Syn Wujka Wania.

twojacena.pl 11 godzin temu

Słaby, rozpadający się domek wujka Jana omijali wszyscy w okolicy. Nie był to żaden sekret mieszkał na skraju wsi, dosłownie przy lesie. Był nieśmiały i mało gadatliwy.
Wyglądał równie przygnębiająco: garbaty, niechlujny, w wyblakłej w kratkę koszuli i kamuflażowych spodniach z naprawami. Włosy potargane, siwe, policzki przypielone wiatrem. Co ciekawe, wujek Jan wcale nie pił.

Dziesięcioletni Grzegorz bał się wujka Jana. Mama, wzdychając, mawiała:
Kiedyś był wspaniałym człowiekiem, miał złote ręce! Wszystkie Babki zazdrościły mu, iż takiego męża poślubiły!
Tata przytaknął:
Tak, wyszedł na polowanie w Puszczy Białowieskiej, sześć lat temu, i od tamtej pory coś mu się popsuło!
Gdy jego syn zmarł, zwariował! dorzuciła mama.

Mama była przyjaciółką ciotki Lidy, byłej żony wujka Jana. Gdy Lidę gościły, zawsze wzdychała:
Och, Aniu, szkoda go, ale nie mogę tak żyć. Nie tylko iż Tomek odszedł, ale i Jan wbił mi nóż w plecy!
Czego dokładnie dokonał wujek Jan, nie mówiła choćby nie swojej najbliższej przyjaciółce. Ciotka Lidia sama ciężko przeżyła śmierć jedynego, trzyletniego synka, a dla Jana była to prawdziwa porażka.

Krążyły różne pogłoski: niektórzy twierdzili, iż Jan w końcu zaczął pić, inni, iż w ziemi pod domem zakwitła czarna wołpa, po której przyszły rozwody. A jeszcze słyszano, iż przy domu wujka Jana widziano dziwne stworzenie, przypominające człowieka, ale chude, garbate, o szarej skórze i długich, cienkich rękach.

Opowiedz, co on zrobił?
Nie zostawił mi wyboru, Aniu wzdychała ciotka Lidia. Dalej nie chciała mówić.

Lato tego roku było upalne i suche. Grzegorz, Wiktor i Antoni po raz pierwszy bez dorosłych ruszyli na rowerach nad rzekę. Całe dnie spędzali nad brzegiem: pływali, łowili ryby. Czasem złapali ich mnóstwo, Grzegorz suszył je na słońcu, a wieczorami chłopcy chrupali suszone okońki zamiast pestek, przez co przed snem Grzegorz wypijał po kilka szklanek wody.

Krótka droga do rzeki mijała posesję wujka Jana, zarośniętą chwastami i dzikim klonem. Domek wyglądał fatalnie: pochylony, z mchem zielonym dachem i odpadniętymi ramami. Jedynym nienaturalnym elementem była antena satelitarną, dająca illusion, iż dom wciąż jest zamieszkany.

Chłopcy znali wszystkie plotki o wujku Janie i starali się nie odwracać wzroku, gdy przejeżdżali obok jego ziemi.

Grzesiu, słyszałeś, co gadają o wujku Janie? zapytał Wiktor, podcinając wędkę.
Dużo się mówi, i wszystko jest inne odparł Grzegorz, odgarniając brzęczenie przelatującej owady i wyciągając kanapkę z kiełbasą.
A o szarym człowieku? wtrącił się Antoni, wrzucając tłustego karasia do wiadra.
No tak, nasza miejscowa legenda oczy rozświetliły się Wiktora szare i zielone ludziki pojawiają się, kiedy ktoś za bardzo słucha wiatru!

Tego popołudnia był wyjątkowo piękny dzień, a chłopcy tak wciągnęli się w wędkowanie, iż nie zauważyli, jak słońce zaczęło chylić się ku zachodowi. Na wodzie już odbijał się kasztanowy blask wieczornych chmur, świerszcze zaczęły ćwierkać, a żaby głośno nuciły nocne melodie.

Musimy się zbierać, chłopaki, mama już się martwi! podskoczył Grzegorz, spoglądając na płonące niebo.
Zanim uporządkowali sprzęt, słońce zniknęło za horyzontem, a ciepłe zmierzchy ogarnęły wieś. Dzieci ruszyły w pośpiechu do domów. Nagle, tuż przed domem wujka Jana, łańcuch w rowerze Wiktora zerwał się.

Grzesiu, Antoni, poczekajcie! krzyknął Wiktor, spadając z roweru.
Zgiął się i w pośpiechu naprawiał łańcuch, gdy w krzakach usłyszał szelest, a gałęzie pękły.

Słyszeliście? przestraszony odwrócił się Antoni.
Coś duże, wyszeptał Grzegorz, czując dreszcz przechodzący po plecach. Witek, pomóżmy i wyjdźmy stąd.

Szelest powtórzył się, tym razem bliżej. Witek i Grzegorz z drżącymi rękami nie mogli dopiąć łańcucha. W końcu udało im się go naprawić, a z krzaków wyłoniło się coś.
Chude, szare stworzenie, przypominające człowieka, z małą łysą główką, wysokości dziesięcioletniego chłopca, z nienaturalnie długimi, szczupłymi ramionami, które kończyły się długimi pazurami. Patrzyło na nich ogromnymi, zupełnie czarnymi oczyma. Wydobyło z siebie dźwięk niczym trzask, odsłaniając ostre, drobne zęby. Zamiast nosa miał dwa okrągłe otwory oddechowe.

Mamo, co to jest?! wykrzyknął Wiktor, a chłopcy wskoczyli na rowery i odjechali, zapominając o wiadrze z rybą.
Grzegorz spojrzał za chwilę i zobaczył, jak stworzenie niezdarnie przewracając się, podeszło do wiadra, zajrzało do środka i chwyciło rybę długimi, haczykowatymi palcami. Następnie usłyszał głos wujka Jana, na który potwór zwrócił się posłusznie, wydał coś w rodzaju ludzkiego głosu i powrócił do domu.

Zanim rozeszli się po domach, chłopcy postanowili już nigdy nie jeździć nad rzekę przy domku wujka Jana. Oczywiście każdy z nich za spóźnienie dostał solidny klaps od rodziców.

Z kuchni unosił się zapach świeżych placków, a mama nuciła pod nosem jakąś melodię. Grzegorz podkraść się do drzwi i posłuchał. Nie było już wielkiego gniewu, a zapach naleśników wciągał, przerywając strach przed wściekłą mamą.

Rusz w drzwi to tata, który pracował jako strażnik na farmie, wrócił po nocnej zmianie.

Cześć, Aniu, Grzesiu jeszcze śpi? usłyszał podekscytowany głos ojca.
Tak, Michu, co? Czemu taki przerażony? odpowiedziała mama.
Na rzece znaleźli Sanego Mroźnego. Ktoś go pożarł, jakiś zwierzak.
O mój Boże! wykrzyknęła mama.
Policja już przyjechała, przesłuchują świadków, rybacy, co nocą łowili, słyszeli krzyki. Mówią, iż widzieli kogoś przemykającego, podobnego do człowieka, ale nie człowieka. Chude, małe, szare.

Serce Grzegorza zabiło jak oszalałe. To samo stworzenie widzieli wczoraj przy domku wujka Jana! Grzegorz pomyślał chwilę i postanowił wszystko powiedzieć rodzicom. Wyszedł ze swojej sypialni i krzyknął:
Mamo, tato! Wczoraj z chłopakami przy domu wujka Jana zobaczyliśmy tego człowieka, ale to nie był człowiek. Straszny był!

Dalsze wydarzenia rozwinęły się szybko. Tata Grzegorza zadzwonił do rodziców Antka i Wiktora, a oni rozgłosili to wśród innych mężczyzn ze wsi. Niedługo przy domku Grzegorza zebrała się prawie cała wieś. Społeczność postanowiła działać natychmiast. W ciągu kilku minut wszyscy ruszyli w stronę domu wujka Jana.

Gdy dorośli odchodzili, podbiegli Wiktor i Antoni, nie mogąc powstrzymać ciekawości. Kiedy podchodzili do domu, usłyszeli okoliczne krzyki i szarpnięcia, a potem rozległy, rozpaczliwy krzyk wujka Jana. Nikt nie zwrócił uwagi na chłopców, którzy podeszli do miejsca, gdzie leżało coś w rozlanym krwirowym błocie. Była to zwykła, ludzka krew. Nad nią klęczał płaczący wujek Jan:

Synu! Mój synu!!! Czemu tak?!

Jaki syn? To Sania zaciągnięty! zmęczonym głosem odpowiedział tata Grzegorza.
Nie mógł sam! Sania chyba go sprowokował. Spotkałem go kiedy polowałem. Idąc, usłyszałem płacz. To była nora, a z niej dochodził płacz. Pomyślałem, iż dziecko się zgubiło… Wtedy niedawno zmarł mój własny Tolik, serce łamało się ze żalu Zaglądnąłem, a tam on. Mały, taki jak Tolik. Biegał od jednego stworzenia do drugiego, które były splecione. Widać, iż rodzice byli. Podszedł do mnie, płakał, wyciągał chude ręce Wziąłem go, on mnie przytulił, drżał strasznie. Rozumiał wszystko, oglądał telewizję, filmy, fantastykę, bajki nie umiał mówić, tylko mlaskał. Lubił słodycze. To nastolatek, taki sam jak twój Grzegorz, Michu! zwrócił się wujek Jan do ojca Grzegorza A wy od razu, bez sądu i śledztwa!

Janie, to potwór! wtrąciła się ciotka Lidia, przybywszy na miejsce. Dlaczego go nie zostawiłeś? Może jego krewni go znajdą?

Spojrz! uśmiechnął się wujek Jan. My, ludzie, jesteśmy potworami, a nie oni! Wykarczaliśmy lasy, zanieczyszczaliśmy rzeki i morza! Nie zostało już nic cennego, gdzie się schować. Gdzie im pozostało? Nic! Dlaczego ich rodzice zostali zabici?

Wszyscy patrzyli na wujka Jana, który opłakiwał swojego przerażającego syna. Stworzenie leżało na ziemi, rozciągając długie ręce, a czarne oczy patrzyły w niebo.

Dajcie mi choć pochować go, jeżeli nie jesteście bestiami błagał wujek Jan, wycierając łzy z policzku.

Grzegorzowi nagle zżalował się wujek Jan i jego słaby syn. Żal ich przytłoczył, a także Sanego, który wpadł w pazury potwora. Wszyscy stali się ofiarami. Czy ktoś był winny, iż tak się stało? Grzegorz na chwilę żałował, iż powiedział rodzicom o wszystkim.

Zabroniono wujkowi Janowi spopielić potwora. Przyjechała policja, wyganiała wszystkich, potem w wiosce pojawiły się żołnierze w mundurach, rozkazywali milczenie pod groźbą kary. Nikt nie wiedział, dokąd zabrali ciało dziwnego stworzenia. A wujek Jan zmarł niedługo po tym, nie przeżywszy roku po śmierci potwora, którego przywiązał do serca jak własne dziecko. Jego domek ostatecznie runął, a zarośla przygarnęły go na dobre.

Idź do oryginalnego materiału