Nie ma nic przyjemniejszego niż odkręcić słoiczek z takim sosem w grudniu, gdy na drzewach zostaje już kilka liści, a dominującym wokół kolorem jest szarość. Człowiek od razu ma ochotę krzyknąć „olé” o dokładkę i puścić muzykę mariachi do takiego obiadku. Marketowe sosy tego typu smakują mi przede wszystkim wzmacniaczami smaku i mam wrażenie, iż są rozwodnione. Sos pomidorowo-paprykowy robiony od zera własnoręcznie to przy takich wynalazkach majstersztyk.