Spakowała życie do walizki i przeprowadziła się na Islandię. Wytrzymała tam kilka miesięcy

kobieta.gazeta.pl 1 godzina temu
Bezpieczne ulice, brak konfliktów i spokojni mieszkańcy. Islandia od lat uchodzi za jeden z najbezpieczniejszych państw świata. Dla 27-letniej Australijki było to wręcz wymarzone miejsce na nowy rozdział w życiu. Spakowała walizki i przeniosła się na wyspę. Jednak po siedmiu miesiącach wróciła do domu. Powód okazał się zaskakująco przyziemny.
Hannah Hamar to youtuberka i lekarka weterynarii, która pewnego dnia postanowiła radykalnie zmienić swoje życie. Rozstała się z partnerem, rzuciła pracę i spakowała cały dobytek. Kierunek był tylko jeden - Islandia, kraj pochodzenia jej matki. Jak opowiadała na swoim kanale, od dawna czuła z tym miejscem silną więź i chciała sprawdzić, jak wygląda codzienność na wyspie. Rzeczywistość okazała się jednak trudniejsza, niż przypuszczała. Jedna rzecz sprawiła, iż nie była w stanie tam funkcjonować.

REKLAMA







Zobacz wideo Majorka poza sezonem? Ależ oczywiście! [VLOG]



Jakie są minusy życia na Islandii? Choć to piękny kraj, jest bardzo wymagający
Historia Hannah odbiła się szerokim echem w zagranicznych mediach. Opisywał ją między innymi brytyjski "The Mirror". W jednym z nagrań youtuberka przyznała, iż Islandia od dawna znajdowała się na liście miejsc, w których chciała zamieszkać. Dlatego zdecydowała się na odważny krok. Początek zapowiadał się naprawdę dobrze. Dzięki rodzinie mieszkającej na wyspie znalazła pracę jeszcze przed przyjazdem, a pierwsze miesiące były dla niej prawdziwą przygodą.
Wyspa zrobiła na niej ogromne wrażenie. Hannah opowiadała o wędrówkach po surowych krajobrazach i spacerach w pobliżu aktywnego wulkanu. Ogrom przestrzeni i natura, która wygląda jak z innej planety, zachwyciły ją od pierwszych dni. gwałtownie przekonała się jednak, iż tamtejsza codzienność w niczym nie przypomina wakacyjnych zdjęć z katalogu podróżniczego.
Jednym z pierwszych zaskoczeń była pogoda. W Islandii ostrzeżenia meteorologiczne traktuje się bardzo poważnie, a mieszkańcy uważnie śledzą komunikaty służb. Pomarańczowy alert oznacza warunki, w których zaleca się unikanie podróży, jeżeli nie są konieczne. Czerwony sygnalizuje już ekstremalne zjawiska, które mogą sparaliżować transport i stanowić zagrożenie dla zdrowia i życia. Hannah przekonała się o tym na własnej skórze. Podczas jednego z "pomarańczowych" dni musiała wsiąść do samolotu. - Był to najbardziej przerażający lot w moim życiu - przyznała.


Kolejna kwestia dotyczyła relacji między ludźmi. Kobieta przyznała, iż Islandczycy w pierwszym momencie wydają się dość zdystansowani. Jak twierdzi, mają "twardą skorupę", którą trudno przebić. Jednocześnie podkreśliła, iż kiedy już uda się ją przełamać, potrafią być bardzo serdeczni i pomocni. Dla osoby wychowanej w Australii, gdzie rozmowa z nieznajomym na ulicy nikogo nie dziwi, była to wyraźna różnica w codziennych kontaktach.



Z czasem zaczęły doskwierać jej także wysokie koszty życia. Hannah opowiadała, iż ceny jedzenia w sklepach potrafią być choćby dwa lub trzy razy wyższe niż w Australii. Restauracje gwałtownie przestały być jej codziennością i stały się raczej rzadkim luksusem. Po powrocie do ojczyzny szczególnie doceniła dostęp do świeżej żywności. - Nigdy wcześniej nie byłam tak wdzięczna za możliwość pójścia do sklepu i kupienia świeżych owoców oraz warzyw - przyznała.
Największym wyzwaniem okazała się jednak islandzka zima. W najciemniejszych miesiącach dzień trwa zaledwie kilka godzin, a słońce pojawia się na niebie tylko na krótki czas. Youtuberka wyjaśniła, iż gwałtownie zaczęło to wpływać na jej samopoczucie i sen. - Nie radziłam sobie z rytmem dnia. Byłam tak niewyspana, iż trudno było mi wstać do pracy - opowiadała. Do tego dochodziło poczucie samotności w nowym kraju, gdzie dopiero budowała znajomości. Po siedmiu długich miesiącach uznała, iż ma dość i kupiła bilet powrotny do Australii.





Czy Islandia to dobry kraj do życia? "Nikt się za bardzo nie spieszy"
Nie wszyscy mają takie same doświadczenia jak Hannah. Jakiś czas temu na łamach serwisu kobieta.gazeta.pl rozmawiałyśmy z Aleksandrą - Polką, która od ponad dekady mieszka na Islandii. Jej historia pokazuje, iż można odnaleźć się na wyspie. Początkowo trafiła tam jako fotografka, dużo podróżowała i szukała nowych miejsc do pracy z aparatem. Jednak już pierwsza wizyta zrobiła na niej ogromne wrażenie. - Gdy po powrocie oglądałam zdjęcia z tego wyjazdu, nie mogłam wyjść z podziwu, jak bardzo fotogeniczna jest ta wyspa - wspominała w rozmowie z Natalią Kondratiuk-Świerubską.
Z czasem zaczęła wracać tam regularnie. Kolejne podróże sprawiły, iż pojawiła się myśl o przeprowadzce. Decyzję podjęła wspólnie ze swoim partnerem Martijnem, lekarzem z Holandii. Para rozważała kilka kierunków, m.in. Norwegię, jednak ostatecznie wygrała Islandia. Jak opowiadała Aleksandra, oboje znali już to miejsce i mieli do niego dużą sympatię. Wcześniej wielokrotnie przyjeżdżali na festiwal muzyczny Airwaves w Reykjavíku i właśnie wtedy zaczęli czuć, iż wyspa może im wiele zaoferować.



Choć spełnili swoje marzenie, im również pierwsze miesiące po przeprowadzce przyniosły kilka zaskoczeń. Najbardziej dało się odczuć inne tempo codziennego życia. - Śmiało możemy nazwać ich 'Włochami północy'. Wszystko odbywa się tu bardzo powoli, nikt się za bardzo nie spieszy - opowiadała Polka. Przyjechała z doświadczeniem pracy w mediach i przyzwyczajeniem do szybkiego działania. Tymczasem odpowiedź na ważnego maila potrafiła pojawić się dopiero po tygodniu. Z biegiem czasu zaczęła jednak dostrzegać w tym pewną lekkość. Wielu Islandczyków kieruje się bowiem powiedzeniem "þetta reddast", które w wolnym tłumaczeniu znaczy "jakoś to będzie".
Dziś Aleksandra działa w branży turystycznej i organizuje wyjazdy dla większych grup. Podkreśla jednak, iż życie na wyspie ma swoje wymagania. Koszty utrzymania są wysokie, a zimą wiele osób odczuwa spadek energii. - Słońce wstaje o 11, a o 16 jest już ciemno - mówiła w wywiadzie. Mimo tych trudności nie wyobraża sobie powrotu do Polski. Jak przyznaje, islandzkie lato, długie dni i poczucie ogromnej przestrzeni sprawiają, iż chce się tam zostać już na zawsze. Co byłoby dla ciebie najtrudniejsze w życiu na Islandii? Zapraszamy do udziału w sondzie oraz do komentowania.
Idź do oryginalnego materiału