Sentymentalnie. Ja nie muszę przerabiać zdjęć na lata osiemdziesiąte

wschodni24.pl 1 godzina temu

Ostatnio internet oszalał na punkcie lat osiemdziesiątych.

Wrzucasz swoje współczesne zdjęcie i po chwili sztuczna inteligencja przenosi cię czterdzieści lat wstecz. Dostajesz odpowiednią fryzurę, sweter, dres, szkolne tło, charakterystyczne kolory fotografii. Jeszcze chwila i człowiek zacznie szukać kasety magnetofonowej, żeby przewinąć ją ołówkiem.

Patrzę na ten trend z pewnym rozbawieniem.

Bo ja nie muszę generować swoich zdjęć z lat osiemdziesiątych.

Ja je mam.

Prawdziwe.

Trochę wyblakłe. Czasami nieostre. Z kolorami, które dzisiejszy program graficzny próbowałby natychmiast poprawić.

I z chłopakiem, który jeszcze nie wiedział, co wydarzy się w jego życiu.

Patrzę czasem na niego i mam ochotę powiedzieć:

Stary, choćby nie masz pojęcia.

Zdjęcie, którego nie można wygenerować

Sztuczna inteligencja potrafi zrobić mi dziś świetną fotografię z lat osiemdziesiątych.

Może odmłodzić twarz. Zmienić ubranie. Odtworzyć szkolną salę, meblościankę czy trzepak przed blokiem.

Jednego jednak nie potrafi.

Nie odtworzy emocji.

Bo na prawdziwym zdjęciu nie widzę tylko siebie.

Pamiętam, kto wtedy stał obok.

Kto zrobił fotografię.

Co było chwilę wcześniej.

Czego się wtedy bałem.

W kim byłem zakochany.

Z kim się przyjaźniłem.

O czym marzyłem.

I kto z ludzi obecnych wtedy w moim życiu jest w nim nadal.

A kogo już nie ma.

I wtedy zabawa w lata osiemdziesiąte przestaje być tylko zabawą.

Robi się trochę… sentymentalnie.

Muzyka ma niezwykłą adekwatność

Są utwory, których nie słuchamy tylko uszami.

Słuchamy ich pamięcią.

Czasem wystarczą pierwsze sekundy starej piosenki i nagle nie jesteś w samochodzie w 2026 roku.

Masz znowu kilkanaście lat.

Pamiętasz pokój. Ludzi. Zapach wakacji. Pierwszą miłość. Pierwszą poważną kłótnię. Mecz, po którym nie mogłeś zasnąć.

Dlatego lubię „Sentymentalnie” O.S.T.R.-a i Eldo.

Nie dlatego, iż chcę analizować tutaj tekst piosenki.

Bardziej interesuje mnie to, co robi z człowiekiem samo słowo:

sentymentalnie.

Bo im więcej mamy za sobą, tym więcej rzeczy potrafi otworzyć w głowie drzwi, o których istnieniu już zapomnieliśmy.

Za czym adekwatnie tęsknimy?

Mówimy czasem:

„Kiedyś było lepiej”.

Czy naprawdę?

Nie było internetu.

Nie było telefonów.

Na rozmowę telefoniczną czasami trzeba było czekać.

Telewizor miał kilka programów, a człowiek nie mógł obejrzeć filmu wtedy, kiedy chciał.

Zdjęcie robiło się bez możliwości sprawdzenia, czy dobrze wyszliśmy.

Trzeba było wywołać kliszę i dopiero wtedy dowiedzieć się, iż ktoś zamknął oczy.

Nie wszystko było lepsze.

A jednak tęsknimy.

I chyba zrozumiałem dlaczego.

Nie zawsze tęsknimy za tamtym światem. Często tęsknimy za sobą z tamtego świata.

Za czasem, kiedy rodzice byli młodsi.

Kiedy babcia jeszcze siedziała przy stole.

Kiedy przyjaciel mieszkał trzy ulice dalej, a nie tysiąc kilometrów od nas.

Kiedy największym problemem było to, czy zdążymy wrócić do domu przed zmrokiem.

Tęsknimy za ludźmi.

Na zdjęciach wszyscy przez cały czas są

Fotografia jest pod tym względem bezlitosna.

Zatrzymuje czas.

Na zdjęciu nikt się nie starzeje.

Babcia przez cały czas ma tyle samo lat.

Rodzice są młodzi.

Koledzy stoją obok siebie.

Nikt jeszcze nie wie, iż życie rozrzuci ich po Polsce i świecie.

Nikt nie wie, które przyjaźnie przetrwają.

Które małżeństwa się rozpadną.

Kto zrobi wielką karierę.

Kto będzie szczęśliwy.

Kogo zabraknie zbyt wcześnie.

Oni wszyscy patrzą w obiektyw i nie wiedzą, co będzie dalej.

My już wiemy.

I chyba właśnie dlatego stare zdjęcia potrafią uderzyć mocniej niż najlepszy współczesny film.

Mieliśmy mniej kontaktów, a może więcej kontaktu?

Dzisiaj mam możliwość napisania w ciągu kilku sekund do człowieka na drugim końcu świata.

W latach osiemdziesiątych było to nie do pomyślenia.

Technologicznie jesteśmy więc znacznie bliżej siebie.

Tylko czasami zastanawiam się, czy przypadkiem jako ludzie nie znaleźliśmy się trochę dalej.

Mamy po kilkuset znajomych na Facebooku.

Obserwujemy swoje życie.

Wiemy, kto był na wakacjach.

Kto zmienił samochód.

Kto jadł kolację w restauracji.

Kto ma urodziny, bo aplikacja nam przypomniała.

Ale czy wiemy, co u niego naprawdę słychać?

Nie co opublikował.

Co u niego.

To dwie zupełnie różne rzeczy.

Kiedyś wpadaliśmy bez zapowiedzi

Pamiętacie?

Dzwonek do drzwi.

Otwierasz.

„Cześć, byłem w pobliżu”.

I człowiek wchodził.

Bez sprawdzania kalendarza.

Bez Messengera:

„Może 17:30 w przyszły czwartek?”

Robiło się herbatę.

Ktoś przynosił ciastka.

I się rozmawiało.

Dzisiaj potrafimy przez trzy miesiące umawiać się na kawę.

„Musimy się spotkać”.

„Koniecznie!”

„Zadzwonimy”.

I mijają kolejne trzy miesiące.

Nie dlatego, iż przestaliśmy się lubić.

Po prostu wszystkim nam się wydaje, iż mamy czas.

A czas robi swoje

Najbardziej niezwykłe w przemijaniu jest to, iż adekwatnie go nie zauważamy.

Nie budzimy się któregoś ranka nagle starsi o dwadzieścia lat.

Dostajemy je po jednym dniu.

Dlatego nie czujemy, jak gwałtownie się sumują.

Poniedziałek.

Wtorek.

Weekend.

Święta.

Wakacje.

Sylwester.

I znowu.

Aż któregoś dnia trafiasz na fotografię sprzed czterdziestu lat.

Patrzysz.

I przez chwilę nie możesz uwierzyć, iż to naprawdę ty.

Dlatego dzwońmy

Może więc ten cały internetowy trend na lata osiemdziesiąte jest do czegoś potrzebny.

Może oprócz śmiechu z fryzur i ubrań powinien sprawić, iż otworzymy stare albumy.

I przypomnimy sobie ludzi.

Jeśli zobaczysz na zdjęciu kolegę, z którym kiedyś spędzałeś całe wakacje, a nie rozmawiałeś z nim od dziesięciu lat…

Znajdź numer.

Zadzwoń.

Jeśli zobaczysz kogoś z rodziny, kogo ciągle zamierzasz odwiedzić…

Odwiedź.

Nie czekaj na urodziny.

Nie czekaj na święta.

Nie czekaj, aż pierwszy zadzwoni.

Bo kiedyś może zostać tylko fotografia.

A wtedy żaden telefon już nie połączy.

Zróbmy też nowe zdjęcia

I jeszcze jedno.

Nie żyjmy wyłącznie wspomnieniami.

Sentyment jest piękny, dopóki nie staje się miejscem zamieszkania.

Oglądajmy stare fotografie.

Śmiejmy się z naszych fryzur.

Wspominajmy pierwsze miłości, szkolne dyskoteki, mecze, wakacje i ludzi.

Ale róbmy też nowe zdjęcia.

Spotykajmy nowych ludzi.

Jedźmy w nowe miejsca.

Dzwońmy do starych przyjaciół.

Twórzmy wspomnienia, za którymi za dwadzieścia lat również zatęsknimy.

Bo być może za dwadzieścia czy trzydzieści lat pojawi się kolejny internetowy trend.

Ktoś wrzuci swoje zdjęcie i poprosi sztuczną inteligencję:

„Zrób mnie w stylu 2026 roku”.

A my spojrzymy na prawdziwą fotografię z dzisiaj i pomyślimy:

„Boże… jacy my wtedy byliśmy młodzi”.

I obyśmy wtedy pamiętali nie tylko, jak wyglądaliśmy.

Obyśmy pamiętali, z kim byliśmy.

Bo ostatecznie chyba właśnie to okazuje się najważniejsze.

Nie ubrania.

Nie fryzury.

Nie samochody.

Nie liczba obserwujących.

Ludzie.

Dbajmy o nich, póki możemy do nich zadzwonić.

A zdjęcia?

Zdjęcia zostawmy na później.

One mają znacznie więcej czasu niż my.

Zielony Trener

Idź do oryginalnego materiału