Temat psich odchodów w przestrzeni miejskiej wraca jak bumerang. Spacerując po Płocku widać, iż coraz więcej osób sprząta po swoim psie. Świadomość rośnie, ale niestety - wciąż wiele osób tego nie robi. Efekt jest taki, iż kiedy śnieg stopniał, na płockich ulicach i chodnikach zostało morze piasku i psich odchodów. Wiele osób może sobie z tego nie zdawać sprawy, ale kontakt z psimi odchodami może powodować wiele poważnych chorób.
- Mogą zawierać one niebezpieczne dla zdrowia drobnoustroje. Na tego typu niebezpieczeństwo najbardziej narażone są dzieci, które podczas zabawy na trawniku mogą mieć bezpośredni kontakt z odchodami zwierząt w wyniku czego może dojść do zarażenia pasożytami odzwierzęcymi. Jaja pasożytów mogą przetrwać w glebie choćby 10 lat. Dlatego także ważne jest regularne odrobaczanie naszych pupili
- wskazuje Sanepid.
W psich odchodach mogą znajdować się pasożyty czy pierwotniaki, powodujące wiele groźnych chorób. Nie ma żartów.
Pozostaje też walor estetyczny i uciążliwość. Kto choć raz w swoim życiu nie czyścił butów swoich lub dziecka z psich odchodów?
- Codzienne spacery z dzieckiem i wózkiem po osiedlowych chodnikach oraz terenach zielonych coraz częściej kończą się powrotem do domu z zabrudzonym obuwiem i wózkiem. Psie odchody znajdują się nie tylko na trawnikach, ale również bezpośrednio na chodnikach. Decydując się na posiadanie psa, właściciel zobowiązany jest do sprzątania po swoim pupilu. Jest to nie tylko kwestia kultury osobistej, ale również obowiązek wynikający z przepisów oraz element dbałości o wspólną przestrzeń
- wskazuje Płocczanka.
Ten problem na poziomie instytucjonalnym jest niemalże nierozwiązywalny, bo nie da się na każdym trawniku ustawić strażnika miejskiego. Jak mówi nam st. isnp. Jolanta Głowacka, rzeczniczka prasowa płockiej straży miejskiej, zdarza się, iż właściciele psów nie sprzątają po swoich pupilach choćby na specjalnych wybiegach.
- Były rozstawiane pojemniki, z których można było za darmo wziąć sobie torebeczkę na psie odchody. Po kilku dniach te pojemniki były dewastowane. Nie ma możliwości, żeby tam zawsze stał strażnik.
- mówi Głowacka.
To choćby nie jest duży koszt dla właścicieli. Mówimy tu o kosztach rzędu kilkunastu groszy za woreczek do tego przystosowany, a można przecież wykorzystać zwykłą torebkę "zwiewkę". Takie torebki można wyrzucić do każdego śmietnika w mieście.
Straż miejska w ostatnich latach prowadziła szereg kampanii edukacyjnych, już u przedszkolaków. Głowacka wspomina, iż efekt był taki, iż dzieci chętnie sprzątały po swoich psach, a dorośli się z nich śmiali.
- Zdarzało się, iż przychodzili zdenerwowani rodzicie i wskazywali, iż dzieci sprzątają, a starsi ludzie się śmieją, co powoduje u dzieci płacz
- wspomina rzeczniczka.
Za nieposrzątanie po swoim psie grozi mandat karny w wysokości 500 złotych. Tyle teorii. Praktyka jest taka, iż strażnicy najpierw proponują sprzątnięcie po pupilu.
- Są osoby, które nagle znajdują w kieszeni torebkę i sprzątają. Dlaczego wcześniej nie sprzątnęli? Twierdzą, iż nie zauważyli, iż pies się załatwił
- mówi rzeczniczka.
Jeśli odchody zostaną sprzątnięte, mieszkaniec zostaje pouczony. jeżeli nie zamierza sprzątać, strażnicy proponują mandat. I uwaga: to nie tak, iż zaczyna się od 500 złotych. Zdarza się, iż mandat nie zostaje przyjęty i wtedy sprawa trafia do sądu.
- Sąd traktuje to jako znikomą szkodliwość czynu i nakłada karę 20 zł, 50 złotych, bardzo rzadko 100 złotych
- mówi rzeczniczka.
I tak to się kręci. I mówimy tu o sytuacji, w której strażnik przyłapał właściciela psa na niesprzątaniu. Strażników miejskich w Płocku jest kilkudziesięciu i nie ma szany, żeby obstawili każdy trawnik w mieście. Kary nie odstraszają, specjalne wybiegi dla psów też nie do końca spełniają swoją rolę. Wszystko zależy od kultury właścicieli i reszty Płocczan. Można przecież zwrócić uwagę sąsiadowi, co często kończy się jednak reakcją obronną. Głowacka nie ukrywa, iż często w takich przypadkach kończy się na wyzwiskach. Wiele osób przyjmuje więc bierną postawę.
I taki jest jej finał.










