Olek, wkurzony, szarpie drzwi lodówki, niemal zrzuca zawartość z półek, a jeden z magnesów z hukiem spada na podłogę.
Jadwiga stoi po drugiej stronie, blada, z napiętymi palcami pięści.
Łatwiej już? wydycha, podnosząc podbródek w wyzwaniu.
Naprawdę mnie denerwujesz chrumka Olek, starając się brzmieć spokojnie. Czy to ma być moje życie? Szara pustka bez iskry.
Czy to znów ja jestem winna? Jadwiga krzywi się smutnym uśmiechem. Oczywiście, iż nie, bo nic nie dzieje się po twojej myśli.
Olek zaciska zęby, chce coś powiedzieć, ale macha ręką. Rozbija kapselkę butelki z wodą mineralną, wylewa ją prosto z gardła, po czym z hukiem stawia ją na stole.
Olek, przestań milczeć w jej głosie brzmi ostra nuta bólu. Powiedz, co cię tak nie zadowala?
Co mam tłumaczyć? skrzywia się gorzko. I tak i tak nie zrozumiesz. Ile mogę jeszcze znosić tę beznadzieję? Wszystko precz!
Przez chwilę patrzą na siebie w milczeniu. Jadwiga bierze głęboki oddech i kieruje się do łazienki. Olek ledwo osiada na kanapie. Za zamkniętymi drzwiami słychać głośny plusk wody najpewniej odkręciła kran, by zagłuszyć chrzęst.
Jemu jest obojętne.
Trzy lata temu wzięli ślub i wprowadzili się do mieszkania, które Jadwiga dostała od rodziców. Po przejściu na emeryturę rodzice przeprowadzili się na wieś, przekazując lokum córce. Mieszkanie jest przestronne, ale wciąż pachnie radziecką przeszłością: stare meble, odłuszczone tapety, miejscami podarty linoleum.
Na początku Olek nie przejmuje się tym w samym centrum, dzielnica świetna, do biura ręka wyciągniesz. niedługo jednak wszystko mu się nudzi. Jadwiga czuje się komfortowo w gnieździe rodzinnym, a Olek twierdzi, iż tu zatrzymała się epoka, i dusi się w tym.
Jadwigo, przyznaj niejednokrotnie wciąga rozmowę nie przeszkadza ci to otoczenie? Nie czas zmienić tapet, wymienić linoleum, wprowadzić nowoczesne rozwiązania?
Oczywiście, iż chcę odpowiada spokojnie Jadwiga. Tylko muszę poczekać na premię albo powoli zgromadzić pieniądze.
Znowu poczekać?! Cała twoja strategia to siedzieć cicho i czekać!
Kiedyś Olek chwalił się znajomym, iż odkopał pąk, który jeszcze rozkwitnie i wszyscy będą zachwyceni. Teraz jest pewny: ten pąk dawno zwiędł, nie rozwinął płatków.
Jadwiga żyje prostymi przyjemnościami: cieszy się świeżo zaparzoną herbatą, wieczorną lekturą, nowym ręcznikiem w kuchni. Dla Olka to nudny zastoju.
Nie odważa się od niej odejść nie chce wracać pod rodzicielskie skrzydło, które jest skomplikowane. A matka, Halina, zawsze popiera Jadwigę.
Synu, nie masz racji dokucza. Jadwiga to wspaniała, rozsądna dziewczyna. Mieszkasz w jej mieszkaniu, czemu więc jesteś niezadowolony?
Mamo, ty i Jadwiga to dwie krople wody, uwięzione gdzieś w kamiennym wieku wybucha Olek.
Ojciec, Józef, tylko macha rękami:
Halino, niech sama się rozgryzie.
Patrząc na Jadwigę, Olek myśli: Jakby cień, który przytwierdza mnie do tego mieszkania.
W końcu jego cierpliwość pęka.
Jadwigo, nie mogę dłużej szepcze przy oknie.
Od czego dokładnie? pyta spokojnie, łzy migoczą w oczach.
Od tej codzienności! Cały czas w garnkach i ścierkach, a ja nie chcę tak zmarnować życia!
Jadwiga bez słowa chwyta worek na śmieci i z hukiem zamyka drzwi, wychodząc.
Olek zostaje, licząc, iż zaraz wróci i zacznie go przekonywać, by nie odchodził. Kiedy Jadwiga wraca, jest niewzruszona.
Pewnie naprawdę lepiej będzie, jak będziesz mieszkał osobno mówi chłodno. Zbierz swoje rzeczy.
Co, zostaniesz tu sama, kiedy odejdę? wybucha Olek. To też mój dom!
Mylisz się, Olek odpowiada Jadwiga z zimnym uśmiechem. To mieszkanie rodziców.
Kilka tygodni później Olek przeprowadza się do rodziców. Po tym rozwodzą się.
Minęły trzy lata. Olek wciąż mieszka w rodzicowskim mieszkaniu, przekonując się, iż zaraz znajdzie własne lokum i wszystko się ułoży. Nie ma sukcesów w pracy, nowe znajomości nie przeradzają się w stałe związki, a rodzice coraz częściej mówią, iż jest już dorosłym wujkiem, nie nastolatkiem.
Pewnej wiosny, wracając późno wieczorem, zauważa małą kawiarnię z miękkim światłem i przyjemną melodią w tle. Chce wejść, ale zatrzymuje się.
Przy wejściu stoi Jadwiga.
Jednak ta Jadwiga, którą pamiętał, różni się od eleganckiej kobiety stojącej przed nim: stylowy płaszcz, elegancki kok, klucze od samochodu, spokój w spojrzeniu wszystko krzyczy o pewności i szczęściu?
Jadwigo? nieświadomie wpycha się mu z ust.
Ona odwraca się, po chwili rozpoznaje go.
Cześć, Olku mówi równym głosem.
Cześć Wyglądasz niesamowicie.
Dziękuję odpowiada z uśmiechem. W końcu żyję tak, jak zawsze chciałam.
Wciąż w tej starej pracy? nie powstrzymuje się Olek.
Nie, otworzyłam własne studio florystyczne w jej tonie słychać dumę. Długo się wahałam, ale znalazłam kogoś, kto mnie wspiera.
I kto to? wyrywa się w nim, choć nie wie, po co pyta.
Z drzwi kawiarni wychodzi mężczyzna, podchodzi i przytula Jadwigę za ramię, mówiąc:
Kochanie, zwolniłem stolik. Idziemy?
Jadwiga odwraca się do Olka:
Poznaj, to Vadim. A to Olek.
Miło było cię zobaczyć, Olku dodaje, uśmiechając się. Mam nadzieję, iż też sobie radzisz.
Olek kiwa głową w milczeniu. Jego usta drżą, chce coś powiedzieć, ale słowa zamarzają. Patrzy, jak Jadwiga trzyma Vadima za rękę, odchodzi za drzwi kawiarni, a w jego wnętrzu rośnie gorzka zazdrość.
Jeszcze kiedyś mówił: Mieszkam z pąkiem, który nie rozkwitł Teraz widzi, iż pąk w końcu rozkwita tylko nie przy nim.











