Silna i samotna? Psycholożka o cenie samowystarczalności. "Przywdziana zbroja"

kobieta.gazeta.pl 1 godzina temu
Samowystarczalność. Pomocna czy szkodliwa? Z jednej strony oznaka siły, a z drugiej może sabotować tworzenie bliskich relacji. Czym różni się od prawdziwej niezależności? Psycholożka w rozmowie z nami wyjaśniła, gdzie leży złoty środek i skąd wśród kobiet bierze się hipersamowystarczalność.
Niezależność zgodnie z definicją wsjp.pl to "bycie takim, który (w aspekcie o którym mowa) od nikogo i niczego nie zależy i sam może decydować o sobie". W kontekście kobiet często bywa mylona z samowystarczalnością, która jest "zdolnością do prawidłowego funkcjonowania i zaspokajania swoich potrzeb w ogóle lub w jakimś obszarze bez pomocy innych". Choć te pojęcia mogą wydawać się podobne, to jednak w praktyce oznaczają zupełnie różne podejścia do życia i relacji. Niezależność koreluje z dojrzałością i świadomością własnych potrzeb, z kolei samowystarczalność z izolacją i rezygnacją z przyjmowania wsparcia.

REKLAMA







Zobacz wideo Klaudia Sadownik miała propozycje? z "Tan?ca z gwiazdami"?



Czym różni się dojrzała niezależność od emocjonalnej samowystarczalności? Granica jest cienka
O zrozumienie podstaw ciemnej strony samowystarczalności kobiet poprosiliśmy psycholożkę Agatę Przybyłek. Na wstępie zwróciła ona uwagę, iż dojrzała niezależność różni się od emocjonalnej samowystarczalności. Pierwsza z nich to umiejętność sprawnego balansowania między przestrzenią dla siebie a zaangażowaniem w relacje, przy jednoczesnym umiejętnym regulowaniu własnych emocji. - O hiperniezależności mówimy wtedy, kiedy samowystarczalność staje się pewnego rodzaju tarczą mającą chronić przed kolejnymi zranieniami, gdy towarzyszy jej dojmujące poczucie samotności, gdy wywołuje wewnętrzny dyskomfort. Często jest ona pewnym mechanizmem obronnym - przyznaje. Zaczynamy wówczas unikać tworzenia relacji. Zamiast tego wolimy się chronić i utrzymywać "pozorną" kontrolę nad sytuacją.
Granica między zdrowym radzeniem sobie w życiu a budowaniem muru w stylu "nie potrzebuję nikogo" zostaje przekroczona, gdy zaczynamy postrzegać więzi międzyludzkie jako zagrożenie. - Towarzyszy temu wyczerpanie emocjonalne i lęk przed odsłanianiem się, choćby w bliskich związkach - tłumaczy Przybyłek.


Samowystarczalność a paradoks wolności. Źródła tej postawy według psycholożki
Latami wiele kobiet buduje swoją samowystarczalność niczym fortecę, polegając na sobie, podejmując własne decyzje i nie potrzebując nikogo innego. Psycholożka podkreśla, iż często tego typu postawa ma swoje podwaliny już w dzieciństwie. Wynosimy z domu pewną perspektywę i przekonania o sobie, świecie i relacjach. - Niedostępni emocjonalnie rodzice, dorastanie w domu, w którym nie doświadczano wystarczającej opieki, czy wręcz doznawano odrzucenia. To wszystko wpływa na to, jak będziemy funkcjonować w przyszłości - kwituje psycholożka.
Ponadto dochodzi też trauma i kolejne doświadczenia strat, które również wzmacniają nasze przekonania, iż najlepiej polegać wyłącznie na sobie. - Przywdziana zbroja ma nas zabezpieczyć przed ewentualnymi następnymi zranieniami. To bezsprzecznie utrudnia budowanie bliskich relacji - tłumaczy.



Rola mężczyzn w relacjach z kobietami samowystarczalnymi. Jak je postrzegają?
Psycholożka zwraca uwagę, iż wciąż silnie odczuwalny w naszej kulturze patriarchat w znaczący sposób kształtuje dynamikę relacji w związkach. Kobieta, która czuje się samowystarczalna, może po prostu wywracać do góry nogami w oczach mężczyzn ten utrwalony społecznie podział ról. - Każdy, kto pozostaje w bliskim związku, chce się czuć doceniany przez drugą osobę i być dla niej ważny. W kulturze, w której przez cały czas obserwujemy wpływ patriarchatu, u części mężczyzn to, iż kobieta czuje się samowystarczalna, rzeczywiście może wpływać na samoocenę, gdyż podważa stereotypowy podział ról - zauważa ekspertka. W końcu w przypadku tradycyjnego modelu to właśnie mężczyźni byli gwarantem bezpieczeństwa, zarówno finansowego, jak i emocjonalnego.
- Warto jednak zaznaczyć różnice między dominacją w związku a modelem partnerskim, gdy obie strony wnoszą do relacji tyle samo i zachowują przy tym przestrzeń tylko dla siebie - podkreśla. Nadmierna samowystarczalność może powodować poczucie wykluczenia lub braku znaczenia dla partnera.


Jak uczyć się przyjmować pomoc? Pierwszy, najważniejszy krok
Pierwszym etapem jest samoświadomość, czyli dostrzeżenie własnych wzorców i przyczyn, dla których odrzucamy pomoc. - Może warto zacząć od otwierania się przed jedną, najbliższą osobą? Warto na pewno przyjrzeć się przyczynom swoich przekonań, tutaj pomocna może okazać się terapia, rozmowa ze specjalistą, który pomoże nam zrozumieć rządzące nami mechanizmy - radzi Przybyłek. Nauka przyjmowania wsparcia nie oznacza utraty kontroli ani siły. Pozwala natomiast na odbudowanie relacji i doświadczenie prawdziwej bliskości, bez konieczności ciągłego polegania tylko na sobie.
"Samowystarczalność zabija relacje". Czy to twierdzenie nie jest zbyt daleko idące?
W rzeczywistości wiele zależy od natężenia postawy samowystarczalności i kontekstu, w jakim się pojawia. - W kulturze indywidualistycznej samowystarczalność rzeczywiście jest pożądaną cechą - zauważa psycholożka. Z drugiej strony, gdy staje się nadmierna może ograniczać współpracę, izolować emocjonalnie i wywoływać poczucie samotności. - Powoduje trudności zarówno w pracy, jak i w życiu prywatnym. Każdy potrzebuje przestrzeni tylko dla siebie, ale i zdrowych relacji. To brzmi jak truizm, ale jak we wszystkim: istotny jest tutaj balans - podsumowuje.



Czy uważasz, iż samowystarczalność może utrudniać bliskie relacje? Zapraszamy do udziału w sondzie oraz do komentowania.
Idź do oryginalnego materiału