Ciotka mojego męża zapisała mu w testamencie mieszkanie. Lokal jest niewielki, znajduje się w samym sercu Krakowa. Mam z mężem trójkę dzieci. Najstarsza córka, Bogna, ma dziewiętnaście lat i właśnie studiuje na Uniwersytecie Jagiellońskim. Nasz najstarszy syn, Wiktor, chodzi do szóstej klasy i ma dwanaście lat, a najmłodszy, Stasiu, dopiero skończył pięć. Mieszkamy razem w dużym, jasnym mieszkaniu na Kazimierzu, więc każdy ma swoją sypialnię i sporo przestrzeni.
Ostatnio poróżniłam się z mężem w sprawie tej odziedziczonej przez niego kawalerki. Zasugerowałam, iż mieszkanie mogłoby przypaść Bognie jest już dorosłą dziewczyną, coraz częściej myśli o samodzielności, niedługo może stanąć na ślubnym kobiercu. Mąż jednak twierdzi, iż to skrajnie niesprawiedliwe wobec chłopców. Proponuje, byśmy sprzedali mieszkanie, a uzyskane złotówki podzielili równo pomiędzy całą trójkę.
Moim zdaniem ten plan nie ma sensu dzieci dostaną po kilkadziesiąt tysięcy złotych i nie wystarczy to choćby na wkład własny na mieszkanie. choćby gdyby pieniądze leżały na kontach do ich osiemnastych urodzin, Bogna kupi za nie najwyżej stare auto, a chłopcy pewnie wydadzą je na coś, co nie będzie inwestycją w ich przyszłość. Uważam, iż lepiej mieć wróbla w garści niż gołębia na dachu przynajmniej jedno z naszych dzieci zyskałoby lokum, a potem zobaczymy, jak rozwiązać sprawę mieszkaniową synów.
Mąż upiera się, iż jeżeli Bogna dostanie kawalerkę, zepsują się jej relacje z Wiktorem i Stasiem, bo chłopcy mogą czuć się pokrzywdzeni i nie wybaczą siostrze. Ja jednak myślę, iż dzieci jeszcze nie rozumieją tej całej sytuacji, mamy jeszcze czas, aby pomyśleć nad przyszłością chłopców i coś dla nich zorganizować.
Na razie Bogna nic nie wie o naszych planach, bo postanowiliśmy najpierw sami się nad tym zastanowić. Kawalerka po cioci jest w złym stanie i wymaga generalnego remontu nie nadaje się na stałe lokum i w tej chwili nie mamy funduszy, by ją wyremontować.
Siedzę i rozmyślam, czy to ja mam rację, czy powinienem poprzeć stanowisko męża, a może pozostało inne rozwiązanie, którego sami nie widzimy. Może ktoś z czytelników podsunie nam pomysł, który pozwoli znaleźć kompromis dla naszej rodziny?







