31 sierpnia 2025
Dzisiaj zapisuję w pamiętniku te dziwne wydarzenia, które wstrząsnęły naszą małą wioskę Podlesie. Stary, rozpadły się domku wujka Wacława od lat stał się pomijanym miejscem na obrzeżach. Wujek mieszkał na skraju lasu, adekwatnie na uboczu, i był człowiekiem zamkniętym w sobie, nie lubił rozmawiać. Jego wygląd pasował do reputacji garbaty, niechlujny, w poplamionej w kratkę koszuli i kamuflażowych spodniach z łatami. Włosy rozwichrzone, siwe, a policzki zmordowane słońcem. Co ciekawe, wujek Wacław nigdy nie pił alkoholu.
Mój dziesięcioletni brat, Grzegorz, bał się wujka Wacława. Mama, wzdychając, mówiła:
A kiedyś był dobrym człowiekiem, miał złote ręce! Wszystkie sąsiadki zazdrościły jego żonie, mówiąc, jakiego szczęścia ma.
Tata potwierdzał:
To wtedy, przed sześcioma laty, poszedł na polowanie i coś się w nim popsuło.
Kiedy jego syn zmarł, on sam zwariował! wtrącała się mama.
Mama była przyjaciółką cioci Kunegundy, byłej żony wujka Wacława. Gdy odwiedzała nas, wzdychała:
Och, Aniu, szkoda go, ale nie mogę tak żyć. Nie tylko Tolek odszedł, ale i Wacłuś wbił mi nóż w plecy!
Ciocia nie zdradzała, co dokładnie zrobił wujek, choć sama przeżyła śmierć jedynego, trzyletniego syna. Dla Wacława był to prawdziwy cios.
Słyszeliśmy różne plotki: iż wujek zaczął pić, albo iż przy śmierci dziecka i rozwodzie coś w nim pękło. Niektórzy mówili, iż widzieli przy jego domku postać przypominającą człowieka chudą, garbatą, szarą skórą i długimi, cienkimi ramionami.
Opowiedz, co on zrobił? pytała ciocia Kunegunda, z rezygnacją w głosie. Już nie chciała dłużej rozmawiać.
Lato tego roku było gorące i suche. Ja, Paweł i Andrzej po raz pierwszy pojechaliśmy rowerami nad rzekę bez opieki dorosłych. Dni spędzaliśmy nad brzegiem: kąpaliśmy się, wędkowaliśmy. Czasem złapaliśmy dużo ryb, a Grzegorz suszył je na słońcu, a wieczorami podjadał suszone karaśnie zamiast słonecznika dlatego przed snem pił kilka szklanek wody.
Krótka droga do rzeki mijała teren wujka Wacława, porośnięty chwastem i dziką kloną. Jego domek wyglądał nikomu nie po drodze zdezelowany, z zielonkawą mchem pokrytą dachówką i odpadniętymi okiennicami. Jedynie szalona na tle ruin antena satelitarna zdradzała, iż ktoś jeszcze tam mieszka.
My, chłopaki, znaliśmy wszystkie plotki o wujku i staraliśmy się nie spoglądać wstecz, gdy mijały jego posesję.
Grzesiu, słyszałeś, co mówią o wujku? zapytał Paweł, zręcznie zaciągając wędkę.
Mówią różne rzeczy odparł Grzegorz, wyciągając z plecaka kanapkę z boczkiem.
A o szarym człowieku? wtrącił się Andrzej, wypuszczając tłustego karaśka do wiadra.
Och, nasze miejscowe legendy zaśmiał się Paweł. Gdybyśmy słuchali, to i szare, i zielone stworki przychodziłyby nam się śnić!
Dzień upływał w przyjemnym rytmie, aż nagle słońce zaczęło chylić się ku zachodowi. Na wodzie odbijały się czerwonawopomarańczowe chmury, świerszcze cykały, a żaby wyśpiewały nocne pieśni.
Musimy iść, mama się martwi! rzekł Grzegorz, spoglądając w chmurą niebo.
Zanim zdążyliśmy spakować sprzęt, słońce zniknęło za horyzontem, a ciepłe zmierzchy wypełniły powietrze. W drodze powrotnej łańcuch w rowerze Pawła zerwał się pod kołem.
Grzesiu, Andrzeju, poczekajcie! krzyknął Paweł, zeskakując. Próbuje naprawić łańcuch, gdy nagle w krzakach usłyszał szelest. Gałęzie pękły.
Co to było? wyszeptał przerażony Andrzej.
Ktoś duży mruknął Grzegorz, czując dreszcz po plecach. Paweł, pomóż, musimy stąd uciekać.
Szelest powtórzył się, tym razem bliżej. Chłopcy walczyli z łańcuchem, gdy z zarośli wyłoniło się coś. Była to chuda, szara postać, wysokości dziecka, z wyjątkowo długimi, gałęziopodobnymi rękami zakończonymi pazurami. Jej oczy były czarne jak smoła, a usta otwarte w przerażający ryjek, a zamiast nosa dwa okrągłe otwory nosowe. Stworzenie wydało dźwięk przypominający trzeszczenie i podniosło się, by spojrzeć na nas.
Mamo, co to jest?! krzyknął Paweł, a wszyscy uciekli na rowery, zostawiając wiadro z rybą.
Grzegorz odwrócił się jeszcze na chwilę i zobaczył, jak bestia niezdarnie podchodzi do wiadra, zagląda do środka i chwyta rybę długimi pazurami. W tym momencie usłyszał głos wujka Wacława, który skinął w stronę potwora, a stworzenie wydało dźwięk przypominający ludzki oddech i powróciło do domu.
Po tym incydencie obiecaliśmy sobie, iż nigdy nie będziemy jeździć nad rzekę obok wujka. Każdy z nas dostał po ciosie od rodziców za spóźnienie.
Z kuchni dochodził zapach świeżych naleśników. Mama nuciła pod nosem, a ja podszedłem do drzwi, słuchając, czy nie jest zła. Po chwili otworzyła się drzwi wejściowe wrócił tata, strażnik w gospodarstwie, po nocnej zmianie.
Cześć, Aniu, Grzesiu jeszcze śpi? zawołał z ulgą.
Tak, Michale, a co się stało? odpowiedziała mama, nieco zaskoczona.
Na rzece znaleźli Sanego Merzlikina. Ktoś go rozszarpał, jakiś potwór.
O mój Boże! wykrzyknęła mama.
Policja przyjechała, przesłuchują świadków, rybacy słyszeli krzyki. Mówią, iż widzieli coś podobnego do człowieka, ale nie człowieka chudego, szarego, jak dziecko.
Serce Grzegorza przyspieszyło. To samo stworzenie widzieliśmy wczoraj przy domu wujka. Postanowił więc wszystko opowiedzieć rodzicom.
Mamo, tato! Wczoraj przy domu wujka widzieliśmy tego człowieka. To nie był człowiek, był straszny.
Wkrótce tata zadzwonił do rodziców Andrzeja i Pawła, a wieść rozeszła się po wiosce. Wszyscy mieszkańcy, włącznie z myśliwymi i policjantami, zbiegli się przy domku wujka Wacława. Kiedy dorośli odeszli, podbiegli Paweł i Andrzej, pełni ciekawości, i ruszyli za nimi.
Zbliżając się do posesji, usłyszeli okrutne krzyki i dźwięk rozrywanych ciał. Wokół leżała krew, a nad nią stał płaczący wujek, trzymając w ramionach małe ciało.
Synu! jęknął, łamiąc serce własnym słowem.
To nie mój syn! To Sanek! wtrącił się tata Grzegorza.
Nie mógł sam! Sanek go sprowokował. Spotkałem go na polowaniu, usłyszałem płacz, zobaczyłem norkę… Przypominał mi Tolek. Ból w sercu po stracie Toleka wciąż krwawił… Znalazłem go, był mały, taki jak nasz Tolek. Błąkał się od jednej bestii do drugiej, a one się ścigały. Mama i tata musieli go chronić. On podszedł, płakał, wyciągał chude ręce… Wziąłem go w ramiona, przytulił się, drżał ze strachu. Rozumiał wszystko filmy, bajki, fantazje… Nie umiał mówić, ale łapał się za serce, lubił słodycze. Był nastolatkiem, jak twój Grzegorz, Michale i tak nagle umarł.
Ciocia Kunegunda wkroczyła na miejsce, krzycząc:
To potwór! Dlaczego go nie zostawiłeś?
Wujek odpowiedział, z goryczą:
Ludzie nas niszczą ścinają lasy, zanieczyszczają rzeki, nie ma już miejsca, gdzie się ukrywać. My sami jesteśmy potworami.
Wszyscy patrzyli na leżące ciało, którego długie, czarne oczy wpatrywały się w niebo. Wujek prosił:
Pozwólcie mi go pochować, jeżeli nie jesteście bestiami.
Zrozumiałem, iż współczucie wobec wujka i jego syna jest równie ważne, co litość dla ofiary Sanego. Wszyscy zostaliśmy ofiarami tej tragedii. Nie żałuję, iż powiedziałem rodzicom przynajmniej prawda wyszła na jaw.
Policja przybyła, rozproszyła tłum, a po nich przyszły wojsko i żołnierze w mundurach, którzy nakazali milczenie pod groźbą kary. Nie wiadomo, dokąd zabrali ciało, ale wujek Wacław, już po tej strasznej nocy, zmarł w ciągu roku.
Patrząc na rozbite ruiny i zarośnięte chwasty, uświadomiłem sobie, iż nasze własne lęki i niewiedza potrafią stworzyć potwory. Muszę pamiętać, iż przyzwyczajenie do zła nie czyni nas lepszymi jedyną drogą jest otwartość i współczucie.
Lekcja, którą wyciągnąłem: nie można zamykać się w strachu i plotkach; lepiej szukać prawdy i pomagać innym, choćby gdy wydaje się to niewygodne.







