Zanim sprzedamy mieszkanie, zamieszkaj proszę w domu spokojnej starości powiedziała córka
Wanda długo szukała szczęścia w miłości. Wyszła za mąż bardzo późno, mając już czterdzieści lat. Przez całe życie miała pecha do mężczyzn i powoli traciła nadzieję na spotkanie odpowiedniego człowieka.
Pięć lat od niej starszy Edward nie był księciem z bajki. Był już parę razy żonaty i miał trójkę dzieci, którym według wyroku sądu oddał swoją kawalerkę.
Po ślubie Wanda, po paru miesiącach tułaczki po wynajmowanych mieszkaniach, musiała przyprowadzić męża do swojej sześćdziesięcioletniej matki Stanisławy.
Edward ledwie przekroczył próg i od razu skrzywił się teatralnie, dając wszystkim do zrozumienia, iż nie podoba mu się zapach w domu.
Starymi szmatami tu jedzie mruknął z niezadowoleniem. Trzeba by przewietrzyć porządnie.
Stanisława usłyszała słowa zięcia, choć udawała, iż nie zwraca uwagi.
Gdzie się rozlokujemy? westchnął ciężko Edward, dla którego warunki były nie do przyjęcia.
Wanda gwałtownie zaczęła krzątać się po mieszkaniu, chcąc przypodobać się mężowi, i odciągnęła mamę na bok.
Mamo, zajmiemy z Edkiem twoją sypialnię szepnęła córka a ty przeniesiesz się na razie do małego pokoju.
Jeszcze tego samego dnia Stanisławę przekwaterowano do maleńkiego pomieszczenia, które trudno było nazwać pokojem.
Na dodatek musiała sama przenieść swoje rzeczy, bo zięć choćby palcem nie kiwnął, by jej pomóc.
Od tego momentu życie Stanisławy stało się ciężkie. Edwardowi przeszkadzało wszystko: posiłki, sposób sprzątania, kolor tapet.
Ale najbardziej irytował go zapach. Twierdził, iż nie może oddychać, bo zalatuje tu starością, od której ponoć dostał alergii.
Gdy tylko Wanda przekraczała próg mieszkania, Edward demonstracyjnie kaszlał.
Tak się dalej nie da żyć! Trzeba coś zdecydować! oświadczył żonie zirytowany.
Nie mamy za co wynająć osobnego mieszkania rozłożyła ręce Wanda.
Pozbądź się matki, nie da się tu oddychać warknął, krzywiąc się.
Ale gdzie ja ją wyślę?
Wymyśl coś! Ta rudera nie nadaje się do niczego. Sprzedamy ją i kupimy coś porządnego mamrotał Edward. Tak! To trzeba zrobić. Pogadaj z matką!
Ale jak jej to powiem? zapytała zaniepokojona Wanda.
Jak chcesz! Prędzej czy później i tak mieszkanie będzie twoje. Przynajmniej szybciej sobie uporządkujemy życie rzucił zimno Edward.
Jakoś niezręcznie
Wanda, wybieraj. Kto jest ważniejszy ja czy ona? Wziąłem cię, gdy miałaś czterdzieści lat. Który facet by się tobą zainteresował, stara panna? Jak odejdę, zostaniesz sama. Wątpię, żeby ktoś cię jeszcze chciał uderzał w czułe struny Edward.
Wanda uciekła wzrokiem i poszła do matki, która teraz siedziała w ciasnej klitce.
Mamo, pewnie ci tu niewygodnie? zaczęła ostrożnie rozmowę.
Już mogę wrócić do swojego pokoju? zapytała z nadzieją Stanisława.
Nie, mamo, mam inną propozycję. I tak przecież przepiszesz mieszkanie na mnie, prawda? spytała nieśmiało Wanda.
Tak, córcia.
To po co czekać! Sprzedamy je, kupimy nowe, lepsze.
A nie lepiej zrobić remont tu?
Zbyt dużo zachodu, mama. Chcemy fajniejsze.
A ja? usta Stanisławy zaczęły drżeć.
A ty na razie zamieszkasz w domu opieki rzuciła z pozorną euforią Wanda. To tylko na chwilę, potem cię zabierzemy.
Naprawdę? spojrzała z nadzieją matka.
Oczywiście. Załatwimy wszystko, zrobimy remont i zaraz zabierzemy cię do siebie chwyciła matkę za dłoń.
Stanisławie nie pozostało nic innego, jak uwierzyć i przepisać mieszkanie.
Gdy tylko dokumenty były gotowe, Edward zatarł ręce:
Pakuj rzeczy babci, zawieziemy ją do domu starców.
Już? Wanda aż się zapowietrzyła, gnębiona wyrzutami sumienia.
A na co czekać? Z emerytury i tak nie ma z niej pożytku, tylko problem. Przez tyle lat swoje przeżyła, czas żeby dała żyć nam powiedział rzeczowo Edward.
Przecież jeszcze mieszkania nie sprzedaliśmy?
Zrób, co mówię, bo zostaniesz sama zaznaczył Edek.
Po dwóch dniach rzeczy Stanisławy i ją samą wsadzili do samochodu i wywieźli do domu spokojnej starości.
W trakcie drogi Stanisława ukradkiem ocierała łzy, czując pod skórą nadchodzącą tragedię.
Edward choćby nie pojechał tam z nimi. Stwierdził tylko, iż musi wywietrzyć mieszkanie z babcinego zapachu.
Formalności w domu opieki załatwiono szybko, a Wanda, pospiesznie żegnając się, uciekła, wstydząc się siebie.
Córciu, na pewno po mnie wrócisz? zapytała cicho Stanisława na pożegnanie.
Oczywiście, mamo Wanda spuściła głowę.
Jednak wiedziała dobrze, iż Edward nigdy nie pozwoli przyjąć matki pod nowy dach.
Kiedy już zdobyli mieszkanie Stanisławy, sprzedali je błyskawicznie i kupili nowe. Tym razem Edward zadbał, by zapisać je wyłącznie na siebie, twierdząc, iż Wandzie nie można ufać.
Po kilku miesiącach Wanda chciała delikatnie wrócić do tematu matki, ale Edward zareagował z agresją.
Tylko spróbuj jeszcze o niej wspomnieć! zagroził Edward. Każda rozmowa o Stanisławie go irytowała.
Wanda zamilkła, mając świadomość, iż mąż nie żartuje. Już więcej nie mówiła o matce.
Kilka razy chciała pojechać do domu opieki, ale zbyt bardzo bolało ją wyobrażenie zapłakanej matki, za każdym razem rezygnowała w ostatniej chwili.
Stanisława przez pięć lat codziennie czekała, iż ukochana córka ją odwiedzi.
Ale Wanda już nigdy się nie pojawiła. Niezdolna znieść tęsknoty za córką, Stanisława zmarła w samotności.
Wanda dowiedziała się o jej odejściu po roku, gdy Edward wyrzucił ją z mieszkania, a ona przez łzy przypomniała sobie o matce.
Wyrzuty sumienia tak bardzo przygniotły Wandę, iż wstąpiła do klasztoru, by modlitwą odpokutować swój wielki błąd.
Z tej historii wyraźnie widać, iż pogoni za własnym szczęściem nie można budować na krzywdzie najbliższych. Czasem największe życiowe błędy zostają z człowiekiem na zawsze i nie zawsze można je już naprawić.







![Razem w świątecznym czasie. Spotkanie opłatkowe dla osób samotnych w Fałkowie [zdjęcia]](https://tkn24.pl/wp-content/uploads/2025/12/Spotkanie-oplatkowe-dla-osob-samotnych-w-Falkowie-4.jpg)
