Synowa cierpiała teściową – do czego to doprowadziło: historia Asii, która mimo braku akceptacji ze …

newsempire24.com 22 godzin temu

Synowa znosiła teściową do czego to doprowadziło

Bliźniaczki?! wyrwało się pani Irenie Zielińskiej.

Kobieta usilnie starała się ukryć swoje niezadowolenie, ale średnio jej to wychodziło. Asia doskonale wiedziała, iż od teściowej raczej nie ma co liczyć na szczyptę szczerości. Pani Irena nigdy jej nie polubiła, uznając ją za nieodpowiednią żonę dla swojego syna. Chociaż sąsiedzi i rodzina wręcz odwrotnie powtarzali, iż to jej Paweł był zbyt prosty dla takiej dziewczyny.

Asia była bardzo sympatyczna i wykształcona. Mając dwadzieścia trzy lata skończyła ekonomię i znalazła dobrą pracę w sieci prywatnych przychodni. Pochodziła co prawda z niewielkiego miasteczka, ale jej tata był tam dyrektorem zakładu, a mama wykładała na lokalnym uniwersytecie. Mówiąc krótko, nie można było jej zarzucić ani braku wychowania, ani wykształcenia. Teściowa jednak widziała w niej tylko zwykłą dziewczynę ze wsi.

No to gratuluję! Wielkie szczęście! Podwójne szczęście! wymruczała pod nosem pani Irena.

Jednak sama wcale nie miała zamiaru uczestniczyć w tym szczęściu. Ciąża Asi przebiegała bardzo ciężko, groziło jej poronienie, potem zaś wcześniejszy poród. Asia wielokrotnie lądowała na zwolnieniu lekarskim i była w szpitalu. Paweł odwiedzał ją niemal codziennie, ale jego matka mieszkająca dosłownie dwa przystanki dalej nie pojawiła się u synowej ani razu.

Nawet na wypis ze szpitala po urodzeniu wnuczek nie przyszła. Paweł zapraszał ją, ale przez pierwsze czterdzieści dni nie pojawiła się wcale.

Tak nie wypada! A jak zawlokę jakąś infekcję? Nie! Jak nabiorą odporności, wtedy się zobaczymy.

Dziewczynki miały trzy miesiące, gdy Asia spotkała teściową pod sklepem. Pani Irena wymusiła uśmiech i przez zaciśnięte zęby zapytała:

Jak tam dziewczynki?

Asia odpowiedziała szczerze:

W porządku, właśnie spaceruję! Wózek olbrzymi, ale cóż poradzić! Świeże powietrze dzieciom potrzebne.

Pani Irena kiwnęła głową i już miała odejść, gdy zauważyła swoją dawną znajomą. Ta pomachała ręką i podeszła.

Irenko! Dzień dobry! To twoje wnuczki?

Tak, Halinko… Moje skarby!

Asia poznała panią Halinę Kowalską uprzejmie się przywitała.

Dwie naraz! Asiu, jak ty sobie radzisz z dwiema takimi kruszynkami?

Asia to bohaterka! potwierdziła dumnie pani Irena.

Asia patrzyła na teściową z niedowierzaniem. Przed chwilą kobieta była gotowa uciec przed wnuczkami, a teraz udawała zakochaną babcię.

Halina i Irena zaczęły rozmawiać o tym, jakie to szczęście mieć bliźniaczki i jak świetnie Asia sobie radzi, a teściowa opowiadała, iż jej pomaga… Asia słyszała tyle nowych faktów o swoim życiu, iż sama nie wiedziała, co odpowiedzieć. W końcu Halina przypomniała sobie, iż musi zdążyć do banku i pożegnała dziewczyny.

Gdy tylko zniknęła za rogiem, z twarzy pani Ireny znikł szeroki uśmiech gwałtownie pożegnała synową i poszła swoją drogą.

Wieczorem Asia opowiedziała wszystko Pawłowi. Ten wzruszył ramionami.

Asiu, przecież ja ją znam. Ona choćby nami się przesadnie nie przejmowała. Pamiętam jak potem rodzinie opowiadała, iż niby siedziała ze mną po nocach nad lekcjami, a w rzeczywistości oglądała seriale i nie dotykała dziennika. Że niby wychodziła z Leną na spacery po trzy godziny, bo to zdrowe, a to ja ją wyprowadzałem, a mama wtedy robiła sobie fryzury… Nie przejmuj się, proszę.

Asia słyszała te opowieści tysiąc razy, a jednak wciąż zadziwiało ją, gdy stawała się częścią takich sytuacji.

***

Lata mijały, a stosunek pani Ireny do dzieci i wnuków się nie zmieniał. Aż pewnego dnia spotkało ją nieszczęście kiedy wychodziła z taksówki, poślizgnęła się i złamała nogę. Wpadła wtedy na genialny pomysł.

Zamieszkam u was! oznajmiła Asi i Pawłowi.

Małżeństwo wymieniło porozumiewawcze spojrzenia, wiedząc, jak się to skończy. Nie mieli jednak serca odmówić.

Zaczęło się istne piekło. Musieli przeprowadzić się z sypialni do małego pokoiku, a ich sypialnię zajęła teściowa, która stała się adekwatnie ich trzecim dzieckiem trzeba było jej gotować, sprzątać, pomagać w myciu i co chwila przynosić coś ze sklepu.

Bliźniaczki miały dwa i pół roku, Asia próbowała wracać do pracy przynajmniej na pół etatu, więc dziewczynki zapisali do przedszkola. Codziennie rano Paweł i Asia staczali walkę z córeczkami, które płakały i wyrywały się, kiedy rodzice delikatnie wyciągali je spod ciepłych kołder i szykowali do wyjścia.

Pewnego dnia, tuż przed wyjściem, Pawłowi zadzwonił telefon:

Mamo? Po co dzwonisz? Jesteś pokój obok!

Nie mogę wstać, mam złamaną nogę…

Mamo, masz kule…

Nie marudź, Paweł! Powiedzieć chcę coś ważnego i nie muszę z tego powodu wstawać!

Słucham mamo… szybciej proszę…

Nie podoba mi się, iż robicie taki hałas o poranku. Nie mogę spać, biegacie, trzaskacie drzwiami, a wasze dzieci wrzeszczą na okrągło!

Paweł poczerwieniał ze złości, podszedł do drzwi sypialni, otworzył je na oścież i zawołał:

To może zostawimy ci dzieci, skoro chcesz się wyspać?! Wszystkie trzy?!

Pani Irena zamilkła przerażona. niedługo spakowała się i wyprowadziła, choćby nie czekając aż zdejmą jej gips. Pawła to nie zmartwiło, za to Asi żal rozsadzał serce. Miała wrażenie, iż to nie w porządku, iż mąż kłóci się z matką. Ale czy mogła coś innego zrobić?

***

W piątki Asia zwykle pracowała do południa. Po pracy odbierała bliźniaczki, szły razem do domu, kupowały słodycze i oglądały bajki. Tego dnia również tak było: rozrzuciła poduszki na podłodze, włączyła rzutnik, aż tu nagle ktoś zadzwonił do drzwi.

Otworzyła. W progu stała pani Irena, trzymając za rękę Piotrusia, syna córki Leny.

Co się stało, pani Ireno? zapytała Asia.

Lena zostawiła mi go na chwilę, ale muszę zaraz wyjść załatwić kilka spraw! Zostawiam ci go na półtorej godzinki. Proszę!

Asia zdezorientowana spojrzała na chłopca. Piotruś był o pół roku młodszy od dziewczynek, spokojny, więc uśmiechnęła się do niego.

Piotrek, posiedzisz z nami chwilę?

Chłopiec skinął nieśmiało głową. Gdy Asia podniosła wzrok, teściowej już nie było stała przy windzie.

A kiedy was odebrać?

Najwyżej za dwie godziny!

Nie pożegnawszy się ani z synową, ani z wnukiem, weszła do windy i znikła.

***

Paweł wrócił do domu po siódmej. Widząc Piotrka przy stole, pałaszującego kotlety, aż zgłupiał.

No cześć, chłopie! Co ty tu robisz? Lena gdzie?

Chłopiec tylko się uśmiechnął, Asia westchnęła ciężko. Nie chciała kolejnych kłótni w rodzinie, ale przecież nie mogła tego ukryć.

Twoja mama go przyprowadziła… Na chwilę. Sama gdzieś zniknęła…

I ta chwila trwa od której godziny?

Będzie już blisko pięć godzin…

Asia spojrzała na męża niepewnie.

No dobra! A gdzie Lena?

Asia przełknęła ślinę…

Nie pisałam do niej… Nie chciałam stawiać pani Ireny w złym świetle, bo to jej powierzyła syna.

Paweł aż poczerwieniał.

Asiu, jesteś zbyt dobra… Ale to nienormalna sytuacja! Mama nie powiedziała, gdzie idzie?

Asia pokręciła głową. Paweł wyjął telefon i zadzwonił do siostry. Opowiedział, iż Piotrek jest u nich, a Lena obiecała zaraz przyjechać.

***

Była prawie wpół do dziewiątej. Dzieci bawiły się w pokoju. Asia, Paweł i Lena siedzieli w kuchni.

No i co, naprawdę będziemy czekać na mamę? Dzieci już trzeba kłaść spać…

Asiu, raz pójdą spać później. Musimy z mamą to wyjaśnić.

Ledwo Paweł dokończył te słowa, ktoś zadzwonił. Asia poszła otworzyć.

No to zabieram Piotrka! rzuciła pani Irena, jakby nigdy nic.

Asia zamilkła. Za jej plecami pojawiła się Lena i Paweł.

Mamo, naprawdę nie wstyd ci?

Jak się odzywacie do matki?!

Mamo, nie zwalaj winy! To przecież tobie zostawiłam Piotrka, nie Asi… Co ty wyprawiasz?

Pani Irena zaśmiała się szyderczo.

Oj tam, Lena! Przecież ona ma już dwie, świetnie sobie radzi z dziećmi. A ja miałam swoje sprawy.

Paweł zrobił krok w jej stronę.

Mamo! Jakie sprawy? Jak możesz być tak bezczelna i traktować nas jak służbę? choćby nie zapytałaś, czy Asia może zostać z Piotrkiem!

Przesadzasz… O co tu chodzi w ogóle!

Paweł ponowił pytanie:

Gdzie byłaś?

Tym razem Lena zaczęła się nerwowo śmiać.

Najpierw pewnie byłaś u fryzjera, bo rano miałaś włosy dłuższe, a potem na paznokciach, bo miałaś lakier czerwony, a teraz różowy…

Pani Irena speszona nie umiała znaleźć odpowiedzi.

Nie wstyd ci choć trochę?! powtórzył Paweł.

Milczała, patrząc tylko na dzieci.

Raz na tysiąc lat się ciebie o coś prosi, a ty od razu zrzucasz dziecko mojej żonie?! Może ona też chce pójść na paznokcie? Może do fryzjera?!

Wtedy pani Irena aż poczerwieniała ze złości. Nie miała za grosz wstydu i miała ochotę postawić i syna, i córkę, i synową do pionu.

Daj spokój, Paweł! Jakie jej fryzury, jakie paznokcie! Przecież ona jest zwykłą dziewczyną z Pcimia! Taka była i taka zostanie!

W pokoju zapadła cisza. Po chwili rozległo się nagłe:

Wynocha!

Paweł złapał matkę pod ramię i jednym ruchem wyprowadził ją z mieszkania. Zatrzasnął drzwi i odetchnął głęboko. A gdy podniósł głowę, zobaczył, iż po policzkach Asi ciekną łzy. On i Lena rzucili się ją pocieszać.

Asię bolało, było jej przykro. Ale z drugiej strony widziała, iż pani Irena nie ceni choćby własnych dzieci. Nie dawało to ukojenia, ale pokazywało, iż to nie z nią jest problem. Chciała być dobra, ale dla złych ludzi być dobrym chyba się nie da.

Od tamtej pory relacje z teściową praktycznie zamarły. Paweł i Lena czasem jej pomagali, ale na ogół pani Irena nie mieszała się do rodzinnych spraw. Długo była obrażona na syna, ale potrzeba bycia przy dzieciach zwyciężyła i w końcu przyszła na ugodę. Jednak wnukami wciąż nie zamierzała się zajmować.

Tylko raz, przeglądając komunikator, Asia zobaczyła u teściowej zdjęcia wszystkich trzech wnuków i dopisek: Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Babci! Dla wszystkich, co wychowali wnuki! Asia uśmiechnęła się ironicznie, a wieczorem Paweł z Leną nie zostawili na matce suchej nitki. Asia czuła, iż to trochę nie w porządku się z niej śmiać ale nie mogła się powstrzymać.

Idź do oryginalnego materiału