Zmarła siostra Jerzego. Pojechałem na wieś, by ją pochować. Moja żona, Jadwiga, została w domu zdrowie już nie te. Wiedziała, iż wrócę dziś wieczorem i wszystko przygotowała wcześniej. Na talerzach poukładała ziemniaki i kotlety. Wszedłem do kuchni.
Akurat na kolację zdążyłeś powiedziała Jadwiga.
Stałem w milczeniu, jakoś dziwnie na nią patrząc.
Co się stało? spytała zdziwiona.
Nie wróciłem sam powiedziałem nagle.
Jak to nie sam? Z kim? zdziwiła się jeszcze bardziej.
Jadwiga Maria przez ostatnie lata dużo rozmyślała o życiu. Starzeć się nie jest lekko. Teraz leży, patrzy w sufit i wspomina te trzy ostatnie lata, które tak zmieniły jej życie.
Wtedy jeszcze był ze mną mąż. Dopiero co skończył sześćdziesiąt dwa lata. Zmarła jego siostra na wsi. Była samotna, więc pojechał, by ją pochować. A kiedy wrócił
Wprowadził przede mną drobną dziewczynkę:
Jadwigo, to wnuczka mojej siostry. Nazywa się Mirosława.
Popatrzyłam na nią poważnie, rzuciłam mężowi surowe spojrzenie, jednak powiedziałam:
Wchodź, Mirosiu! Zaraz wszystko podam na stół.
Wiedziałam, iż Jerzy wróci dziś, więc przygotowałam obiad wcześniej ugotowałam ziemniaki i kotlety, jak lubił.
Siadaj, Mirosiu, jedz! powiedziałam tak łagodnie, jak tylko potrafiłam.
Dziewczynka zaczęła jeść, a ja skinęłam głową mężowi, żebyśmy poszli do sypialni.
Jerzy, o co tu chodzi? zapytałam szeptem, zamykając drzwi.
Jadwigo, niech ona u nas zostanie. Nie ma nikogo.
A gdzie twoja siostrzenica?
choćby nie przyjechała pożegnać się z matką. Siostra sama wychowywała wnuczkę od trzeciego roku życia westchnął ciężko mąż. Została zupełnie sama.
Jerzy, jesteśmy emerytami. Ze zdrowiem coraz gorzej rzuciłam okiem na drzwi. Ile ona ma lat?
Dwanaście.
To jeszcze osiem lat trzeba ją wychowywać.
Dostaniemy na nią zasiłek. Dom po siostrze sprzedamy za pół roku, już się dogadałem. Był mały i stary, ale coś się uzbiera. My też mamy trochę oszczędności. A Zofia i Andrzej zawsze pomogą, w końcu to nasze dzieci.
Mają własne kłopoty. Ich dzieci już wszystkie chodzą do szkoły, za parę lat zaczną się żenić i wychodzić za mąż. A to przecież nasze wnuki, choć mieszkają daleko. Chcieliśmy im pomóc.
Jadwigo, ale Mirosia to też moja rodzina.
Ale nie nasza krew machnęłam ręką. Dobra, chodźmy, bo obiad stygnie!
Na kuchni dziewczynka patrzyła na nas przerażona widocznie zrozumiała, o czym mówiliśmy. Wstała niepewnie:
Babciu Jadziu, nie wyrzucaj mnie! Nie mam nikogo, tylko was z dziadkiem. Będę pomagać.
Dobrze, zostań.
Minął rok. Odszedł nasz Jurek. Przyjechały dzieci, pożegnały się, potem siadły do stołu ze mną. Mirosia poszła do sąsiadów, wiedziała, iż dorośli chcą poważnie porozmawiać.
Mamo, po co ci ta dziewczynka? spytała córka.
To wnuczka Jerzego siostry łzy popłynęły mi z oczu. I nie ma dokąd pójść.
Może oddamy ją do domu dziecka zaproponowała córka. Jesteś już starsza, po co ci to na starość?
Jestem całkiem sama. Rzadko mnie odwiedzacie. Zdrowia mi brak. Przynajmniej ktoś będzie przy mnie znów się rozpłakałam.
Dobrze, Zofio zaczął syn, kładąc siostrze rękę na ramieniu. Mamie będzie rzeczywiście ciężko samej. Niech dziewczynka zostanie z nią.
Byli jeszcze dzień ze mną i pojechali też mają po troje dzieci, obowiązków mnóstwo.
Zostałam z tą nie swoją wnuczką. Mirosia była bardzo dobra, mimo iż miała trzynaście lat. Pomagała mi bardziej niż własne wnuczki.
A mnie było coraz gorzej. Znów przyjechali syn z córką.
Oj, coraz słabiej się czuję, ledwo chodzę. Dobrze, iż Mirosia przy mnie powiedziałam następnego dnia po ich przyjeździe. Chciałabym przepisać na nią mieszkanie.
O czym ty mówisz, mamo? oburzyła się Zofia. Masz przecież sześcioro wnuków. Moja Agnieszka ma czternaście lat, u Andrzeja Kinga już piętnaście. Za chwilę będą szukać własnego kąta.
Ale żadne nie zamierza opiekować się starą babcią.
Teraz przecież mają wakacje, zaraz tu przyjadą i pomogą.
Za trzy dni rzeczywiście wnuczki przyjechały, a rodzice wrócili do siebie. Mirosia była znów niepotrzebna, dobrze, iż sąsiedzi ją przyjęli.
Wnuczki Kinga i Agnieszka cieszyły się, iż zostały u babci bez rodziców. Już pierwszego dnia spacerowały do późna. Gdy wróciły, babcia leżała, nie wstała, jedzenia nie było poprosiła, żeby pomogły jej iść do łazienki. Skrzywiły się widać było, iż nie mają na to ochoty, ale musiały.
W nocy kilka razy prosiłam o wodę, aż Kinga się obudziła i mi podała. Kiedy znów chciałam iść do łazienki dziewczyny zaczęły się kłócić, która ma mi pomóc.
Rano trzeba było ugotować śniadanie, nakarmić babcię. Na szczęście sama doszłam do kuchni i usiadłam do stołu.
Po dwóch dniach wnuczki miały dość. Gdy poprosiłam je, by pomogły się umyć zadzwoniły do rodziców, a następnego dnia już ich nie było.
Znów zostałam z Mirosią, która była mi bliższa niż niejedna własna wnuczka. Sama już ledwo podnosiłam się z łóżka.
Minął rok.
Całe mieszkanie było na głowie piętnastoletniej dziewczynki. Chodziła już do pierwszej klasy liceum. Ze wszystkim sobie radziła: dobrze się uczyła, dbała o mnie, była porządna. Ale coraz cięższe myśli przychodziły mi do głowy:
Pomyśleć tylko nie rodzona, a nie opuszcza mnie, troszczy się. A przecież za trzy, pięć lat Muszę przepisać na nią mieszkanie. Dzieci mam nadzieję, iż zrozumieją.
Z trudem podniosłam się z łóżka. Wzięłam telefon nowoczesny, Jerzy mi go kiedyś kupił na urodziny i nauczył używać. Znalazłam adres notariusza i zadzwoniłam.
Następnego dnia przyszedł i wszystko załatwił zgodnie z prawem.
Od razu zadzwoniłam do dzieci z informacją o mojej decyzji. Po jednym dniu byli już wszyscy u mnie. Mieszkanie trzypokojowe na drugim piętrze, i to w dobrym miejscu.
Mamo, po co to zrobiłaś? zaczęła rozmowę Zofia. Przyjedziesz do nas. Będziesz mieszkać raz u mnie, raz u Andrzeja, a mieszkanie sprzedamy.
A Mirosia?
Mirosię umieścimy w domu dziecka. Masz przecież swoje wnuki, one się tobą zajmą.
Już wiem, jak to wyglądało, kiedy próbowały. Z Mirosią czuję się bezpiecznie. I nie chcę co miesiąc przeprowadzać się od jednego do drugiego.
Dobrze, Zofio rozsądził Andrzej. Może tak będzie lepiej. Mamie dobrze z Mirosią, to najważniejsze. Postanowiła zapisać jej mieszkanie niech tak będzie.
Zostali u mnie parę dni i pojechali. Mirosia wróciła zaraz od sąsiadów.
Babciu, po co był wujek Andrzej i ciocia Zofia?
Tak, w gościach byli uśmiechnęłam się. Siadaj, muszę ci coś powiedzieć.
Babciu, jesteś dziś bardzo tajemnicza.
Podaj teczkę, leży na komodzie.
Dziewczynka podała i usiadła obok.
Przepisałam na ciebie to mieszkanie. Wszystkie papiery są tutaj.
Babciu, ale po co? Przecież ja nie jestem twoją prawdziwą wnuczką!
Mirosiu, jesteś mi najbliższa na świecie. Tylko mnie nie opuszczaj!
O czym ty mówisz, babciu?! Przecież dla mnie też jesteś najważniejsza!












