Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć, co nam się przydarzyło ostatnio. Wzięliśmy z żoną kredyt na mieszkanie w Warszawie, ogarnęliśmy remont, przenieśliśmy tam wszystkie graty… Po miesiącu już się wprowadziliśmy. Stwierdziliśmy, iż fajnie byłoby poznać sąsiadów, więc zaprosiliśmy na herbatę dziadków z naprzeciwka.
Zaskakująco gwałtownie wypili herbatę, a jak się dowiedzieli, iż Ania jest moją żoną, a nie córką, nagle przypomnieli sobie o jakichś pilnych obowiązkach i ekspresowo opuścili nasze mieszkanie. Dodam, iż to był piątek wieczór.
W sobotę rano pukanie do drzwi stoi policjant, prosi o dowody moje i żony. Kompletnie się tego nie spodziewałem, zwłaszcza gdy usłyszałem od księdza, który przyszedł razem z nim, prośbę o pokazanie naszego aktu małżeństwa! Szukaliśmy go chyba z dziesięć minut, bo po przeprowadzce wszystko jest pochowane gdzie popadnie.
Policjant zerka z lekkim zdziwieniem na Anię, przeprasza za zamieszanie i zaczyna się zbierać. Ale przed wyjściem mówi, iż ktoś zgłosił, iż tutaj mieszka facet z niepełnoletnią dziewczyną.
Wtedy wszystko nam się zaczęło układać w całość dziadkowie wyszli tak szybko, bo uznali, iż Ania jest za młoda, jak powiedzieliśmy, iż jesteśmy małżeństwem. Ja mam 24 lata, Ania 26, ale wygląda młodo, przez co często mylą ją z licealistkami.
U nas w sklepie choćby alkoholu nie sprzeda Ci bez dowodu czy prawa jazdy. A w piątek Ania zrobiła sobie dwa warkocze i zmyła makijaż, więc wyglądała jak uczennica. Cała sytuacja jest niby śmieszna, ale wieczorem postanowiłem ogolić brodę nie chcę wyglądać jak czterdziestoletni tata mieszkający z córką!












