobie radzą! A ja musiałam wyjść!
Paweł wyszedł krok do przodu.
Mamo! Jak możesz być taka bezczelna? choćby nie zapytałaś, czy Aniela może. Miałaś ważniejsze rzeczy do załatwienia?
Boże, o czym tu w ogóle mówić!
Paweł zapytał raz jeszcze:
Gdzie byłaś?
Kasia zaczęła się nerwowo śmiać.
Najpierw, mam wrażenie, byłaś w salonie fryzjerskim rano miałaś dłuższe włosy. A potem, pewnie, na paznokciach lakier rano czerwony, a teraz różowy…
Maria Antonina speszyła się, ale nie znalazła odpowiedzi.
Naprawdę ci nie wstyd? rzucił Paweł.
Nie odpowiedziała. Patrzyła tylko na dzieci.
Raz na sto lat prosi się ciebie o pomoc, a ty oddajesz wnuka mojej żonie?! Może ona też chce się zrobić na paznokcie? Może też chce do fryzjera?!
W tym momencie Maria Antonina aż poczerwieniała, wzburzona do granic.
Ojeju, Paweł! Jakie paznokcie? Jaka fryzura? Przecież to dziewczyna ze wsi, z Zadupia Wielkiego! Zawsze była i będzie taka!
Zapadła chwila ciszy, po czym w mieszkaniu rozległo się gromkie:
Wynocha!
Paweł złapał matkę pod ramię i praktycznie wypchnął z mieszkania. Zamknął drzwi z hukiem, potem oparł się o nie i odetchnął. Gdy podniósł wzrok, zobaczył, iż jego żona płacze. I on, i siostra rzucili się ją pocieszać.
Anieli było bardzo przykro i boleśnie. Ale jednocześnie widziała, iż choćby wobec własnych dzieci Maria Antonina jest egoistyczna, więc po części utwierdziło ją to w przekonaniu, iż to nie z nią był problem. Aniela zawsze chciała być lepsza, ale dobrym nie zostaniesz dla złego człowieka.
Od tego momentu kontakty z teściową praktycznie się urwały. Paweł i Kasia czasem coś załatwili dla matki, ale ogólnie Maria Antonina nie odgrywała już większej roli w rodzinie. Przez długi czas była obrażona na syna, ale w końcu żądza bycia „przy dzieciach” wzięła górę i doszło do zgody. Niestety, wnukom przez cały czas nie pomagała.
Tylko raz, przeglądając wiadomości, Aniela zobaczyła w statusie teściowej zdjęcia całej trójki wnuków z podpisem: Wszystkim Babciom w Dniu Babci! Wszystkim, którzy wychowali wnuki! Aniela gorzko się uśmiechnęła, a tego wieczoru Paweł i Kasia nie szczędzili matce ostrych słów. Aniela wiedziała, iż śmiać jej się nie wypada, ale powstrzymać się było trudno.








