Jak długo pani syn się do pani nie odzywa? zapytałam sąsiadkę, i w tej chwili serce mi pękło.
Ostatni raz widziałam go ponad sześć lat temu. Po przeprowadzce z żoną do Warszawy, na początku czasem jeszcze dzwonił, ale potem kontakt się urwał. Kiedyś kupiłam jego ulubioną szarlotkę, pojechałam do niego na urodziny i… w tym momencie spuściła wzrok i rozpłakała się cicho.
Co się wtedy stało?
Drzwi otworzyła synowa i powiedziała, iż nie jestem mile widziana w ich domu. Mój syn nie powiedział ani słowa, tylko spojrzał na mnie, jakbym była winna, po czym odwrócił wzrok. Od tamtej pory go nie widziałam.
Naprawdę już nigdy później nie zadzwonił? aż trudno mi było uwierzyć w te słowa.
Zadzwoniłam do niego raz, gdy postanowiłam sprzedać trzypokojowe mieszkanie i kupić kawalerkę. Oczywiście przekazałam mu wtedy trochę pieniędzy, ponad czterdzieści tysięcy złotych. Przyjechał, podpisał papiery, wziął pieniądze i więcej się nie odezwał.
Czy jest pani bardzo samotna czy już się pani przyzwyczaiła do bycia samej? zapytałam starszą panią.
Dobrze sobie radzę! Kiedy byłam młoda, zostałam sama z synem mąż odszedł do innej kobiety. Sama go wychowałam. Dorastał otoczony miłością i troską. Później powiedział mi, iż chce zamieszkać osobno. Ucieszyłam się, bo myślałam, iż dorósł, iż zaczyna planować swoje życie.
Ale chodziło o coś innego jego dziewczyna nalegała na własne mieszkanie. Chciała mieć przestrzeń tylko dla siebie, by nikt im nie przeszkadzał. niedługo zaszła w ciążę.
Tak po prostu mi to pani opowiada? Nie jest pani zła, iż syn zostawił panią w starszym wieku? zdziwiłam się.
Już się przywyczaiłam. Lubię nowe mieszkanie, mam wszystko, czego potrzeba. Każdego ranka budzę się, nastawiam czajnik, wychodzę na balkon i piję herbatę, patrząc na budzącą się Warszawę. Jak byłam młoda, marzyłam tylko o tym, by się wyspać pracowałam na dwie zmiany. Chciałam dożyć starości wśród bliskich, ale widocznie nie było mi to pisane.
Może powinna pani wziąć jakiegoś zwierzaka? We dwoje zawsze raźniej.
Kochana, choćby koty czasem odchodzą, a psa nie wezmę, bo nie wiem, czy doczekam rano. Nie mogę nikogo brać pod opiekę, o ile nie mam pewności, iż go nie zawiodę. W życiu już raz popełniłam głupstwo, wystarczy…
Starsza pani z trudem powstrzymywała łzy, ale ostatecznie nie wytrzymała i się rozpłakała.
Dzieci, nigdy nie opuszczajcie swoich rodziców. Jesteście ich częścią, i kiedy odejdą, cząstka was też odejdzie. Szanujcie ich póki są, bo nic nie daje tyle siły, co ich miłość.









