W tamtych czasach, w jednym z zakątków Polski, pewna para starszych ludzi przeżywała ciężkie chwile.
Sprawa wygląda tak niedługo przyjdą do nas goście, a wy musicie gdzieś pójść. Sami rozumiecie, iż z wami nie będzie żadnego święta. Synku, ale dokąd mamy pójść? Nie mamy tu nikogo. westchnęła matka. No skąd mam wiedzieć? Sąsiadka ze wsi was kiedyś zapraszała, to jedźcie.
Wiktora i Halina Żurawscy już sto razy pożałowali, iż posłuchali syna i sprzedali swój dom. Może było im ciężko, ale to był ich własny kąt. Tam byli gospodarzami. A tutaj?
Balili się wychodzić ze swojego pokoju, by nie rozgniewać synowej Katarzyny. Drażniło ją dosłownie wszystko jak chodzą w kapciach, jak piją herbatę, jak jedzą.
Jedyną osobą w całym mieszkaniu, dla której byli potrzebni, był ich wnuk Tomek.
Młody, przystojny chłopak, który kochał swoich dziadków do szaleństwa. Gdy tylko matka podniosła na nich głos, od razu stawał w ich obronie.
Ale ich syn, Marek czy bał się żony, czy było mu wszystko jedno nigdy nie stanął za rodzicami.
Tomek jadał kolacje z babcią i dziadkiem, choć rzadko bywał w domu. Był na praktykach i mieszkał w akademiku. Przyjeżdżał tylko w weekendy.
Dla starszych ludzi jego wizyty były jak święto. A teraz zbliżał się Nowy Rok. Tomek przyjechał wcześnie rano, tylko po to, by ich pozdrowić.
Wszedł do ich pokoju, niosąc dla wszystkich ciepłe skarpety i rękawiczki. Wiedział, iż zawsze marzną babcia dostała haftowane, a dziadek zwykłe, wełniane.
Halina przytuliła rękawiczki do twarzy i rozpłakała się.
Babciu, co się stało? Nie podobają ci się?
Ależ skąd, kochanie. Są najpiękniejsze. Nigdy nie miałam tak drogiego prezentu.
Przytuliła wnuka, a on zaczął całować jej dłonie tak jak robił to od dziecka. Jej ręce zawsze pachniały jabłkami, ciastem, a przede wszystkim ciepłem i miłością.
No więc, moje drogie, wytrzymajcie tutaj beze mnie trzy dni. Jadę z chłopakami odpocząć, a potem wrócę.
Odpoczywaj, wnusiu. powiedziała babcia. My poczekamy.
Tomek spakował torbę, pożegnał się i wyszedł. Starzy wrócili do swojego pokoju.
Po godzinie usłyszeli, jak Katarzyna krzyczy na męża, iż mają przyjść goście, a w domu są starzy. Trzeba ich gdzieś wyprawić wstyd przed ludźmi, nie można się rozluźnić.
Gdzie potem położymy gości? pytała. Marek próbował się tłumaczyć, ale Kasia choćby nie chciała słuchać.
Staruszkowie siedzieli cicho jak myszy, choćby nie wyszli po herbatę. Wiktor wyjął z szuflady wafle i podzielił się z żoną.
Siedzieli przy oknie, cicho gryząc suche ciastka. Bali się choćby odezwać. W oczach Haliny drżała łza. Jakże boleśnie jest dożyć chwili, gdy stajesz się nikomu niepotrzebny.
Na dworze zapadł zmrok. Do pokoju wszedł Marek.
Sprawa wygląda tak niedługo przyjdą goście, a wy musicie gdzieś pójść. Sami rozumiecie.
Synku, ale dokąd? spytała matka.
No skąd mam wiedzieć? Sąsiadka was kiedyś zapraszała, to jedźcie.
Jak mamy jechać? Autobus już nie kursuje, a my choćby nie wiemy, gdzie jest dworzec. I czy ona jeszcze żyje.
Nie wiem, krótko mówiąc Kasia dała wam godzinę na spakowanie się.
Wyszedł. Wiktor i Halina spojrzeli na siebie. Każde powstrzymywało łzy. Zaczęli się pakować choćby podarunki Tomka się przydały.
Ubrali się ciepło i w milczeniu wyszli z domu. Na ulicy było już ciemno. Ludzie biegali w pośpiechu, zajęci swoimi sprawami.
Halina wzięła męża pod rękę i powoli skierowali się w stronę parku. Po drodze wstąpili do małej kawiarenki. Zamówili herbatę i kanapki, bo cały dzień nic nie jedli.
Przesiedzieli tam prawie godzinę. Nie chciało im się wychodzić na mróz. W parku znaleźli altankę i schronili się w niej.
Przynajmniej dach nad głową. Przytulili się do siebie. Halina patrzyła na swoje haftowane rękawiczki.
Dobrze, iż nasz wnuk ma dobre serce, w przeciwieństwie do swoich rodziców. powiedział Wiktor.
Tak, obiecaliśmy mu, iż wytrzymamy, a nie daliśmy rady. odparła babcia.
Czas mijał, śnieg nie ustawał. W oknach migotały choinki. Wiele rodzin już siedziało przy stole, żegnając stary rok.
Nagle u nóg Haliny i Wiktora pojawił się pies śliczny spaniel. Zaczął skomleć, wspinając się na kolana babci.
Skarbie, co ty tu robisz sam? Zgubiłeś się? zapytała Halina.
W oddali rozległ się kobiecy głos:
Lord, gdzie jesteś? Czas do domu! Gdzie się podziałeś?
Młoda dziewczyna usłyszała szczekanie i podeszła do altanki.
Przepraszam, Lord jest łagodny, nikogo nie ugryzie. Ale długo tu siedzicie?
Długo, córeczko. odparł Wiktor.
Dlaczego nie idziecie do domu? Za godzinę Nowy Rok, a tu tak zimno
Staruszkowie milczeli.
Przepraszam nie macie gdzie iść?
Pokiwali głowami.
Ojej Lord nie odstępuje babci. Chyba musicie iść ze mną.
Dziecko, po co ci to? Jakoś dotrwamy do rana.
Nie, tak was nie zostawię. Mieszkam sama z Lordem, będziecie mile widziani. Chodźcie, zaraz Nowy Rok!
Halina i Wiktor spojrzeli na siebie, westchnęli i wstali. choćby w ciepłych skarpetach nogi mieli zmarznięte.
Szli powoli, a Lord biegał wokół, merdając ogonem. Po drodze rozmawiali.
Halina opowiedziała, jak znaleźli się w altance. Wstyd było przyznawać się przed obcą dziewczyną, ale coś w niej budziło zaufanie.
Nie rozumiem, jak można tak potraktować własnych rodziców. powiedziała dziewczyna. Moich już nie ma wszystko bym oddała, żeby jeszcze mogli być przy mnie.
W jej mieszkaniu było ciepło i pachniało pierogami. Najpierw wypili herbatę, potem zasiedli do stołu.
Choinka migotała kolorowymi światełkami. Było przytulnie, jak




.jpg)
![„Gmina Miasto Świdnica jest świadoma problemu”. Co z tego wynika, czyli śmietnisko w centrum [FOTO]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/01/smieci-podworko-Dluga-Daleka-Pulaskiego-2025.10.12-mix.jpg)







