Śpiewają tak, jak śpiewały babki. Dawna mowa Podlasia wciąż żyje

slowopodlasia.pl 1 godzina temu
W tych pieśniach jest wszystko: miłość, ciężka praca, wesela, tęsknota i codzienność dawnych mieszkańców Podlasia. Choć język, którym śpiewają, nie ma jednej nazwy i zmienia się od wsi do wsi, dla członków zespołów pozostaje czymś więcej niż gwarą – jest domem, pamięcią i sposobem opowiadania o własnych korzeniach.Jak mówią, tę gwarę nazywają różnie: “po swojemu”, “po naszemu”, “po prostemu”. Członkowie grup muzycznych przyznają, iż pieśni chachłackie zostały im przekazane przez starsze pokolenie. Niektórzy pamiętają jak w tej gwarze śpiewali najstarsi mieszkańcy wsi, z których pochodzą. Dziś pielęgnują ich tradycje i nie tylko odtwarzają dawne piosenki, ale też całe obrzędy np. wypiekanie korowaja czyli tradycyjnego ciasta weselnego. Z sukcesami prezentują swoją twórczość m.in. na Ogólnopolskim Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu Dolnym. Przybliżamy działalność zespołów: Lewkowianie, Pawłowianki i Zespołu Śpiewaczo-Obrzędowego z Jakówek. – Zespół Lewkowianie powstał jesienią 2001 roku. W tym samym roku, po zamknięciu szkoły podstawowej w Dokudowie, przez samorząd, mieszkańcy założyli Stowarzyszenie Społeczno-Oświatowe „Nasza Szkoła”. Dyrektorem stowarzyszenia została Aniela Halczuk, która zainteresowała się historią Dokudowa. Odkryła, iż w latach 60. bardzo prężnie działało tam Koło Gospodyń Wiejskich, które przygotowywało przedstawienia teatralne i śpiewało w gwarze – mówi Anna Bandzarewicz, instruktor Gminnego Ośrodka Kultury w Białej Podlaskiej z/s w Wilczynie i opiekun zespołu Lewkowianie.W obrzędzie „Jak w Dokudowie kapustę kisili” Lewkowianie pokazują jesienny zwyczaj kiszenia kapusty;fot. GOK Biała PodlaskaŚpiewanie po chachłackuNa początku do zespołu dołączyło bardzo dużo osób – zarówno młodzieży, jak i dorosłych. – Było też kilka pań, które w dzieciństwie śpiewały jeszcze w zespole prowadzonym przez Aleksandrę Daniluk. Aniela Halczuk odeszła z zespołu w 2003 roku, jednak jego działalność była kontynuowana. Zespół bardzo prężnie funkcjonował jeszcze do dwóch-trzech lat temu. Niestety, najbardziej aktywne osoby, które posiadały największą wiedzę o tradycji, odeszły – przekazuje Anna Bandarewicz.Obecnie zespół liczy pięć aktywnie śpiewających osób oraz instruktora. Przez 25 lat działalności przewinęło się przez niego około 80 osób – od dzieci w wieku około 10 lat rozpoczynających przygodę z teatrem po osoby mające ponad 80 lat. Była to działalność łącząca wszystkie pokolenia.– Do najważniejszych osiągnięć zespołu należą sukcesy na ogólnopolskich przeglądach teatrów obrzędowych w Tarnogrodzie. W 2002 roku spektakl „Korowaj” otrzymał nagrodę Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Kilka lat później nagrodzono również spektakl „Odwitki”. W 2013 roku zespół zdobył wyróżnienie podczas Ogólnopolskiego Przeglądu Artystycznego Ruchu Seniorów w Bydgoszczy. W 2015 roku wystąpił podczas koncertu finałowego Ogólnopolskiego Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu Dolnym. Młodzieżowa grupa zespołu, wykonująca pieśni chachłackie, zdobyła także drugie miejsce podczas ogólnopolskiego przeglądu w Filharmonii im. Mikołaja Karłowicza w Szczecinie – wymienia jednym tchem Anna Bandarewicz.Obecnie zespół najczęściej bierze udział w przeglądach wokalnych oraz reprezentuje gminę podczas wydarzeń gminnych i powiatowych. W swoim dorobku ma 18 spektakli obrzędowych, w których wykorzystywane są pieśni oraz charakterystyczne powiedzenia w języku chachłackim.Repertuar opiera się na dawnych pieśniach zapamiętanych przez starsze mieszkanki regionu. w tej chwili są one odtwarzane i przekazywane kolejnym pokoleniom. Zespół wykonuje około 20 takich pieśni pochodzących z regionu.– Śpiewanie po chachłacku, podobnie jak mówienie tym językiem, przez część osób było kiedyś odbierane jako obraźliwe. Dlatego częściej mówi się po prostu o śpiewaniu „po naszemu”. Jest to mieszanka języka ukraińskiego, białoruskiego i polskiego. Na tych terenach od wieków przenikały się różne narodowości, dlatego język ukształtował się jako naturalna mieszanka wielu wpływów – wyjaśnia Anna Bandzarewicz.Dodaje, iż różnice występują choćby między sąsiednimi miejscowościami. Zmieniają się końcówki wyrazów i sposób mówienia. W jednej miejscowości można usłyszeć „ja była”, „ja robiła”, a w innej „ja byli”, „my robili”. Każda miejscowość zachowała własne naleciałości i lokalny dialekt.Zespół Lewkowianie powstał jesienią 2001 roku;fot. GOK Biała PodlaskaCykl obrzędów– Przygotowaliśmy 18 spektakli obrzędowych. Są to: „Korowaj dokudowski”, „Chochoty”, „Chusta prać”, „Walanki”, „Dokudowskie wesele”, „Jak w Dokudowie kapustę kisili”, „Tłoka”, „Odwitki”, „Jak to dawniej się w Dokudowie uczyć zaczęli”, „A kumo pożyczcie albo dajcie”, „Scheda”, „U Marcinowej na wiosnę”, „Banda”, „Jaki zasiew, taki plon”, „Lecą paździory” oraz „W moim ogródeczku”. Rozpoczęliśmy także pracę nad spektaklem o wykopkach, ale na razie prace zostały wstrzymane – wylicza opiekun zespołu.To cykl przedstawień obejmujących cały rok w gospodarstwie wiejskim. Każdy spektakl dotyczy innej pory roku, innych prac i zwyczajów mieszkańców.W tych pieśniach jest wszystko: miłość, ciężka praca i codzienność dawnych mieszkańców Podlasia. Język, którym śpiewają dla członków zespołów pozostaje czymś więcej niż gwarą – jest domem, pamięcią i sposobem opowiadania o własnych korzeniach.; fot. GOK Biała Podlaska– „Korowaj dokudowski” przedstawia obrzęd weselny, przygotowanie ciasta korowajowego, ubieranie panny młodej oraz wykonywanie wianka i weselnych pająków. „Chochoty” opowiadają o kolędowaniu noworocznym. „Chusta prać” pokazuje jesienne pranie worków i bielizny po zakończeniu wykopków. „Walanki” dotyczą wykonywania zimowych, filcowych ocieplaczy do butów z wełny. „Dokudowskie wesele” przedstawia tradycyjne wesele. „Jak w Dokudowie kapustę kisili” pokazuje jesienny zwyczaj kiszenia kapusty – mówi Anna Bandzarewicz.Wskazuje, iż „Tłoka” opowiada o sąsiedzkiej pomocy. Mieszkańcy wspólnie pracowali na rzecz jednego gospodarza lub jednej gospodyni. W przedstawieniu pojawia się budowa sklepu w miejscowości. Gospodarze jeździli po cegłę, a gospodynie wykonywały wspólnie prace domowe, takie jak skubanie wełny czy przędzenie. Następnego dnia spotykali się u kolejnej osoby. Była to forma wzajemnej pomocy sąsiedzkiej.Z kolei „Odwitki” przedstawiają obrzędy związane z narodzinami dziecka – od okresu ciąży, poprzez narodziny, kąpiel, ubieranie i owijanie noworodka, aż po odwiedziny sąsiadek. Pokazane są również dawne wierzenia, między innymi zwyczaj pozostawienia przez odwiedzającą części swojej odzieży, aby dziecku nie brakowało szczęścia i dostatku.Natomiast, „Jak to dawniej się w Dokudowie uczyć zaczęli” opowiada o początkach organizowania szkoły we wsi i przygotowaniu mieszkańców do rozpoczęcia nauki. „A kumo pożyczcie albo dajcie” przedstawia wiosenną wymianę sąsiedzką. Sąsiadki pożyczały sobie nasiona, fasolę, chleb i inne potrzebne produkty przed rozpoczęciem prac w ogrodach.– „Scheda” opowiada historię gospodarza, który otrzymuje list z Ameryki z wiadomością o powrocie krewnego upominającego się o należny spadek. Ostatecznie wszystko pozostaje w rodzinie dzięki małżeństwu córki gospodarza z przybyszem. „U Marcinowej na wiosnę” przedstawia wypędzanie krów na pastwiska w okolicach św. Wojciecha oraz wiosenne zwyczaje związane z pracami w gospodarstwie. Pojawia się także wątek młodzieży, śpiewania pieśni i rodzących się sympatii. „Banda” nawiązuje do wydarzeń z okresu wojny i działalności partyzantów w okolicznych lasach. Jest to bardziej dramatyczny spektakl – przekazuje Anna Bandzarewicz.Zespół posiada charakterystyczne stroje ludowe. Są to haftowane koszule wykonane własnoręcznie przez członkinie zespołu na podstawie ponadstuletniej koszuli odnalezionej w starym kufrze. Do koszul noszone są pasiaki lub spódnice w kratę, wełniane burki, chusty i korale. Kamizelek na co dzień nie ma, ale podczas chłodniejszych występów panie zakładają własnoręcznie wykonane białe, wełniane kamizelki. Burki to grube, jednokolorowe, wełniane spódnice. W zespole wykorzystywane są zarówno stare egzemplarze, jak i współcześnie odtworzone pasiaki. Stroje zostały uszyte dzięki środkom Gminnego Ośrodka Kultury w Białej Podlaskiej z/s w Wilczynie, natomiast haft wykonano manualnie. Tworzyły go między innymi twórczyni ludowa Danuta Bandzerewicz oraz lokalna hafciarka Józefa Kurjaniuk.– Planujemy przez cały czas działać. Trudno powiedzieć, co przyniesie przyszłość, ale chcemy kontynuować śpiewanie i przygotowywać kolejne spektakle. Mamy już napisany następny scenariusz dotyczący wykopków. Na razie nie chcemy zdradzać szczegółów, ponieważ nie wiemy jeszcze, jak przebiegną prace. Najczęściej rozpoczynamy je jesienią, kiedy kończą się prace polowe i jest więcej czasu w próby – mówi Anna Bandzerewicz.W Jakówkach też śpiewająPo chachłacku śpiewa też Zespół Śpiewaczo-Obrzędowy z Jakówek w gminie Janów Podlaski. W obecnym ksztalcie zespół istnieje od 2023 roku. Pierwszy zespół zakończył swoją działalność po 50 latach, w 2019 roku. Starsze członkinie przekazały młodszemu zespołowi cały dorobek – repertuar, pieśni oraz materiały potrzebne do dalszej działalności.Inicjatorką powstania pierwszego zespołu była instruktorka przyjeżdżająca z Białej Podlaskiej, pani Szatałowicz. Zespół przygotowywał widowiska obrzędowe.Starsze członkinie zespołu z Jakówek przekazały młodszym aż 36 piosenek śpiewanych po chachłacku; fot.. GOK Janów PodlaskiPrzygotowywane były między innymi widowiska „Sobótki”, „Janowe wierzenia” oraz przedstawienie o kiszeniu kapusty. Zespół kilkakrotnie występował z widowiskami w Tarnogrodzie.Dawniej działalność wyglądała inaczej niż obecnie. – Członkinie mieszkały w jednej miejscowości, po wykonaniu prac w gospodarstwach mogły spotykać się choćby wieczorami lub nocą i wspólnie przygotowywać kolejne występy. Dziś młodszy zespół funkcjonuje w innych realiach, ale śpiewa bardzo dobrze – mówi Maria Ochnik, była kierownik Zespołu Śpiewaczo-Obrzędowego z Jakówek.W pierwszym okresie działalności zespół liczył około dziesięciu osób, później siedem. Obecny zespół również wykonuje pieśni chachłackie.– Dorobek poprzedniego zespołu obejmował pieśni chachłackie, patriotyczne, religijne i weselne. Wszystkie materiały zostały przekazane młodszemu zespołowi. W świetlicy znajdują się pamiątki, nagrody i dokumentacja działalności zespołu. Trzykrotnie odbierano również nagrody Ministra Kultury. Wszystkie informacje o osiągnięciach są zachowane w dokumentacji – przekazuje Maria Ochnik.Dodaje, iż młody zespół ma duży potencjał i może się rozwijać, potrzebuje jednak wsparcia oraz pracy. – W gminie działają dwa zespoły śpiewające po chachłacku i warto otaczać je opieką oraz pomagać im w działalności – zaznacza Maria Ochnik.W repertuarze znajduje się około 35–38 pieśni chachłackich. Wszystkie zostały przekazane młodszemu pokoleniu.– Pieśni chachłackich nie uczono się tylko od dziadków. Zapamiętywaliśmy je jako dzieci, słuchając, jak śpiewali starsi mieszkańcy. Z czasem repertuar był utrwalany i przekazywany kolejnym członkom zespołu. Gdy ludzie spotykali się razem, rozmawiali i wspólnie śpiewali. Obecny zespół zna te pieśni i potrafi je wykonywać. W razie potrzeby przez cały czas mogę przekazać młodszym członkom dodatkową wiedzę i pomóc im w dalszej działalności – dodaje Maria Ochnik. Zespół Śpiewaczo-Obrzędowy z Jakówek, w pierwszym składzie zdobył I miejsce na Ogólnopolskim Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu Dolnym. w tej chwili skład zespołu z Jakówek kontynuuje bogatą tradycję;fot. Maciej Bechta/GOK Janów PodlaskiKorowajowy obrzęd PawłowianekZespół Pawłowianki powstał w 1969 roku z inicjatywy Janiny Nowickiej, nauczycielki ze Szkoły Podstawowej w Nowym Pawłowie.Obecnie zespół liczy ośmioro aktywnych członków. W jego skład wchodzą również dwaj panowie – akordeonista oraz instruktor, który akompaniuje także na gitarze i bębenku. Jedna z członkiń ze względów zdrowotnych nie bierze już udziału w wyjazdach.Na przestrzeni lat skład zespołu stopniowo się zmieniał. Dawniej śpiewały w nim mamy i ciocie obecnych członkiń, dziś ich miejsce zajęło młodsze pokolenie. Z pierwszego składu do dziś związana z zespołem pozostaje Genowefa Rytel. Kolejne osoby dołączały stopniowo.Pawłowianki mają stroje nawiązujące do tradycji południowego Podlasia. Koszule z utkanymi pereborami, do tego pasiaste spódnice, w kolorze niebiesko-bordowym;fot. GOK Janów Podlaski– Do najważniejszych osiągnięć zespołu należy wyróżnienie zdobyte podczas „Stodołowych Bajań” w Bukowinie Tatrzańskiej w 2021 roku. W 2022 roku zespół zdobył drugie miejsce na Ogólnopolskim Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu Dolnym, a w 2023 roku pierwsze miejsce. W tym roku ponownie uczestniczył w festiwalu w Kazimierzu – przekazuje kierownik zespołu Pawłowianki Danuta Gryglas. W dorobku zespołu znajduje się również obrzęd korowajowy. Korowaj śpiewany jest po chachłacku, a na podstawie tekstu pieśni opracowano scenariusz widowiska, z którym zespół wystąpił w Stoczku Łukowskim. Nie udało się zakwalifikować do przeglądu w Tarnogrodzie, jednak zespół zamierza ponownie spróbować swoich sił. – Obrzęd był już wielokrotnie prezentowany podczas lokalnych wydarzeń i spotyka się z bardzo dobrym odbiorem publiczności. Jest połączeniem śpiewu i przedstawienia tradycyjnego wypieku korowaja. To autorski projekt zespołu, którego scenariusz został przygotowany wspólnymi siłami wszystkich członkiń – mówi Danuta Gryglas. Z kolei Alina Chilkiewicz z zespołu Pawłowianki wyjaśnia, iż korowaj był tradycyjnym ciastem weselnym. – Przed weselem matka panny młodej zapraszała po wsi korowajnice - kobiety doświadczone w pieczeniu korowajów oraz inne kumy. Każda z nich przynosiła ze sobą składniki, między innymi mąkę, zwłaszcza jeżeli wesele odbywało się w uboższej rodzinie. W przedstawieniu pokazane jest przygotowanie ciasta. Podczas spektaklu naprawdę rozbijane są jajka i zagniatane ciasto – mówi Alina Chilkiewicz.Tłumaczy, iż w czasie obrzędu matka chrzestna zagniata ciasto, a jedna z korowajnic pilnuje pieca, aby korowaj dobrze się upiekł, nie spalił się i nie został skradziony, ponieważ dawniej młodzi robili takie psikusy. Kiedy ciasto znajduje się już w piecu, kobiety odpoczywają, wspominają dawne wesela i opowiadają różne historie związane z wypiekaniem korowaja. Po upieczeniu wyjmują go z pieca i stawiają na przygotowanym miejscu.– Korowaj zdobiono szyszkami, ptaszkami, księżycem i gwiazdami. Każda z tych ozdób miała swoją symbolikę. Szyszki oznaczały płodność i dostatek, elementy nieba – duchową łączność i błogosławieństwo, a warkocz symbolizował trwałość miłości małżonków. Wszystkie ozdoby pieczono razem z głównym ciastem, a po upieczeniu korowaj dekorowano jeszcze złotą wstążką oraz kwiatami i barwinkiem. Bardzo ważne było, aby nie popękał, ponieważ pęknięcie uznawano za złą wróżbę dla przyszłego małżeństwa – opowiada Alina Chilkiewicz. Dodaje, iż po zakończeniu wypieku korowaj trafiał do spichlerza i czekał tam do dnia wesela. Zdarzało się, iż chłopcy wykradali go ze spichlerza, a rodzina musiała go później wykupić.Cały obrzęd trwa około pół godziny. Na potrzeby widowiska członkinie zespołu nauczyły się również wypiekać korowaj oraz wszystkie tradycyjne ozdoby. Za każdym razem pokaz spotyka się z dużym zainteresowaniem publiczności, ponieważ jest to tradycja, która dziś jest już mało znana.Językowa mieszanka– Zespół przygotowuje także tradycyjne wieńce dożynkowe. W ubiegłym roku po raz pierwszy wykonał tradycyjny wieniec dożynkowy bez wykorzystania stelaża. Powstał z patyków i dużej ilości ziół, za co otrzymał nagrodę podczas dożynek powiatowych. Członkinie wykonują również tradycyjne palmy wielkanocne – mówi członkini zespołu Pawłowianki Anna Chwedoruk.Zaznacza, iż pieśni chachłackich uczono się przede wszystkim od dziadków i babć, którzy na co dzień posługiwali się tym językiem. – Rodzice często już go nie używali, ponieważ obawiali się wyśmiewania. Najwięcej dawnego języka zachowało się właśnie w pieśniach wykonywanych przez zespół – przekazuje Anna Chwedoruk. Wskazuje, iż podczas nauki zespół korzysta się także ze słowników i drukowanych źródeł, które pomagają odtworzyć dawne brzmienie poszczególnych wyrazów. – Nie zachowały się nagrania poprzednich pokoleń. Teksty pieśni są zapisane w zeszytach, natomiast melodie były przekazywane ze słuchu, z pokolenia na pokolenie. w tej chwili każdy występ i próba są nagrywane przez instruktora zespołu, dzięki czemu powstaje współczesna dokumentacja działalności Pawłowianek – wyjaśnia Anna Chwedoruk.Zaznacza, iż śpiewanie po chachłacku nie sprawia członkiniom Pawłowianek większych trudności. – Wynika to między innymi z charakterystycznego wschodniego zaśpiewu, który słychać także w codziennej mowie mieszkańców regionu. Osoby z innych części Polski często rozpoznają po nim, iż wykonawcy pochodzą ze wschodu – zauważa Anna Chwedoruk.Pieśni chachłackie opowiadają przede wszystkim o życiu codziennym. – Są to utwory weselne, pieśni o wydawaniu dziewcząt za mąż za bogatych lub starszych mężczyzn, często wbrew ich woli, o wyjazdach do obcych rodzin, ciężkiej pracy w polu, rozstaniach z ukochanym oraz trudnych relacjach między synową a teściową. Przekazują przede wszystkim smutek, tęsknotę i opowiadają o trudach życia dawnych mieszkańców regionu – mówi Anna Chwedoruk.Podczas występów publiczność z zainteresowaniem słucha tych utworów, choć nie zawsze rozumie ich treść. – Po koncertach często pojawiają się pytania o znaczenie poszczególnych słów i całych pieśni. W bardziej kameralnych warunkach członkowie zespołu tłumaczą ich treść. Niektóre wyrazy są bardzo podobne do ukraińskich, inne mają własne, lokalne brzmienie. Język ten nie jest jednolity – w jednej miejscowości pewne słowa wymawiano inaczej niż w sąsiedniej. Dlatego częściej mówi się o mowie „po swojemu” lub „po prostemu” niż o jednolitej gwarze – wskazuje Danuta Gryglas. Dodaje, iż na terenach południowego Podlasia widoczne są przede wszystkim wpływy ukraińskie. – W regionie osiedliło się wiele rodzin ukraińskich, dlatego powstała charakterystyczna mieszanka językowa. Również obrzęd korowaja został przejęty od ludności ukraińskiej zamieszkującej te tereny – wyjaśnia kierowniczka zespołu Danuta Gryglas. .Podczas spotkań z publicznością często pojawiają się pytania o pochodzenie korowaja. – Dawniej słowo „korowaj” kojarzono głównie z poczęstunkiem przynoszonym po weselu do domu, natomiast dziś przypominana jest jego pierwotna symbolika. Korowaj wywodzi się ze wschodnich terenów i był symbolem dostatku oraz pomyślności, którą miał zapewnić młodej parze – wskazuje Alina Chilkiewicz. Widzowie pytają również, czy wykonywane pieśni są śpiewane po ukraińsku lub białorusku.– Nie jest to ani język ukraiński, ani białoruski, ale charakterystyczna dla południowego Podlasia mieszanka różnych wpływów językowych. Choć administracyjnie region należy do województwa lubelskiego, kulturowo jest silnie związany z Podlasiem i terenami nadbużańskimi – zaznacza Danuta Gryglas. Zauważa, iż określenie „chachłacki” według rozmów ze znajomymi z Ukrainy ma tam wydźwięk pejoratywny i oznacza coś gorszego, pomieszanego lub nieczystego. Z tego względu członkowie zespołu częściej używają określeń „po swojemu” lub „po prostemu”, ponieważ nazwa „chachłacki” jest odbierana przez część osób negatywnie.Duma z tradycjiZespół występuje w tradycyjnych strojach będących nadbużańską odmianą stroju podlaskiego. Składają się one z pasiastych spódnic, zapasek, płóciennych bluzek ozdobionych pereborami, wyszywanych serdaków, chust, czerwonych korali oraz koszul ze stójką wykończoną pereborem. Tradycyjny wzór pereboru wykonany jest czerwonym i czarnym splotem na białym tle, natomiast w używanych w tej chwili strojach pojawia się również zielona nitka, będąca wpływem białoruskim. Zachowano jednak oryginalny wzór oparty na rombach.Stroje zostały wykonane przez poprzednie pokolenie członkiń zespołu i przygotowane we Włodawie. Wzór pereboru ma około czterdziestu lat. Przy opracowywaniu obrzędu korowaja udało się także odnaleźć wiele dawnych przedmiotów na strychach oraz u mieszkańców okolicznych miejscowości, które dziś wykorzystywane są podczas występów.– Dokumentowanie lokalnej tradycji jest dla nas bardzo ważne i stanowi główny cel naszej działalności. Chcemy, aby jak najwięcej z tego dziedzictwa przetrwało i zostało zachowane dla kolejnych pokoleń. To jest nam bardzo bliskie – zarówno mowa, jak i dawne zwyczaje, które pielęgnujemy, nasze pieśni oraz całe życie, jakie toczyło się w tym zakątku – podkreśla Danuta Gryglas. Dodaje, iż ich mamy i babcie były samowystarczalne. Potrafiły piec, gotować i zbierać zioła. – My również wróciłyśmy do zbierania ziół i przygotowywania różnych wyrobów. Priorytetem jest dla nas zachowanie jak największej części tego dawnego życia. Widzimy, iż są ludzie zainteresowani tą tradycją i życiem w naszym regionie, dlatego chcemy je zachować. Przy każdej okazji dzielimy się swoją wiedzą, pokazujemy wykonywane przez nas produkty i zawsze, gdy jest taka potrzeba, śpiewamy. Jesteśmy z tego bardzo dumne – zaznacza Danuta Gryglas. CZYTAJ TEŻ:
Idź do oryginalnego materiału