Święta co roku przychodzą z tą samą obietnicą:
że wreszcie się zatrzymamy.
Że będzie cicho.
Że będzie razem.
A potem bardzo często są… szybkie. Głośne. Pełne napięcia. I gdzieś pomiędzy barszczem a rozmową, którą „trzeba jakoś przejść”, gubimy to, co najważniejsze. Dlatego w te Święta nie chcę życzyć Ci więcej. Chcę życzyć – obecności.

Czym naprawdę jest obecność?
Obecność nie jest perfekcyjnym stołem. Nie jest idealną atmosferą. Nie jest uśmiechem „bo tak wypada”. Obecność to nieopuszczanie siebie, choćby na chwilę. To zauważenie, iż ciało jest napięte — i pozwolenie mu na ulgę.
To prawo do bycia w rozmowie, ale też prawo do wyjścia z niej, jeżeli przekracza granice. Obecność to reagowanie na sygnały z ciała, a nie ich zagłuszanie.To mówienie „teraz potrzebuję chwili”, zamiast udawania, iż wszystko jest w porządku. Obecność to nie rozmowy o niczym, żeby tylko było miło.To nie kontrolowanie atmosfery.
To nie zadowalanie wszystkich dookoła.
Obecność to prawda — czasem cicha, czasem niewygodna, ale własna.
Święta nie muszą być idealne, żeby były prawdziwe
Nie zawsze da się „naprawić” relacje przy wigilijnym stole. Nie zawsze da się być razem w sposób, o jakim marzymy. Ale zawsze można być bliżej siebie.
Życzę obecności, która nie wymaga wysiłku, czułości wobec własnych granic, prawa do bycia dokładnie takim, jakim jesteś, prawdziwego oddechu, chociaż jednego ale codziennie dziennie i zgody na to, iż nie wszystko musi się udać
Bo obecność to decyzja: zostać przy sobie. Spokojnych, prawdziwych Świąt. Z uważnością. Z czułością. Z Tobą.









