Świt nad ruiną
Cztery wichry targają spękaną tułaczką,
Gdy wiatr niesie po polach zarazę i trwogę.
Ziemia, pyłem dławiona, staje się kołatką,
Co udręczonym ludom zamyka już drogę.
Cień bezwzględny i podły, sługus podziemia,
Wznosi mury z nienawiści, z kamienia odrazy,
Chce uwięzić człowieka w otchłani milczenia,
Sącząc jad w ludzkie serca, w powietrze i głazy.
Lecz nie wieczność pisana jest nocy potędze!
Gdy pęknie czarna chmura i niebo się przetrze,
Chrystus blaskiem rozproszy tę śmiertelną jędzę.
Wtedy barwy tęczowe uderzą w przestworza,
Czysta prawda istnienia nasyci powietrze,
A boski promień spłynie jak światłość do morza.





