Straciłam chęć pomagania teściowej, kiedy dowiedziałam się, co zrobiła. Ale nie potrafię jej zostawić. Mam dwoje dzieci. Każde z innym ojcem. Moja córka, Sandra, ma teraz 16 lat. Jej tata płaci alimenty i utrzymuje z nią stały kontakt. Choć mój pierwszy mąż jest już w nowym związku i ma kolejne dzieci, nie zapomina o naszej córce. Mój syn nie miał tyle szczęścia. Dwa lata temu mój drugi mąż zachorował i zmarł po trzech dniach w szpitalu. przez cały czas nie mogę w to uwierzyć—często mam wrażenie, iż zaraz wejdzie do mieszkania i uśmiechnie się do mnie, życząc mi miłego dnia. Potem płaczę przez cały dzień. W tym trudnym czasie bardzo wspierałam mamę mojego zmarłego męża, Panią Monikę. Dla niej to też był ogromny cios—jej jedyny syn odszedł. Trzymałyśmy się razem, wspierałyśmy się, dużo ze sobą rozmawiałyśmy i odwiedzałyśmy się często, wspominając go. Byłyśmy jak przyjaciółki. Pamiętam, iż gdy zaszłam w ciążę, teściowa wspomniała coś o teście na ojcostwo, bo podobno widziała w telewizji historię o mężczyźnie, który wychowywał nie swoje dziecko. Powiedziałam jej, iż to bzdura—jeśli mężczyzna ma wątpliwości, to nie będzie dobrym ojcem. Teściowa twierdziła, iż ufa, ale trochę się bałam, iż będzie chciała zrobić test, gdy urodzi się dziecko. Ale potem nic już nie mówiła. W tym roku teściowa ciężko zachorowała i jej stan gwałtownie się pogorszył. Zaproponowałam, iż powinna zamieszkać bliżej mnie. Znalazłam choćby agencję nieruchomości i planowałyśmy zakup mieszkania. Kiedy trafiła do szpitala, potrzebowała aktu zgonu swojego męża do formalności, więc pojechałam po dokumenty do jej mieszkania. Tam, przeglądając segregator, znalazłam… wynik testu na ojcostwo, zrobiony potajemnie, gdy mój syn miał tylko dwa miesiące! Wynik potwierdzał, iż mój mąż był ojcem, ale teściowa przez te wszystkie lata nic mi nie powiedziała. Byłam oburzona i zawiedziona. Teraz teściowa przeprasza i twierdzi, iż bardzo tego żałuje. Ja jednak czuję się zdradzona—ufałam jej, a ona nigdy mi nie powiedziała prawdy. Czuję, iż nie chcę jej już pomagać. Ale świadomość, iż zostałaby zupełnie sama, sprawia, iż jednak nie mogę jej zostawić. Nie chcę też zabierać synowi babci. przez cały czas będę ją wspierać, ale ta dawna bliskość i zaufanie między nami już nie wrócą…

polregion.pl 1 miesiąc temu

Straciłam całą ochotę, żeby pomagać mojej teściowej, kiedy się dowiedziałam, co zrobiła. Ale zostawić jej też nie potrafię.

Mam dwoje dzieci. Każde z innego związku. Pierwsza była córka, Iwonama dziś 16 lat. Jej tata płaci alimenty i cały czas utrzymuje z nią kontakt. Choć mój pierwszy mąż już dawno się ożenił ponownie i ma jeszcze dwójkę dzieci, nigdy nie zapomina o naszej Iwonie.

Mój syn miał niestety mniej szczęścia. Dwa lata temu mój drugi mąż nagle zachorował, a trzy dni później zmarł w szpitalu. Ciągle mam wrażenie, iż zaraz usłyszę jego krok w przedpokoju, uśmiechnie się i życzy mi miłego dnia. Wtedy płaczę do poduszki przez resztę wieczoru.

W tym wszystkim bardzo zbliżyłam się do mamy mojego zmarłego męża, pani Haliny. Straciła przecież jedynego syna i tak samo było jej ciężko jak mnie. Starałyśmy się trzymać razem, dzwoniłyśmy do siebie prawie codziennie, a kawy u niej w kuchni wypiłam chyba tyle, iż mogłabym założyć własną palarnię. O moim Mariuszu mówiłyśmy praktycznie nieustannie.

Był moment, iż poważnie rozważałyśmy zamieszkanie razem. Ale ostatecznie pani Halina się rozmyśliła. I tak minęło już 7 lat. Byłyśmy sobie bliskie jak przyjaciółki.

Pamiętam jak byłam w ciąży, pani Halina nagle wspomniała coś o badaniu DNA, zupełnie z czapy. Okazało się, iż oglądała w telewizji jakiś talk show, w którym facet przez dekadę wychowywał nie swoje dziecko. Powiedziałam jej wtedy dobitnie:

jeżeli facet ma choć cień wątpliwości, czy to jego dziecko, to i tak będzie ojcem wyłącznie niedzielnym!

Teściowa twierdziła, iż nie ma żadnych wątpliwości, to na pewno dziecko jej syna. Byłam przekonana, iż prędzej czy później poprosi o test ojcostwa, ale temat przycichł.

Tego lata pani Halina poważnie zachorowała, nagle jej stan się pogorszył. Stwierdziłam, iż powinna zamieszkać bliżej mnie. Znalazłam agencję nieruchomości i zaczęłyśmy szukać dla niej mieszkania.

Wtedy trafiła do szpitala, a ja musiałam znaleźć akt zgonu jej męża, bo pośrednik tego potrzebował. Halina nie była w stanie nic załatwiać, więc poszłam do jej mieszkania sama i szperałam w papierach.

Wśród sterty dokumentów znalazłam zupełnie niespodziewanie wynik testu na ojcostwo. Okazało się, iż kiedy mój syn miał dwa miesiące, teściowa zrobiła w tajemnicy badanie DNA! Potwierdziło, iż to naprawdę syn jej Mariusza.

Byłam wściekła. Przez tyle lat nie odważyła się o tym wspomnieć, ale jednak nigdy mi nie zaufała! Nie przemilczałam tego i wygarnęłam jej całą tę historię, kiedy tylko mogłam. Teraz przeprasza i mówi, iż żałuje jak głupio wtedy postąpiła. Ale mnie to dalej nie przechodziczuję się po prostu zdradzona i choćby przez te wszystkie lata nie wpadłam na to, co jej siedzi w głowie!

Nie mam już siły do niej. Pomagać, nie pomagać? Z jednej strony nie chcę, by mój syn stracił babcię. Z drugiej, do dawnych relacji już nie wrócimy Pomogę pani Halinie, bo nie ma już nikogo oprócz nas. Ale tej serdeczności, zaufania i tej herbaty przy wspomnieniach chyba już nie będzie.

Idź do oryginalnego materiału