29 lipca 2025
Dzisiaj po raz kolejny myślę o domku wujka Wiktora, który od lat stoi na uboczu naszej wsi i jest omijany przez wszystkich. Nie jest to trudne wujek Wiktor mieszka na skraju lasu, adekwatnie już przy granicy pól, więc nikt nie ma ochoty podchodzić. Facet jest zamknięty w sobie, nie lubi rozmawiać. Jego wygląd przyciąga uwagę: garbaty, niechlujny, w zakurzonej w kratkę koszuli i kamuflażowych spodniach z naprawami. Czarne, rozczochrane włosy, siwe na czubku, policzki pomarszczone od wiatru. Co ciekawe, wujek Wiktor nigdy nie pije alkoholu.
Mój dziesięcioletni brat Grzegorz bał się wujka Wiktora. Mama, wzdychając, powtarzała:
Kiedyś to był dobry człowiek, miał złote ręce! Wszystkie Babki zazdrościły, jakiego męża przyciągnął!
Tata dodawał:
To już wtedy, sześć lat temu, po polowaniu, coś się w nim popsuło!
Gdy jego syn zmarł, wujek stracił rozum wtrącała mama.
Moja przyjaciółka ciotka Jadwiga, była żona wujka Wiktora, zawsze przychodziła w wizytę i jękła:
Och, Aniu, szkoda go, ale nie mogę tak żyć. Najpierw straciłam Tomasza, a potem Wiktor wbił mi nóż w plecy!
Nie mówiła, co dokładnie zrobił wujek Wiktor. Ciotka Jadwiga sama przeżyła ciężką stratę jedynego, trzyletniego syna, a dla wujka była to prawdziwa porażka. Krążyły różne plotki: niektórzy mówili, iż wujek w końcu zaczął pić, inni, iż przyczyną śmierci dziecka i rozwodu była jakaś klątwa. A jeszcze inni szeptali o dziwnym stworzeniu przy domu, przypominającym człowieka, ale chudym, garbatym, szarym, z długimi, cienkimi ramionami.
Opowiedz, co on zrobił? pytała ciotka Jadwiga, wzdychając.
Lato tego roku było wyjątkowo gorące i suche. Ja, Witek i Antoni po raz pierwszy po całym roku pojechaliśmy rowerami nad rzekę bez opieki dorosłych. Spędzaliśmy tam całe dny: kąpaliśmy się, łowiliśmy ryby. Czasem złapaliśmy sporo okoni, które Grzegorz suszył na słońcu, a wieczorami jedliśmy suszone okonie zamiast słoneczników, przez co przed snem Grzegorz zawsze wypijał kilka szklanek wody.
Krótka droga do rzeki wiodła obok działki wujka Wiktora, przyrośnie porośniętej chwastami i dzikim klonem. Jego chatka wyglądała na opuszczoną: pochylona, z mchem porośniętym dachem i odpadniętymi ramami. Jedyna rzecz, która świadczyła o życiu, to absurdalnie wystająca antena satelitarna.
My chłopcy słyszeli wszystkie plotki o wujku i staraliśmy się nie patrzeć wstecz, kiedy mijałyśmy jego ogród.
Grzesiu, słyszałeś, co mówią o wujku? zapytał Witek, przerywając łowienie.
Mówią mnóstwo rzeczy, wszystkie różne odparł Grzegorz, wyciągając z plecaka kanapkę z boczkiem.
A o szarym człowieku? wtrącił się Antoni, wypuszczając karasia do wiadra.
Tak, u nas wśród siana i traw wszyscy gadają o szarych, zielonych ludzikach, co się pojawiają! zaśmiał się Witek.
Dzień był niesamowicie piękny, a my tak pochłonięci połowem nie zauważyliśmy, iż słońce zaczęło chylić się ku zachodowi. Na wodzie odbijały się czerwonawe chmury, a świerszcze ćwierkały, żaby wyśpiewały wieczorne pieśni.
Musimy się zbierać, panowie, mama się martwi! zawołał Grzegorz, spoglądając w niebieskie niebo.
Gdy pakowaliśmy sprzęt, słońce już zniknęło za horyzontem, a lekka mgła okryła pole. Chłopaki pospiesznie ruszyli w stronę domów. Nagle przy domu wujka Wiktora łańcuch w rowerze Wytka spadł.
Grzesiu, Antoni, poczekajcie! krzyknął Witek, wyskakując z roweru.
Próbował naprawić łańcuch, gdy w krzakach usłyszeli szelest i pękające gałęzie.
Słyszeliście? spytał przerażony Antoni, rozejrzał się wokół.
Coś duży wyszeptał Grzegorz, czując dreszcz. Witek, pomóż, uciekajmy.
Szelest powtórzył się, tym razem bliżej. Chłopcy z trudem naprawili łańcuch, a wtedy z krzaków wyłoniło się coś, co przypominało człowieka, ale było chude, szare, z łysą, małą głową, wysokości dziesięcioletniego dziecka. Jego dłonie były wyjątkowo długie, zakończone szponiastymi palcami, a oczy zupełnie czarne, ogromne, patrzyły na nas jak dwa otwarte wrota. Z ust wydobył się trzask, a zamiast nosa miał dwa okrągłe otwory oddechowe.
Mamo, co to jest?! wykrzyknął Witek, a my razem zeskoczyliśmy z rowerów i pobiegliśmy w popłochu, zostawiając wiadro z rybą.
Grzegorz na moment się odwrócił i zobaczył, jak stworzenie niezdarnie przewraca się, podchodzi do wiadra, zagląda do środka i chwyta rybę długimi, haczykowatymi palcami. Wtedy usłyszał głos wujka Wiktora, który podszedł do potwora, wydał dźwięk przypominający ludzki głos i zniknął w domu.
Zanim rozeszliśmy się po domach, zgodziliśmy się, iż nigdy nie wrócimy nad rzekę obok działki wujka Wiktora. Oczywiście nasi rodzice nie zostali na tym niedocenieni każdy spóźnialek dostał solidną klapsę.
Z kuchni unosił się zapach świeżych placków, mama nuciła pod nosem. Podszedłem do drzwi i nasłuchałem. Mama nie była aż tak wściekła, więc mogłem wyjść, a zapach naleśników zachęcał, zwalniając strach przed gniewną mamą.
W progu otworzyły się drzwi: wrócił tata, który pracuje jako ochroniarz na farmie, po nocnej zmianie.
Cześć, Aniu, Grzesiu jeszcze śpi? usłyszałem rozbawiony głos ojca.
Tak, Michu, co? Dlaczego taki przerażony? odpowiedziała mama bezceremonialnie.
Na rzece znaleźli Szymona Merzlinskiego. Ktoś go rozszarpał, jakiś potwór.
O mój Boże! wykrzyknęła mama.
Policja już przyjechała, przesłuchuje świadków. Chłopaki nocowali przy rzece, słyszeli krzyki. Mówią, iż widzieli kogoś, kto wyglądał jak człowiek, ale nie był człowiekiem. Chudy, mały, szary.
Serce mi przyspieszyło. To samo stworzenie widzieliśmy wczoraj przy domu wujka Wiktora! Postanowiłem, iż muszę wszystkim powiedzieć. Wyszedłem z pokoju i krzyknąłem:
Mamo, tato! Wczoraj z chłopakami przy domu wujka Wiktora zobaczyliśmy tego człowieka, ale to nie był człowiek przerażający!
Następne wydarzenia przybrały zawrotny obrót. Tata wpadł na telefon do rodziców Antoniego i Witka, ci wezwali kilku mężczyzn z wsi. niedługo przed domem wujka Wiktora zgromadziła się prawie cała wieś. Rzeczywistość zaczęła się rozmywać. Po kilku minutach ruszyliśmy wszyscy do chaty wujka.
Gdy dorośli już odeszli, do domu pobiegli Witek i Antoni, ciekawi, co się dzieje. Podbiegając pod działkę, usłyszeliśmy przerażające, nieludzkie jęki, a potem krzyki myśliwych. Nagle rozległ się przerażający krzyk wujka Wiktora. Nikt nie zwrócił uwagi na nas, biegających chłopców. Wszyscy zebrali się wokół leżącego w kałuży ciała zwykłej ludzkiej krwi, krwawej plamy. Nad nią klęczał płaczący wujek Wiktor:
Synu mój synie! Po co to zrobiłeś?
Jaki syn? To Saniek! westchnął tata Grzegorza.
Nie mógł sam! Sanek go pewnie sprowokował. Znalazłem go na polowaniu. Idąc, usłyszałem płacz. To była nora, a z niej płacz. Myślałem, iż to dziecko zagubione… Wtedy przypomniałem sobie, iż niedawno umarł Tomasz, moje serce drżało. Widziałem małego, dokładnie takiego jak Tomasz. Biegał między tymi samymi stworzeniami, a one się nawzajem atakowały. Musiał być jego rodzic. Podszedł do mnie, płacząc, wyciągając chude rączki Wziąłem go, a on mnie przytulił, drżąc. Rozumiał wszystko filmy, bajki, fantastyki Nie potrafił mówić, tylko szeleścił. Lubił słodycze. Jest nastolatkiem, takim samym jak ty, Grzegorzu. zwrócił się wujek Wiktor do taty. A wy bez procesu!
Wiktor, to potwór! podeszła ciotka Jadwiga, przerywając scenę. Dlaczego go nie zostawiłeś? Może jego przyjaciele go znajdą?
Spójrzcie! zaśmiał się wujek. My, ludzie, jesteśmy potworami, a nie oni! Wycinaliśmy lasy, zanieczyszczaliśmy rzeki i oceany, nie zostawiając ani jednego skrawka ziemi, w którym mogliby się schować. Co im pozostało? Nic! Dlaczego ich rodzice byli zabijani?
Wszyscy patrzyli na wujka, który otarł łzy z podartą policzek.
Dajcie mi choć pochować go, jeżeli nie jesteście bestiami błagał, a ja poczułem nieoczekiwaną litość wobec tego człowieka i jego syna.
Zrozumiałem, iż i Sanek, i wujek, i my wszyscy jesteśmy ofiarami tej samej historii. Czy ktoś jest winny? Czy wcale nie powinniśmy się poddać?
Nie pozwolono nam pochować potwora. Przyjechała policja, wyganiała ludzi, a potem przybyli żołnierze w mundurach, którzy nakazali milczeć pod groźbą kary. Nikt nie wiedział, dokąd zabrali ciało tej istoty. Wujek Wiktor zmarł rok później, nie przeżyjąc choćby dwunastu miesięcy od tego tragicznego zdarzenia. Jego chatka runęła, a dziś jest przyrośnie zarośnięta.
To wszystko zapisuję, bo muszę przetrawić to, co się wydarzyło. Nie mogę zapomnieć tego szarego człowieka, rybaków, płaczących rodziców i tego, iż w tej małej wsi, w której dorastam, kryje się ciężka prawda o nas samych.
Z nadzieją, iż kiedyś przyjdzie spokój.
Grzegorz.









