Słodko-gorzkie szczęście – Dlaczego ta dziewczyna ci nie odpowiada? Dobra z niej dziewczyna, skromna, porządna, uczy się i kocha cię – spojrzała wyczekująco pani Elżbieta na syna. – Mamo, poradzę sobie… – uciął temat Denis. Pani Elżbieta wyszła z pokoju, rozmyślając: „Poradzi sobie… Tyle już miał kobiet… Sam prawie czterdziestka na karku. Zaraz żadna nie będzie mu pasować… Zawsze coś nie tak…” – Synku, chodź na obiad – zawołała z kuchni pani Elżbieta. Denis ucieszył się na maminy barszcz. – Dziękuję, mamusiu, jak zawsze pysznie. – Lepiej byś to mówił własnej żonie, a nie mnie… – westchnęła ciężko. – Mamo… – Denis wypił kompot i chciał wychodzić. – Poczekaj synku… Przypomniało mi się. Byłam kiedyś u wróżki. I powiedziała mi od razu, iż twój los to słodko-gorzkie szczęście. – Oj mamo, nie wierz… – uśmiechnął się Denis. … Denis miał w życiu różne kobiety, żadna na dłużej. … Inga była mądra i dojrzała, dawała dobre rady starszemu od niej Denisowi. Z czasem traktował ją tylko jak koleżankę. … Pola miała ośmioletniego synka. Denis nie potrafił się z nim dogadać, choć była piękna, ale trudna. Brakowało spokoju i stabilizacji. … Weronika była ideałem. Denis chciał się z nią żenić, zamieszkał choćby w jej mieszkaniu. Jednak pewnego dnia zastał ją z dawnym kolegą… Denis wrócił do mamy. Postanowił, iż zostanie samotnikiem. – Najlepszy związek – z samym sobą – żartował. – Nie wierzę, iż nie znajdziesz swojej miłości… – wzdychała matka. A jednak – los zaskoczył. W pociągu podczas delegacji zamienił się miejscem z kobietą. Nic szczególnego, a jednak serce zabiło mocniej… – Larysa – przedstawiła się. – Denis. Rozmowa trwała całą noc. Wymienili się numerami na wszelki wypadek… Potem spotkania, pocałunki, obietnice… Denis nie wiedział, jak żył wcześniej bez niej – a już miał czterdzieści lat! Po trzech miesiącach poprosił Larysę o rękę. – Denis, jestem od ciebie starsza o siedem lat, mam troje dzieci. Mieszkamy w akademiku… – wyznała bez ogródek. – I jestem wdową. – Wiem o wszystkim, jestem gotów. Kocham was wszystkich – odpowiedział Denis. – Dobrze, spróbujmy – zawstydziła się Larysa. – Nie próbować, tylko być razem już zawsze! – objął ją Denis. Matka tylko westchnęła: – Wybrałeś sobie… Zupełnie niepozorna… … Dziewięć miesięcy później urodziło się słońce – córeczka ze specjalnymi potrzebami. Denis martwił się o Larysę, by nie złamała się pod ciężarem świata. Teraz ich córka ma osiem lat, rodzina kocha ją nad życie. Denis uwielbia Larysę. Słodko-gorzkie, ale prawdziwe szczęście…

twojacena.pl 7 godzin temu

GORZKIE SZCZĘŚCIE

Czym ci ta dziewczyna tak bardzo zawiniła, Bartku? Dobra jest. Skromna, porządna, studiuje. Ciebie kocha Jadwiga Marianowa spojrzała na syna z wyrzutem.

Mamo, ja sam to rozgryzę… Bartek uciął rozmowę, jakby stawiał kropkę.

Jadwiga Marianowa wyszła z pokoju.

Rozgryzie on… Ile dziewczyn już przeleciało przez jego życie… Sam już prawie czterdziestka, a tu żadna nie pasuje. Wszystkie mu nie takie, nie takie… rozmyślała z ciężkim westchnieniem.

Synku, chodź na obiad zawołała Jadwiga z kuchni.

Bartek od razu odpowiedział. Z euforią zabrał się za ulubiony maminy barszcz.

Dziękuję, mamo. Jak zawsze pyszne.

Lepiej byś to mówił swojej żonie, nie mnie Jadwiga nie mogła się uspokoić.

Mamo Bartek dopił kompot i już miał wychodzić z kuchni.

Zaczekaj, synku. Wiesz co, przypomniało mi się coś. Byłam kiedyś u wróżki. Popatrzyła na mnie i od razu powiedziała:
Twój syn będzie miał gorzkie szczęście.

Oj, mamo, nie wierz w takie rzeczy Bartek uśmiechnął się.

…W życiu Bartka, w różnych jego okresach, pojawiały się ukochane i mniej ukochane kobiety.

…Aniela była inteligentna, oczytana, choćby mądrzejsza niż sugerował jej wiek. Udzielała rad starszemu o dziewięć lat Bartkowi.

Na początku Bartek to doceniał, potem jednak zaczął postrzegać Anielę jakby była starszą przyjaciółką, nic więcej. Wszystko było jakieś bezbarwne. Rozstali się.

Z Martą był ośmioletni syn. Bartek nie potrafił złapać z nim kontaktu. Choć chyba kochał Martę. Ładna była, ale uparta. Trudny charakter. Po każdej kłótni obdarowywał ją prezentami czy winny był on, czy ona. Te sprzeczki były wręcz głupie.

W tych relacjach czegoś brakowało. Spokoju, stabilizacji może.

Joanna była ideałem. O takich kobietach ludzie marzą…

Bartek już miał się z nią żenić. Joanna wydawała mu się adekwatna, czysta, rozważna. Przy niej trzeba było rozmawiać z klasą, w białych rękawiczkach. choćby zamieszkał w jej mieszkaniu, gotów był mieć z nią dzieci nie mniej niż dwoje.

Jednak…

Wrócił kiedyś z delegacji, a Joanna była w łóżku ze swoim dawnym kolegą z klasy. Klasyka…

Bartek wrócił do mamy. Powiedział sobie, iż wystarczy mu tej miłosnej karuzeli.

Wolę być samotnikiem. Niezły pomysł, tak w sumie. Najmocniejsza rodzina to rodzina jednoosobowa przyznawał się matce z ironią.

Jadwiga wzdychała i rozkładała ręce:

No czyż naprawdę nie znajdzie się i twoje szczęście, synku…

A jednak los się do niego uśmiechnął. Niespodziewanie.

Bartek wyjechał w kolejną delegację. W pociągu zajął swoją dolną kuszetkę. Do przedziału weszła kobieta:

Przepraszam, młody człowieku, moglibyśmy się zamienić? Odda mi pan swoją dolną kuszetkę?

Jasne, nie ma sprawy odpisał Bartek.

Z ciekawością przypatrzył się kobiecie. Nic szczególnego. Ale coś mu zadrgało w sercu. Czy to możliwe, iż to właśnie przeznaczenie…?

Bartek wspiął się na górną kuszetkę. Przysnął…

Dobrze, iż się pan obudził. Proszę, niech się pan częstuje zaśmiała się nieznajoma.

Bartek zszedł. Rozmowa się rozkręciła.

Łucja przedstawiła się kobieta.

Bartek. Miło mi, Łucjo.

Rozmawiali cały wieczór. Bartek czuł się przy niej swobodnie i naturalnie. Nie próbował jej oczarowywać na siłę swoją charyzmą. Miał wrażenie, iż zna tę kobietę od zawsze.

Wymienili się numerami na wszelki wypadek…

Po kilku tygodniach Bartek zapragnął znów usłyszeć głos Łucji.

I wszystko potoczyło się dalej…

Spotkania, pocałunki, obietnice…

Bartek już nie rozumiał, jak wcześniej żył bez tej kobiety. Czterdzieści lat! Z innymi kobietami rozstawał się bez żalu, a teraz żadnych barier, żadnych granic…

Chciał całkowicie zanurzyć się w życie Łucji.

Ta kobieta otuliła Bartka miłością, troską, zrozumieniem.

Po trzech miesiącach znajomości Bartek poprosił Łucję o rękę.

Bartku, jestem od ciebie starsza o siedem lat. Mam trójkę dzieci. Mieszkamy w akademiku Łucja nie potrafiła i nie chciała kłamać.

I jesteś wdową. Łucju, wiem wszystko. Znam też twoje dzieci. Zamieszkacie razem ze mną. Postanowione. Kocham cię całą sobą. Jesteś moją przypadkową i ostatnią kobietą Bartek pocałował Łucję w usta.

Dobrze, Bartku, spróbujmy Łucja się zarumieniła.

Nie, Łucju, nie próbujmy. Będziemy razem już na zawsze Bartek ujął jej dłoń Słyszysz? Na zawsze.

Gdy Jadwiga Marianowa dowiedziała się o planach syna, tylko wykrztusiła:

Wybrałeś Zupełnie niczym się nie wyróżnia

Dziewięć miesięcy później na świat przyszła wyjątkowa córka.

Bartek był szczęśliwy i jednocześnie bał się o Łucję. By nie poddała się.

Dziecko z zespołem Downa to ogromne wyzwanie.

Teraz córka Bartka i Łucji ma osiem lat. Cała rodzina ją uwielbia.

Bartek wielbi Łucję.

Gorzkie, ale szczęścieBywały dni trudne i nieprzespane noce, kiedy oboje mieli łzy w oczach, patrząc na śpiącą Zosię ich córkę o mandżurskich oczach i objęciach jak skrzydła. Ale w tych chwilach Bartek znajdował odwagę, której zawsze mu brakowało: jeszcze mocniej tulił żonę, pieścił dzieci, żartował z synami Łucji, uczył się ich świata.

Zosia każdy dzień zaczynała szerokim uśmiechem. Śmiała się głośno i beztrosko, tworząc w domu przestrzeń, w której choćby Jadwiga odnajdywała szczęście. Często mówiła: Jakaż ona jest niezwykła! i tuliła dziewczynkę z czułością, jakiego dawniej w sobie nie znała.

Pewnego wiosennego dnia rodzina wybrała się do parku. Zosia puściła się biegiem po trawie prosto w słońce, śmiejąc się radośnie, potykając, ale zawsze podnosząc się z energią. Bartek patrzył na nią, jakby widział świat pierwszy raz: wszystko miało sens. Każda decyzja, każda wcześniejsza porażka prowadziły go tutaj. Do tej chwili.

Łucja ujęła jego dłoń. Jesteś szczęśliwy, Bartku? zapytała miękko.

Odwrócił się ku niej i pocałował ją lekko w czoło: Tak, Łucju. Mam gorzkie szczęście ale to szczęście smakuje lepiej niż wszystko, o czym kiedykolwiek marzyłem.

Słońce rozświetlało ich twarze. Zosia wróciła i objęła ich ramionami, a Bartek pomyślał, iż życie, choćby okraszone goryczą, jest prawdziwe tylko dzięki odrobinie słodyczy, która kryje się w miłości.

A los, z uśmiechem, kończył dla niego najpiękniejszą wróżbę.

Idź do oryginalnego materiału