Ślubu nie będzie
Dlaczego dziś jesteś taki cichy? zapytała Jagoda. Przecież umawialiśmy się, iż w sobotę jedziemy wybierać meble do sypialni. A Ty wyglądasz na przybitego. Co się stało?
Piotr wiedział: teraz albo nigdy. Musi powiedzieć właśnie teraz.
Jagódko Chciałem z Tobą porozmawiać. O naszym ślubie.
Jagoda długo wyczekiwała tej rozmowy. Uzgodnili z Piotrem, iż zorganizują kameralną uroczystość, ale widziała, jak Piotr marzy o prawdziwym weselu z gośćmi, kamerzystą, całą otoczką Och, jakże czekała właśnie na tę chwilę!
Tylko bez zbędnych wstępów. Mam wrażenie, iż zaraz domyślę się, co powiesz uśmiechnęła się.
A Piotr wypalił:
Może byśmy może byśmy odłożyli ślub?
To nie była ta rozmowa, do której się przygotowywała.
Odłożyli? zaniemówiła. Skąd taki pomysł? Przecież przed chwilą rozmawialiśmy o wysyłaniu zaproszeń… Sam je wybierałeś… Ustalaliśmy listę gości! Rozmyśliłeś się? Już nie chcesz się żenić?
Już widziała ten dramatyczny zwrot zaraz wyzna, iż uczucia wygasły.
Ale Piotr odezwał się zupełnie nie po filmowemu.
Wiesz, ostatnio cienko z kasą wymamrotał. Wypłatę mi opóźniają, oszczędności nam nie wychodzą. Poza tym… no, razem mieszkamy ledwie pół roku. Za wcześnie, nie sądzisz?
Za wcześnie? Jagoda aż się zakrztusiła. Piotr, jesteśmy razem trzy lata! Trzy lata i pół roku wspólnego życia to dla Ciebie za wcześnie?
Piotr już nie wyglądał na przestraszonego.
Nie zaczynaj, Jagoda. Nie chcę awantury. To nie rezygnacja po prostu przerwa. Nie zmieniłem zdania, ale ślub to spory koszt.
Dobrze A może przynajmniej pójdziemy tylko we dwoje do urzędu, potem świętujemy z przyjaciółmi przy piwie?
Jagoda, to przecież nie będzie prawdziwy ślub.
A niech spada ten ślub!
Przecież o Nim marzyłaś
Dam sobie radę. Przeżyję!
Dziwne ma wymówki, coraz dziwniejsze.
Jagoda
Powiedz szczerze, co się stało? Już nie jesteś pewien, czy mnie kochasz? Czy może kogoś poznałeś? Bo ślub jest drogi nie brzmi przekonująco.
Piotr pokręcił głową.
Nie, przysięgam. Po prostu chcę, żeby wszystko było idealnie Rozumiesz? A teraz nie stać mnie na idealny ślub. No i pół roku. Jeszcze chyba nie do końca do siebie przywykliśmy. Musimy sprawdzić, czy nam naprawdę pasuje być razem
W jego słowach była logika. Był przekonujący, ale instynkt Jagody bił na alarm. Zbyt rzadko Piotr tak bardzo przekonywał ją do czegokolwiek. Przecież to on nalegał, żeby ślub był szybko.
Udawała, iż wierzy.
Od tej rozmowy Piotr przestał być po prostu chłopakiem nagle stał się idealny, zadziwiająco czujny na szczegóły, które wcześniej ignorował, jakby chciał zagłuszyć wyrzuty sumienia za odłożony ślub. W sklepie zawsze pytał, czego ona chce mył naczynia sam Ale chodził pochmurny, nie zamyślony właśnie ponury. W nocy wzdychał patrząc w sufit, a pytania Jagody zbywał Po prostu zmęczony jestem.
Jagoda nie naciskała. W jej środku głos szeptał: potem, potem, jeszcze nie teraz.
Po kilku tygodniach zaproszono ich do rodziców Piotra w Toruniu. Jagoda długo się opierała. Nie miała na to ochoty. Piotr o ślubie nie wspominał, a rodzice pewnie spytają niezręcznie.
Ale pojechać trzeba było.
Oczywiście i tam musiał paść temat.
Kiedy wreszcie dacie nam powód do radości? zagadnęła jego mama, gdy ojciec poszedł oglądać mecz Mamy już upatrzoną salę na dwadzieścia osób. Na kiedy rezerwować?
Piotr siedział z tak kwaśną miną jak Jagoda. Co rezerwować? Nie będzie żadnej imprezy.
Mamo, przecież mówiliśmy. Odłożyliśmy wykrztusił.
Odłożyliście? No czemu? Nie macie pieniędzy? Piotrusiu, dlaczego nie pomyślałeś o tym wcześniej?
Po kolacji, kiedy panowie z zapałem rozkręcali popsute radio, Jagoda poszła do łazienki. Tam czysto jak na sali operacyjnej ani pyłku. choćby żadnych kosmetyków tylko żel pod prysznic i szampon. Mama Piotra wszystkie kosmetyki trzyma w swoim pokoju. Jagoda zawsze zastanawiała się, jak jej się nie nudzi nosić je w tę i z powrotem.
Osuszyła twarz ręcznikiem i przystanęła. Ściany w tej łazience przewodziły dźwięki, jeżeli dotyczyły cudzych sekretów. Piotr wrócił do kuchni i rozmawiał z matką. Jagoda usłyszała
Piotrek, Ty się nie zastanawiałeś, żeby z Jagodą zerwać?
Jagoda zamarła, ręcznik w podbródku. Co? choćby nie próbowała się oszukiwać, iż coś się przesłyszało. Ostrożnie, żeby nic nie skrzypnęło, przyłożyła ucho do kafelka.
Mamo, mówiłem już. Odłożyliśmy. Ale nie zerwaliśmy.
To tylko wymówka! wysyczała Halina Widzisz jak się męczysz? Po co ci ona? To nie jest żona. Żonę się słucha, a ta Po co ślub, skoro za rok się rozwiedziecie?
Kocham ją, mamo powiedział Piotr.
Jagoda aż się rozczuliła.
Ale kolejne zdanie matki sprawiło, iż zapomniała o wzruszeniu.
Ty ją kochasz? Sprytna z niej dziewucha, Piotrek. Mówiłam ci! Jeszcze choćby żoną nie została, a już cię od nas odciąga. Przestałeś siostrze pomagać, na działkę nie jeździsz Ona cię zmienia, wcale nie na dobre.
Jagoda wtuliła się w tą ścianę, ucho lodowate od kafelka. Przeciw nim? Serio? Przecież zawsze była miła dla rodziców Piotra, choćby kiedy pan Stefan wyśmiał jej nową fryzurę. Bolało, ale przemilczała!
Nie przypomniała sobie ani jednego momentu, żeby próbowała odciągnąć Piotra od rodziny. Przeciwnie, zawsze pchała go w ich ramiona, by był częściej z nimi.
I nagle ją olśniło: ślub to nie o pieniądzach. To sprawa jego mamusi, która uśmiecha się niewinnie, a za plecami wszystko sabotuje!
Jagoda wróciła do nich.
O, Jagódka wyszła! Właśnie mówiliśmy, iż nie warto odkładać ślubu w nieskończoność. Młodość rozumiem, ale papier mieć, to porządek w życiu.
Jak miło z jej strony.
Oczywiście, pani Halino powiedziała Jagoda. Nie będziemy odwlekać. Jak tylko uzbieramy pieniądze, idziemy do Urzędu Stanu Cywilnego. Prawda, Piotrze?
No jasne, Jagódko, można uznać, iż już jesteśmy po ślubie przytaknął Piotr.
W drodze powrotnej Piotr próbował ją objąć, ale Jagoda zsuwała się na drugi koniec siedzenia. Nie wiedziała, jak niby zacząć rozmowę. Czy w ogóle powinna? Skoro Piotr jej nie zostawił przez polecenie rodziców, to znaczy, iż kocha Ale ślub przecież odwołał.
Dziwnie się zachowywałeś, gdy twoja mama mówiła rzuciła, patrząc jak światła bulwaru zamazują się na szybie.
Ja? Nie, ona tak po prostu pogania nas ze ślubem i tyle
Nie kłam. Ona wcale cię nie pogania. Ona jest przeciwna naszemu ślubowi. Powiedziała, iż odciągam cię od rodziny. I iż powinniśmy się rozstać.
Piotr nerwowo poprawił kierownicę.
Czyli słyszałaś? Jagoda, wiesz, mama się boi, iż się ożenię i o niej zapomnę. Klasyka gatunku. Nie bierz tego do siebie. Przejdzie jej.
Jagoda nie brała już do serca słów matki, która nie umiała oddać syna. Martwiły ją słowa samego Piotra. Nie stanął za nią. Tylko się zgodził, byle nie drażnić matki.
Pytanie o ślub więc zawisło. Piotr chodził coraz poważniejszy, a gdy Jagoda pytała o plany na przyszłość, zawsze mówił: Może później
Wtedy trafił się odblokowany telefon Piotra.
Tylko sprawdzę godzinę tłumaczyła sobie. Nie będę czytać wiadomości. Tylko zerkam
Na ekranie wisiała świeża wiadomość od jego siostry, Małgorzaty. Małgosia była młodsza od Jagody o dwa lata, ale zachowywała się, jakby dalej miała dwanaście. Bez pracy, bez szkoły, mieszkała z rodzicami i żyła na ich koszt.
Wiadomość mówiła wprost:
No jasne, znowu kasy nie dostanę. Jesteś pod pantoflem! Mieszkaj sobie z nią, skoro jakaś dziewczyna ważniejsza od rodziny.
Jagoda przeczytała. Jesteś pod pantoflem.
Coś jej zaświtało
Zanim jeszcze ślub został odwołany, gdy Małgosia znów dzwoniła po kasę, Jagoda nie wytrzymała:
Piotr, ona ma dwadzieścia siedem lat, mieszka z rodzicami, prosi cię o pieniądze na zabawę. Może czas, by sama zaczęła pracować? Przecież nasz budżet nie jest z gumy.
Nie wtrącałaby się, ale dokładała się do domowego budżetu na równi z Piotrem nie musiała sponsorować jego rodzinki. Piotr przyznał jej rację niechętnie, ale jednak: Masz rację, Jagoda. Trzeba z tym skończyć.
Teraz już jasne, kto ją diabli w oczach rodziny maluje.
Jagoda wzięła telefon Piotra, skopiowała wiadomość Małgorzaty i wysłała ją sobie na Messengerze dowód, gdyby trzeba. Po czym odłożyła telefon na swoje miejsce.
Piotr otrzepał się z mokrego śniegu w przedpokoju:
Kupiłem chleb i czekoladę z orzechami, twoją ulubioną. Tak się zastanawiam, Jagoda, może jednak mogliśmy
Piotrze przerwała mu.
No, Piotr. Kogo się miałaś spodziewać, co? zażartował.
Ale nie podchwyciła żartu.
Co ci pisze Małgorzata? zapytała.
Piotr przypomniał sobie, iż najlepszą obroną jest atak, więc się oburzył:
Ty mi grzebiesz w telefonie, jak mnie nie ma?
Klasyczna defensywa. Próba odwrócenia winy.
Nieważne, co zrobiłam. Powiedz mi teraz żądam wyjaśnienia.
Piotr przez chwilę zmieniał się jak pogoda złość, panika, ulga, rozpacz.
Ech, Jagoda, nie zawracaj sobie głowy. Małgosia pozostało dzieciakiem, wszystko bierze do siebie.
Bierze do siebie, bo powiedziałam, żeby dorosła? upewniła się.
Przyzwyczaiła się, iż brat zawsze wyciągnie portfel. Trudno jest się odzwyczaić od darmowych pieniędzy. Spokojnie, przestanie.
To ona nastawiła rodziców przeciwko mnie?
No Tak przyznał Piotr. Tłumaczyłem im, iż to nasze pieniądze, iż Małgosia powinna sama A mama zaraz: Jagoda cię pod pantoflem trzyma, już rodzina się dla ciebie nie liczy! Ale ja tak nie uważam
Ale to ty odwołałeś ślub Dobra. Ona ustawiła twoją rodzinę przeciwko mnie. Wiem już to. Ale ty sam co myślisz? Naprawdę chcesz mnie poślubić? Czy boisz się własnej matce powiedzieć nie?
Jasne, iż chcę się z tobą ożenić! Ale teraz nie mogę. Może kiedyś jak wszystko się uspokoi
Odpowiedź gotowa.
Wiesz co, Piotr Zrozumiałam jedno. Nie chcę wychodzić za mąż za kogoś, kto nie umie podjąć decyzji bez zgody swojej siostry i boi się mamusi. Dobrze, iż ślubu nie będzie.









