Spacer z Panem Rolandem po okolicach Placu Hallera okazał się wspaniałą podróżą po historii mało zna…

migranciwpolsce.pl 1 godzina temu


Spacer z Panem Rolandem po okolicach Placu Hallera okazał się wspaniałą podróżą po historii mało znanej – o tym, jak w 1951 roku polskie władze przyjęły grupę uchodźców z Hiszpanii po przejęciu władzy przez generała Franco.

W sobotę 17 października krążyliśmy po uliczkach i podwórkach, a Pan Roland San Sebastian Cortez opowiadał, jak tu kiedyś było:

Wylądowaliśmy na lotnisku Okęcie, no ale lotniska takiego jak dziś przecież nie było, tylko jeden hangar. Był listopad, wcześnie robiło się ciemno, pamiętam, jak kierowca wiózł nas przez plac centralny – widzieliśmy zarysy budynków, ale nigdzie żadnych świateł. “Polacy chodzą wcześnie spać”, skomentował wtedy mój brat.

Rano dopiero okazało się, iż nasz blok jako jedyny był zamieszkały. Cała reszta była dopiero w budowie. Plac Hallera był wielkim składem materiałów budowlanych.
Centrum Warszawy było ciągle w gruzach po wojennych zniszczeniach. MDM, Plac Konstytucji – wszystko było dopiero w budowie – mówi Pan Roland.

Przez plac Hallera przebiegała kolejka wąskotorowa, którą robotnicy wozili materiały budowlane. Od strony Zoo było składowisko cegieł, na środku była góra piachu, w głębi, tam gdzie teraz tężnia solankowa, doły z wapnem. Warszawa nie wyglądała wtedy zachęcająco.

Gdy w 1939 roku skończyła się wojna domowa w Hiszpanii i władzę objął Franco, blisko 400 tysięcy Hiszpanów, zwolenników Republiki, o lewicowych poglądach, uciekało przed represjami do Francji. Gdy Francja i Hiszpania z czasem powoli normalizowały stosunki dyplomatyczne, Hiszpania zażądała powrotu uchodźców. We Francji zaczęły się deportacje, gwałtownie okazało się, iż wielu zawróconych Hiszpanów trafiło prosto do więzień. Wywołało to społeczny protest – Francja zaczęła więc szukać miejsca dla uchodźców w innych krajach, zwróciła się w tej sprawie do państw “bloku wschodniego”. Polska wyraziła gotowość przyjęcia uchodźców z Hiszpanii – i traktowała ich niemal jak “gości honorowych”.

Potraktowano nas bardzo dobrze – opowiada Pan Roland. Dostaliśmy mieszkania (mało kto wtedy kupował nieruchomości, tak było, dostawało się mieszkanie). Na dole bloku przy obecnej ul. Dąbrowszczaków fabryka FSO oddała nam do dyspozycji lokal, w którym powstał Hiszpański Klub Kulturalny – był otwarty codziennie, mieliśmy tam stół do pingponga, małą scenę, to było miejsce do naszej integracji, codziennych spotkań.
Nieopodal Placu Hallera były koszary, jeszcze carskie, a koło bloku, gdzie ulokowano hiszpańskie rodziny, hodowano świnie. Była dla nich zbudowana drewniana zagroda.

– Jako małe chłopaki siadaliśmy na ogrodzeniu i czekaliśmy, aż jakaś świnia położy się obok – wtedy wskakiwaliśmy na nią z góry, łapaliśmy za uszy i hajda! Świnie ocierały się o płot usiłując nas zrzucić. Byliśmy boso, bo buty to był wtedy towar luksusowy, trzeba było o nie dbać i oszczędzać, no więc od tego ocierania całe kostki mieliśmy zdarte do krwi. Cud, iż nikt z nas nigdy nie zachorował.

W ramach wsparcia uchodźców z Hiszpanii przybyło do Polski około 50 rodzin. W każdej klatce schodowej mieszkało po kilka rodzin.

Może raz czy dwa ktoś powiedział: „nie podoba się, to wracaj do Hiszpanii”, ale generalnie ludzie naprawdę traktowali nas bardzo dobrze. Gdy przyjechaliśmy z lotniska do mieszkania, wszystko tam było: meble, sprzęty kuchenne, pościel. Dostaliśmy pokój z kuchnią, później przeprowadziliśmy się na drugą stronę placu do dwóch pokoi z kuchnią – wspomina Pan Roland. W wieku pięciu lat można nauczyć się gwałtownie każdego języka – po paru miesiącach mówiłem po polsku bez problemu.

Dzieci skierowano do szkół i przedszkoli – wtedy jeszcze działały szkoły Towarzystwa Przyjaciół Dzieci, jak przed wojną były szkoły publiczne i niepubliczne. Więc nastolatki poszły do szkoły TPD, małe dzieci do przedszkola prowadzonego w sąsiedztwie przez Fabrykę Samochodów Osobowych FSO, która było w dzielnicy ważnym pracodawcą.

Z czasem część Hiszpanów przeprowadziła się w poszukiwaniu pracy do Katowic. Nikt tego nie organizował, ludzie spontanicznie szukali dla siebie miejsca. Dzieci dorosły, wiele z nich zostało inżynierami, architektami, lekarzami, muzykami, zawarto wiele mieszanych małżeństw, ludzie wtopili się w lokalną społeczność.

Pan Roland jest wspaniałym przewodnikiem, uliczka po uliczce, brama po bramie pokazał nam Plac Hallera z lat 50. Wspaniała to była przygoda!

*Projekt: Wspólna opowieść – historia Polski przybliżona społeczności wielokulturowej.

*Zrealizowano ze środków Muzeum Historii Polski w Warszawie w ramach programu „Patriotyzm Jutra”.






#Spacer #Panem #Rolandem #okolicach #Placu #Hallera #okazał #się #wspaniałą #podróżą #historii #mało #zna..

Żródło materiału: Centrum WIELOKULTUROWE

Idź do oryginalnego materiału