Styl unikający: dlaczego niektórzy znikają, gdy najbardziej ich potrzebujesz

kobietytomy.pl 2 godzin temu

Niektórzy są tylko wtedy, gdy jest wygodnie. Gdy robi się poważniej, znikają lub są, ale jakby nieobecni. Gdy robo się ciężko, ich nie ma. Tak samo wtedy, gdy najbardziej ich potrzebujesz. Wtedy kiedy tworzy się z tego pewien mechanizm, to można szukać w tym głębszych psychologicznych wyjaśnień. Bo może być to styl unikający. Typowy dla 1 na 4 osoby dorosłe. Czyli powszechny. Może właśnie z powodu tej skali tak wielu z nas słusznie sądzi, iż trudno znaleźć dziś osobę, na której można naprawdę polegać. Tak po prostu mieć co do niej pewność…

O co chodzi z tymi stylami?

Może Ci się wydawać, iż to Ty o wszystkim decydujesz. Jednak to nie jest prawda.

Decyduje to, co zostało w Tobie zapisane dawno temu, w pierwszych miesiącach życia. Styl przywiązania. jeżeli jest bezpieczny, robota zrobiona.

Jednak jeżeli nie jest bezpieczny, to potrzebna Ci jest świadomość i praca nad sobą, bo bez niej będziesz powtarzać ciągle te same błędy, spotykać te same trudne osoby i dziwić się, dlaczego nie możesz zbudować stabilnego związku.

Styl unikający to bowiem jak pieczęć na życiu

Dopóki jej nie obejrzysz i nie zrozumiesz, jak działa, niczego nie zmienisz. I do tego będziesz się frustrować. Dlatego tak ważne jest, aby zrozumieć, na czym to polega.

Mamy następujące style przywiązania:

  • bezpieczny styl przywiązania – osoby z tym stylem mają stabilne poczucie własnej wartości, potrafią zaufać innym ludziom i nie mają problemu z bliskością. To najlepszy możliwy styl, jaki jest.
  • lękowo-ambiwalentny styl przywiązania – osoby z tym stylem poszukują intymności, tak bardzo, iż bywa, iż przesadnie. Do tego mocno boją się odrzucenia.
  • zdezorientowany styl przywiązania – najczęściej występuje u osób mających traumatyczne doświadczenia. Wyróżnia się tym, iż zachowania są zmienne i dość nieprzewidywalne.
  • unikający styl przywiązania – on jest w tym zestawieniu na końcu, ale jemu przyjrzymy się najbardziej. Bo on jest bohaterem tego artykułu/

Dlaczego styl unikowy prowadzi do rozczarowania?

Styl unikowy jest trudny do zrozumienia dla kogoś, kto ma styl bezpieczny. Bo on bywa nielogiczny, irracjonalny, a choćby odpychający. I to dosłownie.

Dlaczego?

Ponieważ najpierw jest miło, pięknie, a za chwilę nie ma nic. On znika, bez zapowiedzi. Nie uprzedza, po prostu już go nie ma.

Dlatego, iż musi. Bo gdy robi się poważnie, dla niego jest niepokojąco. Coś go męczy i to bardzo. Dlatego ucina kontakt, milczy, nie odzywa się, nie odpowiada. To typ znikający.

Dlaczego on nie dzwoni? O stylu unikającym

Dlaczego on ucieka?

Nie każdy, kto odsuwa się od ludzi, chce odejść. Czasem chce zostać. Tylko nie wie, jak.

I właśnie dlatego styl unikający potrafi być tak trudny w relacji. Z zewnątrz wygląda jak chłód, obojętność albo brak zaangażowania. W środku może jednak kryć się lęk przed tym, co bliskość robi z człowiekiem.

Bo bliskość jest przyjemna. Dopóki nie zaczyna boleć.

Dla osoby o silnych cechach unikającego stylu przywiązania powiedzenie: boję się, potrzebuję ciebie – mogą być trudniejsze niż rozmowa o kredycie, remoncie czy samochodzie.

Rzeczy można naprawić. Emocje nie zawsze. A już na pewno nie da się ich dokręcić śrubokrętem.

To dość ciekawe, iż relacja ze stylem unikającym wygląda zawsze tak samo.

Najpierw jest bliskość

Często wszystko zaczyna się bardzo dobrze.

Jest zainteresowanie, chemia, rozmowa do późna i tęsknota. Wiadomość rano i wiadomość wieczorem. Jest: „Nigdy z nikim tak nie rozmawiałem”.

A potem relacja zaczyna robić się prawdziwa. Pojawiają się oczekiwania. Potrzeby. Konflikty. Odpowiedzialność. I wtedy niespodziewanie coś się zmienia. Na gorsze – zdecydowanie.

On zaczyna potrzebować więcej przestrzeni. Ona zaczyna potrzebować więcej jego

Im bardziej ona próbuje się zbliżyć, tym bardziej on się odsuwa. I to jest właśnie styl unikowy w praktyce. Najpierw bliskość, później ucieczka.

Przed czym ucieka osoba ze stylem unikającym?

Nie przed człowiekiem, ale przed emocjami. Emocjami, których nie rozumie i które ją przerastają.

Jak to wygląda w praktyce?

Mężczyzna nie zawsze wychodzi z relacji drzwiami.

Czasem siedzi obok. Tak blisko, iż można dotknąć jego kolana. I właśnie wtedy jest najdalej…

Ona mówi: “Chciałabym z tobą porozmawiać”.

On patrzy w telefon. Nie dlatego, iż coś ważnego się wydarzyło. Właśnie dlatego, iż nic istotnego tam nie ma. Przewija. Jeszcze raz. Wiadomości z grupy, na której ktoś wysłał zdjęcie psa. Pies jest ważny. Rozmowa o związku mniej.

“Słuchasz mnie?”. Ona pyta. “Tak”. On odpowiada.

To „tak” jest bardzo wygodne i bardzo klasyczne. Ma dwie litery i nie wymaga żadnego zaangażowania. Ona mówi dalej.

Ona czuje się samotna

O tym, iż ostatnio czuje się samotna. Że są razem, ale jakby osobno, chciałaby czasem wiedzieć, co on naprawdę czuje. On wzdycha. Nie głęboko. Tak trochę.

Na tyle, żeby pokazać zmęczenie, ale nie emocje.” Przecież jestem” mówi.

Jest. To prawda.

Ciało jest. Człowiek niekoniecznie.

To jedna z najbardziej podstępnych form samotności w związku

Nie wtedy, kiedy wracasz do pustego mieszkania. Tylko wtedy, kiedy wracasz do pełnego.

On śpi obok. Oddycha. Chrapie. Zostawia kubek po kawie. Ma swoje kapcie, rachunki i miejsce na kanapie.

Tylko jakoś nie ma go tam, gdzie najbardziej chciałaby go znaleźć. W rozmowie, bliskości. W zwykłym: “Boję się”. Albo: “Jest mi źle” lub “Nie wiem, co robić”.

Bo mężczyzna unikający bliskości często świetnie radzi sobie z rzeczami. Z samochodem, kredytem, remontem, zepsutym kranem, z wyborem telewizora, wyborem wakacji.

Wakacje muszą być zaplanowane. Emocje już nie. One są jak nieproszony gość, który przychodzi bez zapowiedzi i jeszcze chce zostać na noc. A on nie ma dla niego pościeli. Więc najlepiej go nie wpuszczać.Największym problem zaczyna się wtedy, kiedy tym nieproszonym gościem jest własna kobieta.

Ona nie chce wiele. Chce tylko wiedzieć, co się dzieje.

“Nic”.

“Ale przecież widzę, iż coś jest”.

“Wydaje ci się” – słowo unikającegp

„Wydaje ci się” to jedno z najwygodniejszych zdań w relacji. Nie trzeba nim niczego wyjaśniać. Wystarczy nim unieważnić cudze odczuwanie. Ona czuje. On mówi, iż jej się wydaje. Ona pyta. On mówi, iż przesadza. Ona płacze. On wychodzi do drugiego pokoju.

Nie dlatego, iż jej nie kocha. Być może właśnie dlatego, iż kocha, ale nie umie być blisko tego, co miłość uruchamia. Bo bliskość jest niebezpieczna.

Kiedy ktoś naprawdę cię widzi, może zobaczyć także to, czego sam w sobie nie chcesz oglądać. A on całe życie nauczył się odwracać wzrok.

Więc kiedy ona mówi: “Zostań”. On słyszy: “Zrób coś, czego nie potrafisz”.

Kiedy mówi: “Przytul mnie”. On słyszy: “Pokaż mi swoją słabość”.

Kiedy mówi: “Powiedz, co czujesz”. Słyszy: “Rozbierz się do samego środka”.

A on nie przyszedł na tę rozmowę przygotowany. Ma spodnie. Koszulę. Telefon. Kluczyki.

Tylko żadnej zbroi, która chroniłaby przed własnym wnętrzem. Więc wychodzi. Czasem naprawdę. Niekiedy tylko do łazienki. Czasem do pracy. Do garażu. Czasem w sport. W alkohol. Czasem w żart. Czasem w racjonalizowanie.

A czasem w inną kobietę.

Nie zawsze dlatego, iż jej pragnie. Czasem dlatego, iż z nową kobietą jeszcze nie trzeba być blisko. Na początku można być tylko interesującym. Zabawiać. Imponować. Pisać do późna. Opowiadać o sobie. A potem, kiedy druga osoba zaczyna naprawdę pytać: „Kim jesteś?” zrobić dokładnie to samo. Zniknąć.

Styl unikający ma swoją osobliwą logikę

Pragnie bliskości, dopóki bliskość nie staje się prawdziwa. Chce być kochany, dopóki miłość nie zaczyna czegoś od niego wymagać. Chce kobiety, dopóki kobieta nie zaczyna potrzebować jego obecności. Wtedy robi krok do tyłu.

Ona krok do przodu. On kolejny do tyłu. Ona jeszcze jeden. I nagle są w tańcu.

Tylko, iż nikt nie słyszy muzyki.

Ona myśli, iż jeżeli będzie spokojniejsza, cierpliwsza, mądrzejsza, mniej wymagająca, bardziej atrakcyjna, bardziej niezależna, bardziej wyrozumiała, on w końcu się otworzy. Co robi?

Zaczyna zmniejszać siebie. Trochę. Potem jeszcze trochę. Odrobinkę. Ciągle. Nie zauważa jak bardzo.

Aż pewnego dnia patrzy w lustro i zastanawia się, gdzie podziała się kobieta, którą była.

On tymczasem czuje ulgę. Bo jest mniej pytań. Mniej łez, mniej rozmów i bliskości, tej, której tak bardzo się boi.

Czyli jest dobrze. Wszystko jest dobrze. Tak, jak ma być.

Tylko ona jakoś coraz mniej jest

I wtedy dzieje się rzecz przewrotna.

Mężczyzna unikający często nie boi się samotności tak bardzo, jak boi się bliskości. Dlatego potrafi doprowadzić do samotności właśnie po to, żeby poczuć się bezpiecznie. To jego schron.

Tylko iż to nie takie proste. Bo z czasem okazuje się, iż schron nie ma drzwi. A kiedy już wszyscy odejdą, można siedzieć w nim spokojnie. Samemu. Bez pytań, łez, które wkurzają, cudzych potrzeb, których się nie chce.

Bez ryzyka. I bez miłości, której tak bardzo chciało się uniknąć.

A kobieta? Ona przez długi czas może myśleć, iż musi znaleźć adekwatny klucz. Jeszcze jedna rozmowa. Kolejna książka. Jeszcze trochę cierpliwości. Jeszcze trochę mniej siebie.

Aż w końcu rozumie. To nie był zamek. To były drzwi, które on sam trzymał od środka.

I wtedy trzeba zdecydować, czy dalej stać na progu.

Czy dalej samej sobie to robić. Największym błędem jest kochać człowieka, który ucieka. Samej się zmieniać i nie wymagać zmiany od niego.

Największym błędem jest biec za nim tak długo, aż sama nauczysz się uciekać od siebie. I może właśnie wtedy zaczyna się dojrzałość, kiedy to rozumiesz, iż to nie ma sensu…

Nie wtedy, kiedy on wreszcie wraca. Tylko wtedy, kiedy Ty przestajesz czekać. Bo zauważasz schemat. Zmiana zaczyna się od nazwania.

Co dalej?

Chcesz więcej treści, które zostają? Zobacz Alfabet mężczyzny, który nie dorósł. Lektura, która uderza, nie jest lekka, ale daje jedną istotną rzecz. Zobacz, jaką!

Zapisz się też do newlsetter i dołącz do społeczności kobiet, które chcą widzieć świat bardziej, głębiej!

Idź do oryginalnego materiału