Kilka dni temu mój syn Michał zaprosił do naszego domu swoją dziewczynę, Aleksandrę. Było w niej coś, co od razu wzbudziło moją czujność. Jest ode mnie tylko kilka lat młodsza, może cztery albo pięć. Michał zakochał się w kobiecie niemal w moim wieku i powiedział, iż chce się z nią ożenić. Co więcej, okazało się, iż Ola wychowuje kilkuletnią córeczkę, Lenę.
Starałem się zachować spokój i przyjąć je serdecznie w końcu szczęście mojego syna jest dla mnie najważniejsze. Po ich wyjściu jednak nie mogłem przestać o tym myśleć. Musiałem podzielić się swoimi wątpliwościami, więc zadzwoniłem do mojego zaufanego przyjaciela, Zbyszka, którego nazywam żartobliwie moim lekiem na niepokój. Zawsze stoi za mną murem, umie wysłuchać i podpowiada rozwiązania, które rzeczywiście działają.
Opowiedziałem mu całą sytuację, prosząc o radę. Rozmawialiśmy długo i pewnie gadalibyśmy jeszcze więcej, gdyby nie to, iż Michał wrócił do domu. Poszedłem do kuchni, żeby z nim porozmawiać, mimo iż obawiałem się kolejnych zaskakujących wieści.
Michał spojrzał na mnie poważnie i powiedział: Tato, chciałbym, żeby Ola i jej córka zamieszkały z nami. Zamurowało mnie. Przez chwilę nie wiedziałem, co odpowiedzieć, ale w końcu zgodziłem się, mówiąc: Niech się wprowadzą. Michał rozpromienił się i od razu pobiegł przekazać im tę wiadomość.
Siedząc później sam w pokoju, nie mogłem odpędzić od siebie myśli, iż Aleksandra może nie być wobec Michała do końca szczera. Może zna naszą rodzinę, wie, iż mamy spory dom w centrum Krakowa, iż nie brakuje nam pieniędzy pensja, oszczędności, trochę inwestycji na pewno byśmy sobie poradzili w złotówkach. Może po prostu liczy na łatwiejsze życie?
Z tymi myślami zasnąłem. Tej nocy śnił mi się mój ukochany, zmarły żona, Anna. Usiadła przy mnie i powiedziała mi cicho: Będzie dobrze. Rano, gdy wstałem, poczułem, iż wszystko się ułoży. Michał nie jest dzieckiem ma głowę na karku, zna życie, a choćby gdyby popełnił błąd, potrafi go naprawić.
Z tej sytuacji nauczyłem się, iż nie warto nadmiernie się martwić o dorosłe dzieci. Musimy im zaufać, pozwolić wyciągać własne wnioski i nie oceniać nikogo wyłącznie po podejrzliwości i obawach.












